Ściana Płaczu



Pobieranie 14,31 Kb.
Data21.06.2018
Rozmiar14,31 Kb.

Ściana Płaczu
Drogę do budynku dawnej modlitewni żydowskiej można traktować jako zaprawę do sportów ekstremalnych. Po minięciu ciężkich metalowych drzwi, na śmiałka czeka gąszcz metalowych konstrukcji, wśród których trzeba wspiąć się do stanowiska pracy konserwatorów.
A kiedy już staniemy na platformie, może uda się wysłuchać takiej oto opowieści:

Na Mazowszu nie ma innego takiego zabytku. Dlatego praca przy tych ścianach jest tak ciekawa, nawet jeśli wiemy, że poziom malowideł nie jest zbyt wysoki...

Ale na przykład jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, bo to jest całkiem świeże odkrycie, że - mimo sygnatur na czołowych polichromiach na ścianie północnej, mówiących, że ufundowano je w 1934 roku - ta data odnosi się tylko do jednego fragmentu, natomiast sam fryz wokół pomieszczenia powstał w innym czasie i został wykonany przez innego autora. Podobnie jak malowidła w sali wschodniej - też wykonał je inny autor i w innym czasie, i to chyba one są najstarsze w budynku. Oczywiście chodzi tu o różnicę rzędu parunastu lat, na pewno malowidła nie pochodzą z XIX w., ale też z pewnością powstały przed rokiem 1934.

Teraz wykonywane są prace zabezpieczające, konserwacja techniczna, zabiegi, które mają na celu powstrzymanie postępujących zniszczeń. Niezbędne i potrzebne prace, żeby można rozpocząć gruntowną rekonstrukcję i remont obiektu. Wszyscy mają nadzieję, że uda się zrobić to tak, jak trzeba i że nie wydarzy się nic złego. Do tej pory malowidła niszczały, przez wiele lat były narażone na zniszczenia. Dzisiaj wystarczy silniejszy podmuch wiatru, albo dotknięcie ręką i odpadają całe fragmenty ściany. Wszystkie zachowane dzieła będą rekonstruowane. Pierwszy etap pracy potrwa do końca roku, potem przyjdzie czas na naprawę murów, rozpoczną się prace budowlane, Oczywiście, zanim ekipy będą stawiać i reperować mury, wykonane zostaną transfery (czyli zdjęcie malowideł wraz z tynkiem) fragmentów malowideł z tych miejsc, gdzie nie ma innego wyjścia, tylko trzeba je zdjąć, bo mur się wali.

Krótka prezentacja – wystarczy delikatnym dłutkiem poskrobać cegłę, która sypie się bez najmniejszego oporu. Właściwie można ją zniszczyć i usunąć bez żadnych narzędzi... Zwietrzała, bo prawdopodobnie przez dłuższy czas nie było dachu, woda ściekała w głąb budynku i górna część ściany została zniszczona. A przynajmniej trzy, może cztery warstwy cegieł. Solidne cegły tuż obok są nowsze, najwyraźniej później położone i trzymają się jeszcze nieźle. Równie fatalny stan tynków jest koło okien i tam też zostaną wykonane transfery. Po zakończeniu wszystkich prac w pracowni, malowidła wrócą na swoje miejsce. Na szczęście dla konserwatorów, im gorszy jest stan tynku, tym prościej wykonać tę operację. No, chyba, że tak jak na wielu fragmentach ścian farba malowidła położona była na tynku z wieloma warstwami klejówki, a i warstw farby jest co najmniej kilka, co tworzy całość niespójną samą w sobie - w takiej sytuacji nie można zdjąć części obrazów, mimo, że byłaby to najprostsza i najlepsza metoda ich uratowania. Niestety, w tym przypadku zniszczenia byłyby zbyt duże, trzeba się „męczyć na ścianie”.

Natomiast tam, gdzie jest to możliwe (choć oczywiście zawsze przy transferach istnieje ryzyko pewnych zniszczeń) zastosowana zostanie technika przenoszenia obrazu wraz z tynkiem do pracowni konserwatorskiej.

Jak żmudnym zajęciem jest konserwacja dużych połaci ścian najlepiej widać, obserwując panią konserwator, reperującą i utrwalającą obrazy o wielkiej powierzchni przy pomocy strzykawki, watki nasączonej tajemniczymi chemikaliami i mikroskopijnych narzędzi. Zajęciem żmudnym i bardzo czasochłonnym.

Efekty najlepiej dostrzec przy początkowych, podstawowych etapach pracy - tam, gdzie malowidła są dopiero wstępnie oczyszczone.


Pomimo trochę prymitywnego malarstwa, ukazują się kolory, charakterystyczne cechy rysunku i wszystko to można odtworzyć, uzupełnić w zniszczonych partiach. W ten sposób po zakończeniu renowacji odnowiony zostanie kompletny fryz, dokoła całego pomieszczenia. Niestety, nie uda się zrekonstruować niektórych przedstawień (mimo, że wiemy, jaki i gdzie powinien być znak Zodiaku, bo jak zwykle są po kolei), ponieważ przy całkowicie zniszczonym obrazie nie da się odgadnąć, co autor malował. Musi być chociaż fragment - tu był Lew, tu znak Panny, tam zachował się kawałek Wagi...
... tu Skorpion, tu powinien być Koziorożec... Dalej można dojść do zachowanych znaków Barana, Byka, Bliźniąt. Ponieważ w tej kulturze nie przedstawiano postaci, w odróżnieniu od znanych nam przedstawień znaków Zodiaku, na ścianach modlitewni nie zobaczymy figur i postaci ludzkich. Zostały zastąpione czym innym, stąd Bliźnięta to dwa gołębie,
Wodnika zapewne reprezentowałaby studnia, a Pannę - bukiet kwiatów (nie wiemy, bo malowidła w tym fragmencie nie zachowały się).

Łatwiej będzie z kolorem ścian bez malowideł – te odzyskają oryginalną barwę. Poniżej fryzu zostanie odtworzona lamperia, malowana jak mazerunki, czyli w imitację fornirów, drewna, korzeni.

Na fragmencie ściany północnej przedstawiona jest scena przedstawiająca Żydów przed Ścianą Płaczu. Tylko na tej ścianie było takie malowidło – jak zazwyczaj w domach modlitewnych, na głównej ścianie budynku, tam, gdzie zwykle były zwoje Tory, przechowywane w synagodze w specjalnej szafie (świętej skrzyni - Aron Hakodesz). Ciekawostką w tym praskim żydowskim domu modlitwy jest złamanie zasady nieprzedstawiania postaci ludzkich - tu przecież widzimy twarze. Podejście artysty do tematu niewątpliwie nietypowe.
W kilku częściach ścian można odnaleźć napisy lub ich fragmenty. Co one oznaczają, czy z napisów coś wynika? Z pewnością, ale żeby je poprawnie i dokładnie odczytać, konieczne będzie zaproszenie specjalistów, bo według wstępnych ocen wydaje się to być transkrypcja w języku staro hebrajskim, co nie każdy potrafi odczytać.

W budynku modlitewni znajdowało się też pomieszczenie z mykwą (zbiornik z bieżącą wodą, czasem basen, do ablucji i mycia nieczystych naczyń, łączony niekiedy z łaźnią, również określaną tym pojęciem; osoby przechodzące na judaizm musiały odbyć rytualną kąpiel w mykwie w obecności trzech świadków) - na razie nie znaleziono w tym pomieszczeniu malowideł ani polichromii, ale sala będzie jeszcze badana. Choć panująca w niej wilgoć i stan tynków wskazuje, że nie należy oczekiwać ciekawych odkryć - poza ustaleniem koloru ściany. Na razie trudno nawet stwierdzić, jaki to kolor...



Za to malowidła znajdują się w pomieszczeniu sąsiadującym z salą ze znakami Zodiaku. Tu także widać, że konserwatorów czeka sporo pracy...
Pracami konserwatorskimi w żydowskim domu modlitwy kieruje dr hab. Paweł Jakubowski z Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
Marek Sitkowski



©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna