Ciąg rematyczno-tematyczny, gdzie y – temat, a X remat



Pobieranie 140,41 Kb.
Strona1/3
Data02.01.2018
Rozmiar140,41 Kb.
  1   2   3

w: The Peculiarity of Man, Toruń-Kielce 2013, nr 17, s.184-210
METAFORA: FUNKCJA MYŚLENIA CZY ZABIEG SEMIOTYCZNY (ANALIZA KONCEPTUALNA)
Podstawowym problemem fenomenu tzw. „przenośni” z metodologicznego punktu widzenia pozostaje ontologiczna istota tej funkcji. Mówiąc prościej, istotę przenośni zrozumiemy wówczas, gdy odpowiemy sobie na pytanie, jaka procedura informacyjna występuje w świadomości czy podświadomości człowieka, kiedy powstaje jednostka nazywana przez fachowców przenośnią. Mówiąc zupełnie kolokwialnie, musimy zrozumieć, czy coś z czegoś na coś się przenosi (a jeśli tak, to co na co), czy może wyraz przenośnia jest… po prostu przenośnią.

Podchodząc do problemu „informacyjnego procedowania” (czyli kreowania procedur informacyjnych)1 z pozycji metodologii funkcjonalno-pragmatycznej, śmiem już na wstępie twierdzić, że skłaniam się ku drugiej odpowiedzi. Przenoszenie jest procesem zmiany położenia obiektu w przestrzeni, natomiast procesowanie informacyjne to dokonywane w świadomości procedury różnicowania i utożsamiania informacji różnego typu (sensorycznych, emocjonalnych, wolitywnych oraz kognitywno-pojęciowych). Przestrzeń świadomości czy podświadomości to nic innego, jak przenośnia werbalna oparta na kognitywnym upodobnieniu aktów psychicznych do czynności energomaterialnych. W skrócie zabieg ten polega na tym, że słowo najpierw upodabnia się do przedmiotu fizycznego (na przykład jakiegoś pojemnika wypełnionego znaczeniami, czyli formy, albo dwóch połączonych z sobą klocków lego, z których jeden to forma, a drugi – znaczenie). Potem proces powstania nowego słowa o tożsamej formie, ale innym znaczeniu, upodabnia się do procesu zamiany płynu (czyli znaczenia) w pojemniku (czyli w formie) albo też zamiany nieważnego, marginalnego, zmiennego klocka (znaczenia) w figurze przez inny marginalny i zmienny klocek (nowe znaczenie).

Jak widzimy, już na wstępie operujemy strukturami semiotycznymi (słowami), a istotę przenośni tradycyjnie upatrujemy w „przenoszenia” znaczenia (jak czegoś mało znaczącego, wtórnego i nieistotnego) z jednej formy na drugą. Forma w takim rozumowaniu a priori jest oceniana jako czynnik stabilny, kluczowy, istotny i kwalifikujący wyraz.

A co takiego stabilnego i niezmiennego jest w formie, co skłania nas do podobnego sposobu myślenia? Jeśli zestawimy następujące formy: iść, szedł i pójdę, to zauważymy, że z fonetycznego punktu widzenia nic ich nie łączy. Nie są to formy tożsame, równe czy podobne. Ich tożsamość leksykalna oraz gramatyczna (czyli tożsamość jako form gramatycznych jednego i tego samego słowa) oparta jest w całości na tożsamości ich systemowego znaczenia leksykalnego oraz na komplementarności ich znaczeń gramatycznych w ramach jednego paradygmatu czasownikowego.

Zatem pytanie może być postawione w taki oto sposób: znak (np. słowo) to forma, posiadająca jedno lub więcej znaczeń (albo nieposiadająca ich wcale), czy może jest to znaczenie, które może być wyrażone jakąś formą czy paradygmatem form (a może wcale nie jest wyrażona żadną formą). Porównajmy: dtykchtydtghh iklportrp mhtusgra oraz Wody! O co chodzi w pierwszym fragmencie? Czy to naprawdę są słowa czy połączenia słów? Przecież nic nie znaczą. Są dowolnymi sekwencjami liter niepodporządkowanymi jakimkolwiek regułom fonetycznym, morfologicznym, syntaktycznym czy derywacyjnym. Natomiast w drugim fragmencie – zdaniu2 – wyraźnie obecna jest pragmatyka (sens) prośby oraz semantyka (znaczenie) czasownika daj(cie), chociaż dopełniacz liczby pojedynczej słowa woda nie posiada takiego znaczenia ani sensu. Zatem, gdyby można było posłużyć się przenośnią przenośnia, to raczej trzeba by było powiedzieć, że to gramatyczno-fonetyczna forma, a nie znaczenie „przenosi się” z jednego znaczenia (sensu, treści) na drugie. Ale jeszcze raz podkreślę: jest to tylko taki sposób przedstawienia informacyjnego wydarzenia „na skróty”.

W powyższym odcinku jest jednak jedna trudna kwestia. Mianowicie ta, że czasem słowo może być obecne w tekście niejako „wirtualnie” – bez ewidentnej formy. Czy to znaczy, że mogą również istnieć słowa o zerowej formie. Bynajmniej. Nie zapominajmy, że słowa – to znaki. I jako takie z założenia są formami w stosunku do pojęć jako kognitywnych informacji. Bez formalnego paradygmatu słowo by nie zaistniało. Zatem błędne są obie wyżej przedstawione wersje zdefiniowania słowa: jako formy, która może posiadać znaczenie, oraz jako znaczenia, które może być wyrażone poprzez formę. Słowo (jak i każdy inny znak) jest funkcją połączenia pewnego pojęcia (albo wyobrażenia uogólnionego) oraz kilku (czasem wielu) ciągów wyobrażeń sensorycznych (głównie akustycznych, czasem również wzrokowych, rzadziej – kinestetycznych czy dotykowych). Gwoli precyzji: ani same pojęcia czy wyobrażenia uogólnione (jak w przypadku wykrzykników), ani same wyobrażenia sensoryczne nie wchodzą w skład znaku. Znak jest tylko spoiwem, które je łączy. Część tego spoiwa ukierunkowana w stronę pojęcia czy wyobrażenia uogólnionego nazywana jest znaczeniem leksykalnym, natomiast część ukierunkowana w stronę sensoryczności, nazywa się formą zewnętrzną. Część, która łączy obie te części może być nazwana formą wewnętrzną albo szeroko pojętym znaczeniem gramatycznym3.

Jak widzimy, przy takiej (poniekąd uproszczonej) interpretacji struktury znaku nie ma mowy o jakimś „przenoszeniu” czegokolwiek (znaczenia czy formy). Po prostu powstają nowe zróżnicowane tożsamości, w których zostają wykorzystane już wcześniej powstałe „łącze”. W ten oto sposób nazywając palantem kogoś, kogo wcześniej mianowaliśmy głupcem, po prostu łączymy pewne pojęcie o głupim człowieku (które posiadamy w naszym kognitywnym obrazie świata i które wcześniej łączyliśmy z formami głupiec, głupca, głupcy, głupcom etc.) z systemem substantywnych form, które wcześniej łączyliśmy z pojęciem o tępym drewnianym kiju do gry. Poza stwierdzeniem faktu połączenia starego pojęcia i starej formy pozostał jednak najważniejszy moment – pragmatyka i motywacja tego czynu. Bo to właściwie one spowodowały, że coś takiego się wydarzyło. Procedura nowego, wtórnego połączenia wcześniej już istniejących pojęć i fonetyczno-gramatycznych sekwencji może stać się zrozumiała dopiero, jeśli wyjaśnimy, po co to zostało dokonane i dlaczego połączone zostały akurat te, a nie inne funkcje informacyjne.

I tu właśnie znajdujemy odpowiedź na pytanie, które cały czas przewijało się implicite, lecz dotychczas nie padło: co jest ważniejsze w „tandemie” znaczenia i formy, czy może są one równoważne? Wszystko zależy od tego, na jakiej płaszczyźnie i w jakim aspekcie postawimy takie pytanie. Jeżeli chodzi o samo bycie ontyczne znaku jako bytu informacyjnego, to obie jego strony są równoważne, gdyż znak nie byłby znakiem, gdyby nie był połączeniem (łączem) obrazu świata ze zdolnością do przekształcania energomaterii, czyli tworzenia przedmiotów semiotycznych (dźwięków, gestów, śladów etc.)4.

Inaczej powinniśmy odpowiedzieć na pytanie o ważności znaczenia i formy w kauzalnym (genetycznym) i teleologicznym (pragmatycznym) aspekcie. Inaczej mówiąc, odpowiedź na to pytanie będzie zgoła odmienna, jeśli sformułujemy je w taki sposób: co jest rozrusznikiem aktu powstania znaku – pojęcie czy ciąg sygnałów oraz po co tworzymy znak – żeby wyrazić jakieś pojęcie czy żeby nadać sens jakiejś sekwencji sygnałów?

Byłoby bardzo dziwnym założenie, że człowiek najpierw tworzy nie wiadomo jak i nie wiadomo po co pewne sekwencje dźwięków, utrwala je w pamięci, a dopiero potem zastanawia się, co by ten ciąg dźwięków miał znaczyć. Istota znaku polega na tym, że jest on narzędziem do zastępowania pewnych niedostępnych zmysłom innej osoby informacji, które posiadamy. Pod tym względem znak jest semiotyczną formą wyrażenia w stosunku do pojęcia, a więc jest kauzalnie i teleologicznie wtórny. Dlatego też w tym aspekcie jego forma jest wtórna wobec jego treści. Znak może chwilowo nie posiadać sensorycznie obserwowalnej formy (tzw. forma zerowa), lecz nie może nie posiadać znaczenia (czyli jakiegokolwiek odniesienia do informacji kognitywnych). I na tym polega pragmatyczny punkt widzenia.

Zatem z esencjalnego (ontologicznego) punktu widzenia znak jest znaczącą relacją pomiędzy znaczeniem a formą, a w perspektywie dalszej – między pojęciem (lub wyobrażeniem uogólnionym) a figurą sygnałową (fonetyczną, gestową, dotykową, graficzną etc.). Znak więc nie jest energomaterią, lecz informacją, czyli jako taki jest znaczeniem. Z ontycznego punktu widzenia nie tylko znaczenie znaku, ale również jego forma jest informacją, gdyż ani dźwięki, ani realnie występujące w sytuacji mówienia akustyczne wrażenia nie są częściami znaku. Żeby wejść do struktury semiotycznej, musiałyby zostać zastąpione przez informacje natury kognitywnej (np. akustyczne wrażenie, powstające w momencie wymawiania jakiegoś dźwięku, miałyby być zastąpione przez informację o charakterystycznych i znaczących dla danego systemu językowego zróżnicowaniach akustyczno-artykulacyjnych, czyli przez głoskę). Oznacza to, że istnienie pewnego wrażenia akustyczno-artykulacyjnego jako głoski [a] jest uzależnione od jej zróżnicowania od innych podobnych czy stycznych w ciągu fonetycznym głosek, a to nie byłoby możliwe, gdyby nie istniał system takich dystynkcji, czyli system fonemów. Ale i to jeszcze nie wszystko, ponieważ głoską stanie się tylko taki zbiór dystynkcji akustyczno-artykulacyjnych, który zostanie uwikłany w system relacji morfonologicznych. Mówiąc prościej, pewne akustyczne wrażenie stanie się polską głoską [a] dopiero wówczas gdy zostanie zaadaptowana przez jakiś polski morf. Może to być morf fleksyjny (-a), przyrostkowy (-owa-), przedrostkowy (na-) czy rdzenny (-mam-). Poza tym włączenie się do takiego systemu morfemowego oznacza dla głoski [a] uczestnictwo w procedurach różnicowania morfów (np. [a] : [o] : [u] w rdzeniach -sal- : -sol- : -sól-). Do tego warto też dodać procedury utożsamiania się z innymi głoskami w obrębie tego samego fonemu i morfemu (np. [a] koreluje z akomodowanym [·a] w ramach fleksji mianownika l.p. rzeczowników mam-a i ziemi-a). W niektórych językach informacyjny i uogólniony charakter zewnętrznej formy znaku werbalnego jest jeszcze bardziej ewidentny (np. w rosyjskim, gdzie fonem /a/ może łączyć informację o wielu fonach o zupełnie różnej naturze akustyczno-artykulacyjnej: [a] – w дам, [] – w анис, [ъ] – w рыба, [ь]– w воля czy [иэ] – w часы).

Ta dygresja fonologiczno-fonetyczna była niezbędna dla uświadomienia zasadniczo informacyjnego (a nie energomaterialnego) charakteru ontycznego najbardziej sensorycznej części formy znaku werbalnego, jaką jest jego forma zewnętrzna. Natomiast forma znaku jako takiego nie sprowadza się do prostego ciągu morfonematycznego, lecz jest całościowym paradygmatem gramatyczno-derywacyjnym, zawierającym w sobie informacje o strukturze derywacyjno-morfemowej każdej formy gramatycznej tego znaku (czyli w przypadku czasownika {wyjść} jest to informacja o formach osobowych i nieosobowych tego słowa z uwzględnieniem struktury morfemowej każdej z nich – wy-jd-ę, wy-jdzi-esz, wy-sz-ł-am, wy-szed-ł-em etc.). Właściwie ta całość informacyjna wraz z informacją o syntaktycznych i stylistycznym potencjach danego znaku stanowi jego plan wyrażenia. Łączenie w integralną całość informacji o zupełnie odmiennych bytach energomaterialnych (jakimi są dźwięki wymawiane przez różne osoby w różnych okolicznościach) albo psychofizjologicznych (jakimi są ciągi wrażeń akustyczno-artykulacyjnych, powstające u tej samej osoby w różnych sytuacjach semiotycznych) jest możliwe tylko w jednym przypadku – gdy scala je jedno inwariantne znaczenie, które jest semiotyczną informacją o jakimś elemencie kognitywnego obrazu świata, czyli pojęciu.

Odpowiadając na wcześniej postawione pytanie o kauzalną i teleologiczną wartość znaczeniową strukturalnych składników znaku, trzeba powiedzieć, że o wiele bardziej wiarygodna jest wersja onomazjologiczna, czyli że najpierw tworzymy pojęcia i sądy w trakcie procedur umysłowych (kognitywno-informacyjnych), podczas których powstają intencje komunikatywno-ekspresywne, czyli potrzeba wypowiedzenia się czy innej formy interakcji semiotyczno-regulacyjnej. To z kolei pobudza nas do poszukiwania środków wyrażenia informacji (swej myśli, swej wiedzy, swego pojęcia) bądź środków semiotycznego wpływu na naszego rozmówcę. Jeśli nie posiadamy odpowiednich znaków w zasobie naszego kodu, uruchamiamy procedury znakotwórcze.

Pierwszą taką procedurą jest poszukiwanie motywu kreacji formy nowego znaku. Może powstać wątpliwość: a dlaczego nie kreacji znaczenia? Bo znaczenie (jak już wyżej pisałem) to nic innego, jak informacja o pojęciu czy sądzie, który my oznaczamy w trakcie tej procedury. Nie ma potrzeby specjalnie tworzyć znaczenia. Powstaje ono jako epifenomen, efekt uboczny w procesie znakotwórstwa. Odnalezienie motywu zatem jest kluczem do poszukiwania środków formalnych dla tworzenia nowej formy. W przypadku słowotwórstwa takimi środkami mogą być różnego rodzaju morfemy, ich części albo i całe ich kombinacje – aż do pełnych czy cząstkowych form już istniejących znaków. W wielu przypadkach obstawiamy właśnie taką opcję i przenosimy już istniejącą formę na nowy znak, czyli łączymy ją z pojęciem, które nominujemy (nazywamy). Właśnie w trakcie takiego dostosowywania starej formy do nowego pojęcia kształtuje się znaczenie nowego słowa. Tradycyjnie takie zjawiska nazywają metaforycznym przeniesieniem czy metonimicznym przesunięciem, a takie słowa – polisemicznymi lub wieloznacznymi.

Jednakże ze względu na wszystkie trzy czynniki – istotę systemową (miejsce w systemie semantyczno-leksykalnym), pragmatykę (pełnione nominatywne, stylistyczne, derywacyjne, morfologiczne i syntaktyczne funkcje) oraz genezę (powstanie w trakcie aktu nominatywno-słowotwórczego) taka nowo utworzona jednostka jest nowym i odrębnym słowem. Rosyjski onomazjolog Iwan Toropcew nazwał takie jednostki homonimoidami. Pojęcie to jest kluczowym dla rozpatrzenia problemu metaforyzacji i metonimizacji nominatywno-werbalnej, gdyż pozwala uświadomić sobie słowotwórczy – i szerzej – znakotwórczy i nawet informacyjno-kognitywny charakter tych procedur.



Zadajmy sobie jednak kilka pytań natury ontologiczno-epistemologicznej. Czy metaforyzacja i metonimizacja to:

  • procedury tylko transformacyjne (tworzą przenośnie słowne lub „homonimoidy”) czy ogólno słowotwórcze (to znaczy uczestniczą również w tworzeniu nowych słów za pomocą innych sposobów derywacji, w tym morfologicznych)?

  • procedury tylko słowotwórcze czy ogólno nominatywne (dotyczą np. tworzenia związków wyrazowych, frazeologizmów i frazemów)?

  • procedury tylko nominatywne czy również predykatywne, czyli ogólno werbalne (i uczestniczą również w tworzeniu zdań i tekstów)?

  • procedury stricte werbalne czy ogólno semiotyczne (czyli obecne w semiotycznych procedurach pozajęzykowych)?

  • procedury wyłącznie semiotyczne czy ogólno kognitywne (tzn. uczestniczą w procesach tworzenia pojęć) i jeśli są również procedurami kognitywnymi, to dotyczą tylko tworzenia pojęć czy również sądów i całych koncepcji?

Żeby odpowiedzieć na te pytania, najpierw trzeba zrozumieć, co leży u podstaw procesów informacyjnych, na których oparty jest fenomen tzw. „przenośni”.

U podstaw referowanej tutaj koncepcji leżą ontologiczne idee relacjonizmu, zgodnie z którą informacja to relacja czyli zróżnicowanie, oraz dynamiczny charakter doświadczenia ludzkiego (w tym działalności informacyjnej, której częścią jest działalność semiotyczna, w tym językowa). Zatem zrozumienie istoty tzw. „przenoszenia”, czyli metaforyzacji i metonimizacji, trzeba zaczynać od zrozumienia podstawowych funkcji i procedur kognitywno-informacyjnych.

Dla schematycznego przedstawienia procedur informacyjnych proponuję wykorzystać starą ideę V. Mathesiusa o rematyczno-tematycznym układzie wypowiedzi, lecz w nowej interpretacji. Poszerzmy tę ideę na wszelki dynamiczny ciąg informacyjny. Przypomnę, że według teorii aktualnego rozczłonkowania (czyli perspektywy funkcjonalnej) wypowiedzi temat to informacja podstawowa, „stara”, charakteryzowana przez remat, tj. informację aktualną, „nową”.

Ciągi rematyczno-tematyczne (w których Y to temat, a X – remat, który ten temat charakteryzuje) można podzielić na dwa zasadniczo odmienne typy w zależności od specyfiki owej charakteryzacji: relacje styczności (X cechuje Y jako styczna z Y informacja) oraz relacje podobieństwa (X cechuje Y jako informacja podobna do Y). Relacje styczności można byłoby też nazwać relacjami zespalania. Może ono być pojęciowym (gdy członami relacji są kognitywne funkcje obrazu świata – pojęcia) albo niepojęciowym (gdy relacja powstaje pomiędzy funkcjami niekognitywnymi – emocjami, zmysłami czy przejawami woli).

Przykładami pojęciowego zespalania mogą być:



  • relacje styczności przestrzennej – „substancja – substancja” (X obok Y, X na/nad/pod/ za / dookoła Y, X w Y); procedurę ustanowienia takich relacji może być nazwana procedurą lokalizacji: stół – pokój, stół – krzesło, stół – noga,

  • relacje styczności czasowej – „proces – proces” (Y jednocześnie z X, Y poprzedza w czasie X. Y występuje po X); procedura nawiązania takich relacji może się nazywać procedurą temporalizacji: iść – mówić, wstać – powiedzieć,

  • relacje styczności funkcjonalnej – „substancja – proces” (X jest podmiotem Y, X jest obiektem / adresatem Y); ustanowienie takich relacji to procedury predykacji albo atrybucji funkcjonalnej stół – kupować, człowiek – mówić,

  • relacje styczności atrybucyjnej – „substancja – atrybut”, „proces – okoliczność”, „atrybut – okoliczność” (X jest atrybutem Y): procedura nawiązania tego typu relacji to atrybucja niefunkcjonalna: stół – drewniany, chcieć – kupić, kupić – wczoraj, czarny – zupełnie.

Do zespalania niepojęciowego można zaliczyć:

  • relacje zmysłowe – „pojęcie (sąd) – wrażenia zmysłowe”, „stan emocjonalny – wrażenia zmysłowe”, „akty woli – wrażenia zmysłowe” (Y jest zmysłową reakcją na X); ten typ relacji powstaje w wyniku procedury obrazowania pojęciowego, emocjonalnego bądź wolitywnego, w zależności od tego, co stało się powodem do powstania obrazu sensorycznego: myśl o krześle – wyobrażenie krzesła lub siedzącego na nim człowieka, strach – wrażenie mrowienia pod kolanami, niechęć robienia czegoś – wrażenie bólu,

  • relacje emocjonalne – „pojęcie (sąd) – stan emocjonalny”, „wrażenia zmysłowe – stan emocjonalny”, „akty woli – stan emocjonalny” (Y jest reakcją emocjonalną na X); powstaje w wyniku procedur emocjonalnego reagowania (sprzężonych z bardziej skomplikowanymi procedurami oceny i wartościowania): myśl o wykonanej pracy – stan zadowolenia, ostry zapach perfum – złość, chęć zrobienia czegoś – stan niecierpliwości,

  • relacje wolicjonalne – „pojęcie (sąd) – akty woli”, „wrażenia zmysłowe – akty woli”, „stan emocjonalny – akty woli” (X wywołuje pobudzenie Y); procedury powstawania takich relacji można określić jako procedury pragnienia i powstawania intencji: myśl o przedmiocie – chęć jego posiadania, strach – chęć ucieczki, głośne dźwięki za oknem –chęć zobaczenia, co się dzieje.

Rozpatrzmy teraz relacje podobieństwa. U podstaw powstawania tego typu relacji leżą zazwyczaj procedury realnej bądź potencjalnej substytucji, czyli zastąpienia X przez Y. W zależności od charakteru substytucyjnych możliwości albo specyfiki substytucji relacje podobieństwa można podzielić na klasyfikacyjne (kategorialne, kontrastywne) oraz typologiczne (komplementarne). W pierwszym przypadku elementy relacji pod jakimś względem wzajemnie się wykluczają, w drugim zaś – wzajemnie przewidują obecność swego podobieństwa. Tego typu relacje zawsze mają charakter pojęciowy, gdyż podobieństwo wymaga uogólnionego i oderwanego od sytuacji operowania informacją. Jeśli tego typu relacje miałyby obejmować informacje emocjonalne, zmysłowe czy wolicjonalne, to miałyby to być pojęcia o wrażeniach sensorycznych, stanach emocjonalnych i aktach woli, a nie same te wrażenia, stany i akty.

Wśród klasyfikacyjnych relacji można wyróżnić:



  • relacje paradygmatyczne –„element – element” (w klasie) (Y tożsamy z X); substytucje tego typu można nazwać procedurami utożsamienia w klasie: stół – szafa – łóżko – fotel,

  • relacje hipo-hiperonimiczne – „gatunek – rodzaj” (X jest reprezentowane przez Y, Y jako klasa zawiera w sobie X, Y należy do klasy X); tego typu substytucja może polegać na występowaniu procedur konstatacji, kategoryzacji (generalizacji) i kwalifikacji (referencji, egzemplifikacji): stół – coś, to, stół – przedmiot, stół – mebel, stół – biurko, ławka.

Do typologicznych zaś relacji substytucyjnych odniósłbym następujące:

  • relacje podobieństwa bezpośredniego (Y podobne tak samo do X1, X2. X3, Y różni się tak samo od X1, X2. X3); ten typ substytucji można określić jako procedury porównania, analogii bezpośredniej i typologii w ramach klasy: pokój można umeblować stołem (szafą, wersalką, fotelem), stół (szafa, wersalka, fotel) ma nogi, na wersalce (fotelu, stołe) można usiąść , do szafy (stołu, wersalki) można coś schować

  • relacje podobieństwa pośredniego – między elementami podobnych klas (Y1 ma cechy podobne do X1, gdyż Y jest podobne do X); ten typ substytucji nazwałem procedurami zestawienia i analogii pośredniej stół і człowiek – mają nogi, mogą stać, na nich się można oprzeć (gdyż są przedmiotami fizycznymi), na stole, pniu, masce samochodu można usiąść, położyć jakieś przedmioty (gdyż mają poziomą powierzchnie).

Procedury typologiczne pod tym względem zajmują pośrednią pozycję między procedurami zespalania / podziału i procedurami substytucji paradygmatycznej, ponieważ przewidują zwrócenie uwagi nie tylko na podobieństwo, ale również na styczność elementów w klasie.

Zatem, jeśli można mówić o jakichś procedurach „przenoszenia” jednych relacji na inne, w trakcie których nie tylko kreowana jest się nowa informacja, lecz także następuje jej substytucyjne zastępowanie informacjami poprzednimi, to powinno się je łączyć tylko z informacyjną działalnością kogitacyjną, czyli pojęciową. Pojęcie bowiem jest funkcjonalną strukturą, z jednej strony, stabilną w czasie (panchroniczną, inwariantną), a z drugiej, wieloraką z punktu widzenia charakteru relacji, które występują pomiędzy jej komponentami. Każde pojęcie utrwala się w konceptualnym systemie obrazu świata (czyli w pamięci) jednocześnie na dwa sposoby – poprzez zespalanie (tworząc pole pojęciowe) oraz poprzez substytucję potencjalną (tworząc rodzajowo-gatunkową hierarchię klas – strukturę klasyfikacyjną). W filozofii tę pierwszą strukturę polową czasem nazywają zakresem pojęcia, w semiotyce – ekstensjonałem, a w semantyce lingwistycznej – polem semantycznym albo referencyjną częścią znaczenia. Natomiast tę drugą filozofowie mianują zazwyczaj treścią pojęcia, semiotycy – intensjonałem, a lingwiści (niestety nieliczni, którzy wyróżniają ten komponent semantyki znaku językowego) – kategorialną lub onomazjologiczną częścią znaczenia, chociaż częściej mówi się tylko o kategorialno-leksykalnych semach (archisemach), a jeszcze częściej przypisuje się właściwości kategoryzacji wyłącznie gramatycznej semantyce. W odróżnieniu od tradycyjnej lingwistyki opisowej i formalnej w językoznawstwie funkcjonalnym, zwłaszcza w onomazjologii, nie prowadzi się zbyt ostrych granic między gramatyczną i leksykalną semantyką kategorialną, co pozwala na ustanowienie funkcjonalnych powiązań między klasami nominatywnymi i makromodelami morfologicznymi, jakimi są części mowy.

Dzięki podwójnej strukturyzacji pojęcia istnieje możliwość jego jednoczesnego wchodzenia do wielu pól kognitywnych (kreowanych na zasadach relacji styczności) oraz kilku hierarchicznie podporządkowanych sobie klas konceptualnych (uspójnionych na zasadach relacji podobieństwa). W wyniku zaś tego, że każdy znak jest relacją semiotyczną (czyli relacją zastąpienia) między jakimś pojęciem a jakimiś akustycznymi wyobrażeniami, znaczenie językowe posiada analogiczną z pojęciem strukturę, czyli także zawiera w sobie zbiór semów referencyjnych, tworzących referencyjne pole danego znaku, oraz zbiór semów kategorialnych, tworzących kategorialną strukturę semantyczną owego znaku.

Gwoli wyjaśnienia użytych tutaj przenośni przestrzennych („zawiera w sobie”) i antropologicznych („posiada”) nadmienię, że jest to tylko figura retoryczna, gdyż semy są tutaj pojmowane jako relacje strukturalno-systemowe, łączące dany znak z innymi podobnymi i stycznymi znakami tegoż systemu leksykalnego, lub jako funkcje pragmatyczne, występujące pomiędzy danym znakiem a innymi znakami. Pojmowanie takie powinno stanowić antidotum na próby substancjalizacji semantyki i traktowania semów jako swoistych bytów semantycznych albo jako dyskretnych atomów treści. Reasumując, znak jako znaczenie jest po prostu zbiorem relacji lub funkcją wielowartościową. Idąc „za ciosem”, można nazwać relacje klasyfikacyjne między jednostkami leksykalnymi semami kategorialnymi, a relacje zespalające je z innymi jednostkami w ciągi i pola – semami referencyjnymi. Chyba logiczne jest, że semy kategorialne służą do uogólniania i abstrahowania informacji od sytuacji doświadczenia bezpośredniego, natomiast semy referencyjne – odwrotnie – służą do jej „pogrążenia w strumień doświadczenia”, do jej konkretyzacji i uwikłania w kontekst sytuacyjny.

Wszystko to jest nam potrzebne do zrozumienia semantycznych (i szerzej – informacyjnych) procesów, występujących podczas procedur tzw. „przenośni” (czyli metaforyzacji czy metonimizacji). Dopiero uświadamiając sobie totalny (czyli strukturalny, systemowy i funkcjonalny) dualizm znaku, można zrozumieć, co się dzieje ze znakiem w momencie myślenia o czymś poprzez coś innego (stycznego lub podobnego) albo w momencie nazywania obiektu naszej intencji za pomocą odwoływania się do innego znaku o podobnym czy stycznym znaczeniu.

Na czym polega ów totalny dualizm? Wywodzi się on z samej dualistycznej istoty ludzkiego doświadczenia – zarówno w wymiarze przestrzenno-instrumentalnym (dualizm przedmiotowości zmysłów i podmiotowości umysłu), jak i czasowym (dualizm płynności bieżącej chwili i inwariantnej niezmienności). Pod tym względem kategorialna część pojęcia czy znaczenia jest efektem połączenia przestrzennych uogólniająco-abstrahujących czynności umysłu oraz zdolności do utrwalenia owych uogólnień w pamięci, natomiast referencyjna część znaczenia jest raczej wynikiem zdolności do zmysłowego lokowania się w aktualnej czasoprzestrzeni naszego doświadczenia. Właśnie dlatego referencyjna część jest zazwyczaj dość zmienna, słabo ustrukturyzowana (chyba że na zasadzie „jądro – peryferia”) i w zasadzie nie decyduje o istocie danej funkcji informacyjnej. Jest to prerogatywa kategorialnej części, gdyż jednostka informacyjna jako inwariant utrwala się w pamięci długotrwałej (w obrazie świata) dzięki jej łączeniu się z innymi podobnymi pod względem semantycznym jednostkami w klasę pojęciową, która z kolei łączy się z innymi podobnymi klasami w klasę wyższego rzędu i tak dalej – aż do poziomu kategorii nominatywnych, takich np. jak substancjalność (przedmiotowość), procesualność (czynność), atrybutywność czy okoliczność (uwarunkowanie).

Jest to zasadnicza, istotna teza, gdyż uzależnia tożsamość (istotę) jednostki semiotycznej od posiadania przez nią określonego zestawu semów kategorialnych, co skutkuje ulokowaniem jej w pewnej hierarchii kategorii nominatywnych. Nie trudno się domyślić, że posiadanie przez znaki (nawet o tożsamej formie fonetyczno-morfologicznej) różnych cech (dystynkcji) kategorialnych oznacza zasadniczą nietożsamość tych znaków. Zatem chyba jasne staje się to, że przedstawiony tutaj tryb rozumowania w istocie wyklucza możliwość zaistnienia w systemie językowym takiego zjawiska, jak polisemia. W skrócie idea ta może być przedstawiona również tak:

1) istotą znaku jest jego funkcja zastępowania pojęcia,

2) znak jest w zasadzie informacją, czyli zbiorem funkcjonalnych i pragmatycznych relacji zróżnicowania, łączących go z innymi znakami w systemie,

3) istota (tożsamość) znaku jest pochodną ogółu jego stałych (uogólnionych i inwariantnych) relacji kategorialnych,

4) tożsamość formy zewnętrznej nie jest relewantna, jeśli nie ma oparcia w tożsamości treści (o czym dobitnie świadczą znaki z supletywnymi bądź zdeetymologizowanymi formami).

Zatem wyrazy nietożsame pod względem semantycznym, lecz tożsame pod względem formy zewnętrznej, mogą być nazwane homonimami (jeśli ich znaczenia nie wykazują podobieństwa bezpośredniego lub pośredniego, a forma wewnętrzna jednego z nich) nie wykazuje więzi motywacyjno-derywacyjnych). Natomiast w przypadku, gdy takie podobieństwo na poziomie znaczenia oraz takie powiązania na poziomie formy wewnętrznej (tzw. znaczenia derywacyjnego) jednak występują, takie jednostki mogą zostać określone jako homonimoidy.



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna