Bogumiła Berdychowska



Pobieranie 193,21 Kb.
Strona1/2
Data15.12.2017
Rozmiar193,21 Kb.
  1   2

Bogumiła Berdychowska



Ukraińcy wobec Wołynia
Ukraińska debata na temat antypolskiej akcji Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Wołyniu w 1943 roku była zaskakująco intensywna, a emocje, jakie wywołała można porównywać tylko z tymi, które towarzyszą wenątrzukraińskiej dyskusji na temat, czym była w historii Ukrainy sama UPA: stroną walczącą w II wojnie światowej, tragiczną, bo skazaną na klęskę, partyzantką czy też formacją kolaborującą z hitlerowskimi Niemcami. Wbrew też opiniom, które często wyrażali ukraińscy uczestnicy dyskusji1, debata „wołyńska” była znacznie bardziej gorąca na Ukrainie niż w Polsce. Nieczęsto, nie tylko na Ukrainie zresztą, zdarza się, by jakaś dyskusja historyczna zaowocowała w ciągu zaledwie kilku miesięcy nie tylko setkami artykułów w prasie, ale i wydaniem kilku książek i broszur2, telewizyjnymi programami publicystycznymi oraz kilkoma filmami dokumentalnymi3. O wyjątkowości tej debaty świadczy fakt, iż obok historyków i publicystów na jej temat zabierali głos ukraińscy politycy z pierwszych stron gazet, w tym m.in. prezydent – Leonid Kuczma4, szef jego administracji – Wiktor Medwedczuk5, przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy – Wołodymyr Łytwyn6, były prezydent Leonid Krawczuk, były szef wojskowych służb specjalnych Ołeksandr Skipalski, były ambasador Ukrainy w Warszawie – Dmytro Pawłyczko, były wicepremier i aktualny deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy – Mykoła Żułynski7, były premier i lider największego ugrupowania opozycyjnego – Wiktor Juszczenko8. Pierwsze miesiące 2003. przyniosły prawdziwy wysyp listów otwartych, które w różny sposób odnosiły się bądź bezpośrednio do antypolskiej akcji na Wołyniu, bądź też poruszały kwestię obchodów 60 rocznicy zbrodni. Początek dał list Nie zagojona rana Wołynia9 (tzw. list lwowski), po którym pojawiło się jeszcze kilkanaście listów otwartych sygnowanych przez najróżnorodniejsze środowiska, od ukraińskich deputowanych poczynając przez partie polityczne, organizacje społeczne, samorządy, na autorytetach religijnych kończąc10. O wyjątkowości wołyńskiej debaty świadczy również fakt, że z inicjatywy szefa ukraińskiego parlamentu, wspartego przez członków Ogólnoukraińskiej Rady Kościołów i Organizacji Religijnych, na specjalne posłanie do narodu polskiego i ukraińskiego zdecydował się papież Jan Paweł II11. Bez precedensu było uchwalenie przez parlamenty Polski i Ukrainy wspólnego oświadczenia z okazji 60 rocznicy wołyńskiej tragedii12.

Gdyby sądzić po ilości publikacji, tudzież po tym, kto w dyskusji „wołyńskiej” brał ze strony ukraińskiej udział, można by odnieść zupełnie błędne wrażenie, iż kwestia antypolskiej akcji UPA jest jedną z najżywszych kwestii historycznych dla współczesnej Ukrainy. O tym, że tak nie jest, najlepiej świadczą badania opinii publicznej, przeprowadzone w pierwszych miesiącach 2003 roku. Według ogólnoukraińskiego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez Centrum Badań Ekonomicznych i Politycznych im. Ołeksandra Razumkowa13 zaledwie 7,9% respondentów oceniła swoją wiedzę na temat wydarzeń wołyńskich jako bardzo dużą; kolejne 14,8% stwierdziło, iż „w ogólnych zarysach” wie, o co chodzi; coś słyszało, ale nie wie, o co chodzi 28,4%; zaś żadnej wiedzy na ten temat nie posiadało 48,9% respondentów. Spośród 22,7% respondentów, którzy zadeklarowali dużą lub ogólną wiedzę na temat wydarzeń na Wołyniu, winą za ich zaistnienie ukraińską stronę obarczyło 4,8%; 15,1% uznało, iż winni są Polacy; obu stronom winę przypisało 37,6%; aż 25% respondentów stwierdziło, że ani Ukraińcy, ani Polacy nie są winni, lecz zawiniły warunki, w których znalazły się oba narody. Na pytanie, czy trzeba oficjalnie obchodzić rocznicę wydarzeń wołyńskich aż 40% respondentów zdecydowanie odpowiedziało – nie, zaś 17,9% uznało, że należy zorganizować oficjalne obchody na najwyższym szczeblu, a konflikt wołyński powinien być szeroko omawiany przez środki masowego przekazu. Zaledwie 8,7% respondentów uznało, iż Ukraińcy powinni przeprosić Polaków za to, co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 r.; przeciwnego zdania było aż 41,7% respondentów; kolejne 34,3% respondentów uważało, iż Ukraińcy mogą przepraszać Polaków tylko pod warunkiem, że i Polacy przeproszą Ukraińców. Ciekawym uzupełnieniem do badań Centrum im. O. Razumkowa są badania przeprowadzone w obwodzie wołyńskim (Łuck) na zlecenie administracji obwodowej14. W tych badaniach aż 89,7% respondentów stwierdziło, że dysponuje pewną wiedzą na temat „ukraińsko – polskiego konfliktu w latach 1943 – 44 na Wołyniu”. Przy czym podstawowym źródłem informacji były środki masowego przekazu ( 31,1% - telewizja, 20, 6% - radio, 51,1 – gazety). Dla przygniatającej większości respondentów (41,3%) 41% nie ulegało wątpliwości, że to Ukraińcy ponieśli większe straty w wyniku wołyńskiego konfliktu, przeciwnego zdania było 14,4% respondentów; według 25,7% obie strony równo ucierpiały. Zdecydowana większość respondentów (38,7%) uważała, iż to Polacy rozpoczęli konflikt; Ukraińców winą za początek konfliktu obarczyło 16,1% ; znaczący odsetek respondentów uznał, że konflikt zapoczątkowali Niemcy (12,1%) lub czerwoni partyzanci (11,1%). Oba badania różni w sposób zasadniczy poziom wiedzy na temat „ukraińsko – polskiego konfliktu na Wołyniu” (ogólnoukraiński – bardzo skromny, lokalny wołyński – bardzo wysoki), lecz czyni podobnymi, widoczna w obu, tendencja do zdecydowanego obarczania winą za rzezie na Wołyniu polskiej strony.
***

Ukraińska debata „wołyńska” przebiegała jednocześnie na dwóch poziomach. Na pierwszym jej uczestnicy pytali o przyczyny, przebieg, a co za tym idzie o to, czym w istocie była antypolska akcja UPA: sprawiedliwą walką o niepodległość Ukrainy, zbrojnym konfliktem ukraińsko – polskim, czystką etniczną, eksterminacją czy ludobójstwem? Padało również pytanie o zakres ukraińskiej odpowiedzialności za wołyńską tragedię. Na drugim dyskutowano z kolei o przyczynach i pożądanym przebiegu obchodów 60 rocznicy akcji antypolskiej. Ten „dwupoziomowy” charakter różni ukraińską dyskusję od jej polskiej odpowiedniczki, bowiem po polskiej stronie granicy kwestia formy obchodów praktycznie nie stała się sprawą publiczną.

I.

Jakie więc ukraińscy uczestnicy debaty dawali odpowiedzi na pytania dotyczące przyczyn, przebiegu i charakteru antypolskiej akcji UPA? Odpowiedzi na nie było znacznie więcej niż w polskiej debacie15, przy czym często konkretni autorzy podawali jednocześnie co najmniej kilka przyczyn tragedii.



W przeciwieństwie do polskiej dyskusji, w której bardzo szeroko pisano o ideologii i polityce Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), jako decydującej przyczynie wołyńskiego dramatu, w ukraińskiej dyskusji wątek ten zajmuje bardzo skromne miejsce. Jednym z nielicznych uczestników ukraińskiej dyskusji, który jednoznacznie i konsekwentnie w ideologii OUN widział przyczynę wołyńskiej rzezi był prof. Myrosław Popowycz. Pierwszy tekst tego autora dotyczący wydarzeń wołyńskich ukazał się jesienią 2002 roku i już wtedy Popowycz pisał: OUN nigdy nie kryła swojego faszystowskiego charakteru. (...) Są dwa dokumenty, które trzeba opublikować (...) Drugi dokument – decyzja prowodu OUN z 4.09.1943 dotycząca wyniszczenia Polaków na Wołyniu16. W kilka miesięcy później Popowycz wrócił szerzej do sprawy: Wszyscy doskonale rozumieją, że nie był to żywiołowy protest. Była to decyzja polityczna wąskiego koła przywódców uchwalona z wielkimi trudnościami, czy precyzyjniej mówiąc, narzucona przez radykałów, pomimo znaczącego oporu w łonie prowodu OUN. I niczego dziwnego w tym nie ma, jeżeli weźmie się pod uwagę terrorystyczny charakter przyjętej przez OUN-B ideologii nacjonalizmu integralnego i wieloletniej praktyki zabójstw politycznych w tym również zabójstw liderów konkurencyjnej OUN-M17. Popowycz nie pomija bynajmniej kontekstu historycznego wydarzeń na Wołyniu, niemniej nie wierzy: by zbrodnie – bez względu na to, ile zebrały ofiar i bez względu na to kto dawał rozkaz do ich popełnienia – są w jakimś stosunku do oczywistych niesprawiedliwości ohydnej polityki rządu sanacyjnego wobec ukraińskiej mniejszości narodowej. Można historycznie uzasadnić nienawiść i chęć zemsty, ale nie można ani usprawiedliwić, ani nawet wyjaśnić okropieństw masowych mordów18 .

Popowycz jest tym uczestnikiem wołyńskiej debaty, który posiadając autentyczny autorytet społeczny, jednoznacznie obarczał OUN-B odpowiedzialnością za mordy na Wołyniu. Nic więc dziwnego, że został przez adwersarzy związanych z obozem banderowskim brutalnie zaatakowany19. Podobne do Popowycza stanowisko, choć w sposób bardziej dyplomatyczny wyrażone, zajął w kwestii wołyńskiej, ku zaskoczeniu sporej części opinii publicznej szef prezydenckiej administracji i jednocześnie lider Socjaldemokratycznej Partii Ukrainy /zjednoczonej/ Wiktor Medwedczuk. W swoim głośnym tekście „Wołyń - nasz wspólny ból”20 Medwedczuk pisał: Niektórzy przywódcy ruchu nacjonalistycznego próbują zwalić winę za tragedię wołyńską na ukraińską ludność cywilną (...). Wersji o ludowym, a nie politycznie czy ideologicznie inspirowanym przebiegu wydarzeń wołyńskich przeczą zeznania szeregu ich uczestników, w tym współpracowników Służby Bezpieczeństwa OUN (...). Za zbrodniczą akcję przeciwko Polakom ponoszą odpowiedzialność przede wszystkim jej bezpośredni inicjatorzy i wykonawcy z OUN-UPA należący do konkretnych oddziałów. Nie można utożsamiać ich ze wszystkimi żołnierzami UPA, którzy walczyli o niepodległą Ukrainę 21. Choć słowa Medwedczuka zostały w Polsce bardzo dobrze przyjęte, to na Ukrainie odegrały bardzo ograniczoną rolę, bowiem partia którą reprezentuje Medwedczuk, jest jedną z najmniej popularnych i - powszechnie oskarżanych o konserwowanie klanowo – oligarchicznego systemu sprawowania władzy. Ponadto sam Medwedczuk oskarżany jest o to, że będąc obrońcą Wasyla Stusa – dysydenta i jednego z najwybitniejszych ukraińskich poetów XX wieku, bez protestu brał udział w sądowej farsie, w wyniku której Stus po raz kolejny trafił do łagru, z którego nie było mu już dane wyjść żywym. Dość powszechnie uważano też, że „wołyński” artykuł miał przydać Medwedczukowi wiarygodności na arenie międzynarodowej. DAJ OBOVIAZKOVO POKLYK CHTO I DE TAK VVAZHAJE

Nie tyle w ideologii, co w polityce OUN – UPA widział źródła antypolskiej akcji UPA na Wołyniu lwowski historyk Jarosław Hrycak. Dostrzegał on całe skomplikowanie sytuacji na Wołyniu w 1943 r. („makrowojna” wojna niemiecko – radziecka, „mikrowojna” pomiędzy polskim, ukraińskim i radzieckim podziemiem, wojna domowa pomiędzy różnymi odłamami ruchu ukraińskiego, chłopska wojna o ziemię, wojenny bandytyzm oraz destrukcyjny wpływ morale mieszkańców Wołynia eksterminacji Żydów) niemniej uważał, że: Nie ma wątpliwości, że główna odpowiedzialność spoczywa na tej części przywódców UPA, którzy uchwalili zbrodniczą decyzję z 1943 roku: dobrze wiedzieli, co robią – choć, jak się wydaje, bardzo przeliczyli się w swoich planach22 . Podobne, do Hrycaka, stanowisko zajmował Kost’ Bondarenko: [nacjonaliści] w 1942 roku sięgnęli po szereg populistycznych działań zmierzających do podniesienia ich autorytetu. Właśnie tym – populizmem – można wyjaśnić antypolską akcję OUN i UPA w pierwszej połowie 1943 roku 23. Mniej konkretnie o przyczynach konfliktu pisał kijowski historyk Jurij Szapował: krwawy konflikt był zdeterminowany polskim i ukraińskim obopólnym ekstremizmem, który czynił z ludzi ofiary, usprawiedliwiając to interesami geopolitycznymi lub patriotyzmem24.

W dyskusji wołyńskiej pojawił się również, choć nie tak szeroko, jak by się można było spodziewać, postsowiecki segment opinii publicznej. Dla tej części opinii społecznej UPA, utożsamiana z banderowcami, to po prostu niemieccy kolaboranci25, którzy działali na szkodę narodu ukraińskiego.



Jedną z najczęściej wymienianych przyczyn dramatu wołyńskiego była dyskryminacyjna polityka II Rzeczpospolitej na jej kresach wschodnich. Aspekt ten podkreślali Jaroław Isajewycz26, Taras Hunczak27. O polskiej kolonizacji kresów pisał Anton Borkowski28. W międzywojniu jedną z przyczyn konfliktu widział również Jurij Szapował29. Wręcz karykaturalny obraz polskiej polityki międzywojennej wobec Ukraińców wyłania się z oświadczenia skrajnie nacjonalistycznej UNA-UNSO: Konflikt polsko – ukraiński w 1943 r. na Wołyniu nie pojawił się znienacka, ale był logicznym następstwem wcześniejszego okresu historycznego. A konkretnie ogromnych cierpień, które przyniosły rządy na zachodnioukraińskich ziemiach polskiej totalitarnej władzy w latach 1920- 39. Masowe czystki etniczne (tzw. pacyfikacje) na terenach Galicji i Wołynia, burzenie cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie, tysiące więźniów polskiego obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej (1934 – 39), który był zbudowany na długo przed osławionymi obozami nazistowskimi 30 . Znacząca część ukraińskich dyskutantów opisywała politykę II Rzeczpospolitej wobec jej kresów wschodnich jako okupację. O polskiej okupacji z naciskiem i wielokrotnie w czasie dyskusji w redakcji gazety „Deń” mówił, pochodzący z Wołynia, były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk: choć byłem mały, odczułem na sobie politykę, którą prowadził Józef Piłsudski (...). Na całe życie zapamiętałem i to, że nigdy inaczej nas nie nazywano niż ‘chamy’ czy ‘bydło’ (...) Gdy przemyśleć wszystko to, co się zapamiętało, to była to po prostu okupacja (...)to była okupacja, po prostu niewola i absolutnie jawna pogarda dla Ukraińców(...). Moje życie było związane z Polską i dlatego mogę stwierdzić dzisiaj, że to była okupacja. Możemy rozpatrywać te wydarzenia [antypolską akcję] jako walkę przeciwko okupacji 31. Podobnie przyczyny wydarzeń wołyńskich widział historyk, redaktor „Litopysu UPA” Wołodymyr Wiatrowycz. Dla niego przyczyną polsko – ukraińskiego konfliktu była nie abstrakcyjna polonofobia, lecz konkretny fakt starań Polaków, by występować na ziemi ukraińskiej w charakterze okupanta32. Nie mniej stanowczy był publicysta tygodnika „Wołyń” Porowczuk: u nas na Wołyniu [Polacy] byli nie gośćmi, lecz okupantami, którzy przyszli nas grabić i zabijać 33. Wtórował mu lwowski deputowany Mychajło Kosiw: A skąd się wzięli Polacy na Wołyniu? Przyjechali tu jako kolonizatorzy i okupanci, którzy narzucali tu swoją administrację, język, religię itp. 34. Ukraińską winę za wydarzenia na Wołyniu odrzucał też inny publicysta „Wołynia”: Wołyńskiej tragedii sprzed 60 lat winna jest nie UPA, a różnokolorowi okupanci Ukrainy (...). Kto rozpoczął rzeź jeszcze w 1939 roku na Chełmszczyźnie? 35. Kropkę nad „i” postawił Jarosław Daszkewycz, dla którego: Na zachodnioukraińskich ziemiach był nie po prostu konflikt, (...) lecz powstanie przeciwko trzem okupantom [Polakom, Niemcom, Sowietom] zjednoczonym ideologią antyukraińską36.

Nie mniej często jak politykę wobec mniejszości ukraińskiej, ukraińscy dyskutanci wskazywali jako przyczynę antypolskiej akcji UPA politykę rządu londyńskiego. Przy czym jedni autorzy atakowali rząd londyński za „całokształt” jego polityki, którą uznawali za imperialistyczną37, inni bez wchodzenia w szczegółową argumentację przypisywali rządowi londyńskiemu wyłączną winę za rozpalenie konfliktu oraz twierdzili, że ludność polska na Wołyniu była zakładnikiem antyukraińskiej polityki rządu emigracyjnego38, jeszcze inni oskarżali rząd londyński o niechęć do współpracy z Ukraińcami, w tym do wspólnej walki z niemieckim okupantem39. Na szersze omówienie zasługuje historiozoficzny wywód, którego dokonali autorzy „Listu 39 deputowanych”. W dokumencie tym również całkowitą winą za doprowadzenie do antypolskiej akcji UPA obarcza się rząd Sikorskiego. Przy czym najwyraźniej inicjatorzy listu uznali, iż zarzut ten jest niewystarczający i uzupełnili go długą listą, momentami monstrualnych oskarżeń: Wykorzystując naturalny antagonizm między jakimkolwiek okupantem a rdzenną ludnością, Polacy porozumieli się na Wołyniu z Niemcami, chcąc z ich pomocą, a przy zmianie okupanta – z pomocą „sowietów”, przeprowadzić kolejną ‘pacyfikację’ – bezkarną rzeź Ukraińców (...) Zamiary Polaków nie ulegają wątpliwości: świadczą o tym zarówno ogólna nienawistna Ukraińcom polityka międzywojennej Polski i bezlitosna przedwojenna rzeź Ukraińców na Chełmszczyźnie i Podlasiu oraz ich wrogie zachowanie w stosunku do Ukraińców w czasie wojny40. Wedle autorów listu, Polacy na Wołyniu ponadto kolaborowali z Niemcami, polska partyzantka, w szczególności oddziały Armii Krajowej, zajmowały się rabunkiem ukraińskich wsi; Polacy też jako pierwsi rozpoczęli rzezie wyrzynając na katolickie Boże Narodzenie ukraińską wieś Peresopowyczi: Wszystko to razem przepełniło miarę cierpliwości i gniewu najbardziej w Europie miłującej pokój ludności ukraińskiej i dopiero wtedy UPA zdecydowała się wystosować do Polaków ultimatum nakazujące im opuszczenie Wołynia, a kiedy Polacy nie skorzystali z szansy opuszczenia ziem ukraińskich doszło do, jak podkreślają sygnatariusze, wzajemnej rzezi, której nikt nie mógł powstrzymać. Zupełnie zaskakująca jest pointa listu, w której deputowani napisali, że obecny polski rząd, jako spadkobierca rządu Sikorskiego powinien publicznie prosić i Polaków i Ukraińców o przebaczenie za zbrodniczą antyukraińską państwową politykę swoich poprzedników, której ofiarą padli nie tylko mieszkańcy Wołynia – Ukraińcy i Polacy, ale również Ukraińcy Chełmszczyzny i Podlasia – ofiary zwierzęcych, państwowych pacyfikacji 1938 r. i ofiary takiej zbrodniczej państwowej operacji, jak „Wisła” 1947 roku. Według „Listu 39” na ołtarzu ambicji zatrzymania w składzie Rzeczpospolitej kresów wschodnich: złożono bezcelowo w ofierze (...) niezliczone setki tysięcy polskich patriotów – heroicznych obrońców Warszawy, wymordowanych przez Berlin, przy milczącej zgodzie Moskwy! Może i za to mamy Polaków przepraszać? Przecież te ofiary były poniesione w imię tego samego celu – zachowania w składzie Polski etnicznych ziem ukraińskich! Interesujące, że wszystkie najcięższe oskarżenia, którymi operowali autorzy „Listu 39 deputowanych” nie przeszkodziły im w ostatnich zdaniach listu stwierdzić, iż Wołyń nie powinien przeszkadzać we współpracy ukraińsko - polskiej41.

W ukraińskiej dyskusji o wołyńskiej tragedii raz po raz pojawia się wątek kolaboracji Polaków bądź z Niemcami, bądź z Sowietami, lub Niemcami i Sowietami jednocześnie - przy czym spektrum zarzutów jest tu bardzo szerokie. Od tego, że: W latach 1943 – 44 wołyńscy Polacy razem z Niemcami brali najaktywniejszy udział w zwalczaniu oddziałów UPA, które najczęściej sprowadzało się do terroru, rabunku i mordowania ludności ukraińskiej42 przez konstatację, że wołyńska tragedia była efektem niemieckiej i rosyjskiej prowokacji43 do stwierdzeń o polsko – rosyjskim antyupowskim sojuszu w czasie II wojny światowej44 aż do insynuacji, iż polski ruch oporu tworzony był na zlecenie Niemców45. Obok mniej czy bardziej ogólnikowych sądów dotyczących roli Niemców czy Sowietów w dramacie wołyńskim, obecne były również bardziej szczegółowe odpowiedzi, jak ta autorstwa prof. Jarosław Daszkewycza, który stwierdził, że po: zerwaniu [polsko – ukraińskich] rozmów polska policja, która była na służbie u hitlerowców, przy wsparciu Armii Krajowej rozpoczęła masowy terror przeciwko ludności Wołynia. Znane są fakty, iż polska przemoc dotknęła nie tylko ukraińskie wsie. W szczególności, Polacy, do nogi wymordowali czeską wieś Malin46. Dość powszechne było w ukraińskiej debacie upatrywanie korzeni wydarzeń na Wołyniu, w przypadkach likwidacji ukraińskich aktywistów wcześniej na Chełmszczyźnie: Początkiem konfliktu narodowościowego był nie Wołyń, a Chełmszczyzna, gdzie w 1941 roku zabijano Ukraińców. Polacy mordowali ukraińską elitę intelektualną, burzyli prawosławne cerkwie47.

Logicznym zwieńczeniem tezy o polskiej kolaboracji jako jednej z podstawowych przyczyn antypolskiej akcji UPA była konstatacja, która stanowi odzwierciedlenie stanowiska redakcji tygodnika „Wołyń”, zgodnie z którą: My, Ukraińcy, musimy pamiętać, że Polacy, w odróżnieniu od UPA, nie zabili ani jednego niemieckiego lub moskiewskiego okupanta, a swoje zbrodnicze ludobójstwo realizowali wyłącznie w stosunku do Ukraińców48.

Ihor Iluszyn, kijowski historyk, od lat zajmujący się konfliktem polsko – ukraińskim z lat II wojny światowej, uważał, że źródło wołyńskie konfliktu należy widzieć przede wszystkich w próbach przeniknięcia do niemieckiego aparatu okupacyjnego polskiego elementu: Miejscowy polsko – ukraiński konflikt narodowościowy był wywołany nie obecnością oddziałów partyzanckich AK, które rzeczywiście były stworzone w odpowiedzi na wspomnianą [antypolską] akcję, i nie obecnością na ukraińskich ziemiach przedstawicielstwa polskiego rządu emigracyjnego, które za wszelką cenę miało wcielać w życie rządowe plany zachowania przez Polskę przedwojennych ‘kresów wschodnich’, choć oba te czynniki odegrały swoją rolę w tych wydarzeniach. Bezpośrednim motywem zapoczątkowania, a nade wszystko, kontynuowania masowej antypolskiej akcji na Wołyniu w latach 1943 – 44 w znacznej mierze było fakt, że miejscowi Polacy wszelkimi sposobami starali się przeniknąć do aparatu administracyjnego i gospodarczego niemieckiej władzy okupacyjne, tworząc tym samym dla siebie fundament, przy obecności którego, mogli by utrzymać swój wpływ na tych ziemiach po klęsce Niemiec 49. Zauważmy, że formułując swoją diagnozę sytuacji, która doprowadziła do antypolskiej akcji UPA, Iljuszyn podważa, bardzo często spotykane w ukraińskiej dyskusji, przekonanie, iż to polityka rządu emigracyjnego i działalność oddziałów AK były głównymi przyczynami wołyńskiej rzezi.

Jak widać z tego, z konieczności skrótowego, przeglądu stanowisk ukraińskie odpowiedzi na temat przyczyn wołyńskich wydarzeń dalekie były od jednoznaczności. W niektórych przypadkach trudno pozbyć się wrażenia, że ich celem było nie tyle dotarcie do prawdy, co próba znalezienia takiego wytłumaczenia, które zdejmowało by przynajmniej część odpowiedzialności za tragedię ze strony ukraińskiej.

Podobnie niejednoznaczne były odpowiedzi na drugie zasadnicze pytanie dotyczące antypolskiej akcji UPA, to znaczy na pytanie: czym była i jaki charakter miała ta akcja. Zacznijmy od tego, czym, według części ukraińskich dyskutantów, ta akcja nie była. Przywoływani już sygnatariusze „Listu 39 deputowanych” uważali, iż niedopuszczalne jest mówienie o rzezi wołyńskiej dlaczego?; redaktor „Litopysu UPA” uważał, iż przywódcom UPA nie chodziło o depolonizację Wołynia50. Z kolei ostatni dowódca UPA – Wasyl Kuk – stał na stanowisku, że: Zdecydowanie musimy odrzucić oskarżenia o ludobójstwo, bo broniliśmy swojej ziemi i ze swego terytorium wypędzaliśmy okupanta - kolonizatora51 .



Jedną z najczęstszych odpowiedzi na pytanie o charakter wydarzeń na Wołyniu jest odpowiedź, iż był to zbrojny konflikt między UPA a AK. Na takim stanowisku stali nie tylko autorzy związani ze środowiskiem OUN -owskim52, ale również młodzi publicyści gazet nie mających nic wspólnego z obozem nacjonalistycznym53. Właśnie zaistnienie tego konfliktu zbrojnego miało tłumaczyć, wedle prof. Jarosława Daszkewycza, konieczność usunięcia „polskiego elementu” z Wołynia: Usunięcie ludności cywilnej, aby pozbawić terrorystów wsparcia, jest rodzajem wojskowej taktyki i jak wiemy stosowano ją często w analogicznych sytuacjach w wielu krajach świata54 . Wedle innych autorów antypolska akcja UPA na Wołyniu nie była niczym innym niż nowym wcieleniem starej walki o ziemię, chłopską żakerią, jakimś nowym upostaciowieniem koliszczyzny. Najdobitniej pierwszeństwo tego rodzaju interpretacji wydarzeń na Wołyniu dała redakcja liberalnego lwowskiego czasopisma „JI”. Świadczy o tym podtytuł specjalnego „wołyńskiego” numeru czasopisma: „Walka o ziemię”. Pomimo zabiegów stylistycznych („Redakcja czasopisma nie ma jednoznacznych odpowiedzi na postawione pytania”) pogląd redakcji na naturę wydarzeń na Wołyniu jest dość jednoznaczny: Wołyńskiego konfliktu nie da się sprowadzić do narodowych porachunków – było w nim również podglebie społeczne. Na narodowo – religijny podział społeczeństwa nakładał się podział społeczny. Krew przelewał chłop, który grabił majątek kolonisty. Chłop nie wyobraża sobie świata bez ziemi, która jest dla niego ważniejsza od wszelkich idei, w tym również od nacjonalizmu integralnego Dmytra Doncowa, którego prac nigdy nie czytał, a nawet od budowy niepodległego państwa. Absurdalne jest przypuszczenie, że ludzie, którzy nierzadko chcieli wejść w posiadanie majątku i ziemi sąsiada, kierowali się jakimikolwiek zasadami. Dla zdobycia ziemi chłop często gotowy jest prowadzić wojnę z bliźnim, i niekiedy, niestety, dojść do skrajności. Tak stało się na Wołyniu w 1943 roku55 . Jakby to nie było zaskakujące podobną, co lwowscy liberałowie, interpretację wydarzeń na Wołyniu przedstawił publicysta banderowskiego „Szlachu Peremohy”: Specyfika wołyńskiej rzezi polegała na tym, że nie była to wojna państw czy armii lecz narodów. Wieś szła na wieś56. Kiedy dyskusja wołyńska się zaczynała bliski tej wizji był również Kost’ Bondarenko: Teraz spróbujcie zrozumieć psychologię wołyńskiego chłopa czy inteligenta. Oto – wasz rodzinny Wołyń. Wasi krewni stali się ofiarami radzieckiego lub nazistowskiego reżymu. W nocy przychodzą AK-owcy i zabierają żywność albo bydło do lasu. A wam pozostaje tylko jedna droga – też iść do lasu i bronić swojej ziemi, swojego majątku, swojej rodziny, jej życia i czci. (...) Terror rozwijał się żywiołowo i przybrał masowy charakter. Był reakcją na dwudziestoletnie panowanie polskiego reżymu na Wołyniu i przebywania w warunkach stałego napięcia i strachu przed represjami reżymów, które przychodziły i odchodziły, był żywiołową próbą, by jednym cięciem rozwiązać nagromadzone przeciwieństwa. Faktycznie powtórzyła się koliszczyzna 1768 r., ale bardziej zmodernizowana, bez domieszki religijnej57 . Swoistą wizję chłopskiej wendety, której UPA nie mogła opanować, choć się starała, przedstawił Wasyl Kuk: Kiedy przepędziliśmy te polskie oddziały z ich wsi, to tak zwana polska ludność cywilna znalazła się „goła” wobec nienawiści ludu i chęci zemsty ze strony wołyńskich chłopów. Ale- podkreślam - oddziały UPA nie brały w tym udziału. Nawet, kiedy napadano na nas z polskich wsi, to nie organizowaliśmy masowego terroru (...), nigdy nie strzelaliśmy do ludności cywilnej(...) [To, co się działo na Wołyniu to była] ludowa zemsta. To samo, co hajdamaczczyzna. Swoją polityką Polacy tak bardzo rozgniewali ludzi, że trudno ich było powstrzymać58 .

Niewielka grupa autorów jest skłonna przyznać, iż ludność polska na Wołyniu w 1943 r. padła ofiarą czystki etnicznej. Młody publicysta z kręgu konserwatystów ukraińskich Bohdan Ołeksiuk pisał o tym dobitnie i bez niedomówień: Niezaprzeczalnym faktem jest zagłada z rąk ukraińskich polskiej ludności cywilnej na ziemi, na której żyła od wieków59 . Ołeksander Zajcew, odświeżył tezy Iwana Łysiaka – Rudnyckiego z jego tekstu „Nacjonalizm i totalitaryzm” (1981) pisząc: Jednoczesność i wielkość akcji, która rozpoczęła się 11 lipca 1943 wyklucza jakikolwiek twierdzenie o jej spontanicznym charakterze. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu – to była czystka etniczna60 . Dla Myrosława Popowycza, najbardziej bodaj konsekwentnego krytyka polityki i ideologii OUN, również nie ulegało wątpliwości, że antypolska akcja UPA była rodzajem czystki etnicznej61. Najwyższą rangą osobistością ukraińskiego życia publicznego, która przywołała termin „czystka etniczna” na określenie akcji antypolskiej UPA był przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy, historyk z zawodu – Wołodymyr Łytwyn. W swoim tekście „Tysiacza rokiw susidztwa i wzajemodiji” Ływtyn pisał: Wołyńskie wydarzenia, które rozpoczęły się w kwietniu i osiągnęły apogeum w lipcu 1943 r., miały cechy czystki etnicznej62 .



Inną kluczową kwestią, która pojawiła się przy okazji wołyńskiej dyskusji była kwestia ukraińskiej odpowiedzialności, za tragedię sprzed 60 lat i szerzej kwestia odpowiedzialności Ukraińców za całokształt swojej historii, tzn. nie tylko za jej chwalebne, ale i ciemne strony. Przywoływany już wielokrotnie Myrosław Popowycz korzenie ambiwalentnego stosunku współczesnych Ukraińców do tragedii wołyńskiej widzi w dziedzictwie po okresie totalitaryzmu. Według niego totalitaryzm oduczał odpowiedzialności, a: Brak kultury odpowiedzialności za własny czyn doprowadza do tego, że szukamy ratunku w historii. Jest nam bardzo wygodnie czuć się, jakbyśmy byli wewnątrz jakiegoś nieubłaganego strumienia, który niesie nas skądś dokądś. Wszystko w takim strumieniu powiązane jest żelaznymi związkami przyczynowo – skutkowymi i wszystko można wyjaśnić, a to oznacza, zdjąć z porządku dziennego problem odpowiedzialności (...). Historycy sprzeczają się o to, jakie czynniki oddziaływały na świadomość uczestników wydarzeń i ile było tych czynników. Szczytem tych wyjaśnień jest domaganie się przez ludzi, którzy rzekomo są rzecznikami ‘ukraińskiej strony’, by włączyć rzeź wołyńską w wielowiekowy proces historyczny, by rozpatrywać historię mordów w kontekście wielowiekowej walki narodowo – wyzwoleńczej narodu ukraińskiego przeciwko polskim zaborcom (...). Ale historia pozostawiała wybór. Historię tworzą ludzie. Przyszłość jest zawsze otwarta, podobnie jak z kolei zawsze zamknięta i zakuta w łańcuch przyczyn i skutków jest przeszłość63 . Kultura „nieodpowiedzialności” dla Popowycza to następstwo siedemdziesięciu lat komunizmu na Ukrainie. Postawę elit ukraińskich sprzed i po komunizmie najlepiej charakteryzuje porównanie stosunku współczesnych elit do tragedii wołyńskiej ze stosunkiem Petlury i obozu petlurowskiego do pogromów żydowskich. Petlura pogromy karał śmiercią, zaś: nikt nigdy ze środowiska petlurowskiego nie mówił o pogromach, że tak trzeba było, bo była to wojna narodowo-wyzwoleńcza! Czemu więc dziś słychać protesty przeciwko upublicznianiu szczegółów krwawych wydarzeń, że niby obraża to odczucia estetyczne społeczeństwa?64. Jarosław Hrycak, choć uważał, że polityczną odpowiedzialność za rzeź na Wołyniu niesie konkretni przywódcy UPA, to daleki był od rozgrzeszenia miejscowej ludności: w kontekście wołyńskiej dyskusji najbardziej interesuje nas ocena działań mieszkańców Wołynia, którzy zostali wciągnięci w ten konflikt nie „rozkazem z góry”, a logiką rozwoju wydarzeń „od dołu”. Niewątpliwie, że wielu z nich ma krew sąsiadów na rękach. Być może, że ilościowo, to właśnie oni przyczynili się do takich strasznych rozmiarów [tragedii]: trudno wyobrazić sobie, by samych sił OUN – UPA wystarczyło do wymordowania nie czterdziestu, a nawet dwudziestu tysięcy ludzi65. Inny publicysta wyzywał do zaniechania politycznych rachub i do zrobienia historycznego rachunku sumienia: Sporo jest ‘pragmatyków’, którzy mówią: tak, musieliśmy zrezygnować z części naszych zasad, ale dla porozumienia ukraińsko – polskiego jest to konieczne. Jednak czy tylko dla strategicznego partnerstwa jest konieczne nazwanie zbrodni – zbrodnią? Myślę, że prawda o wołyńskiej tragedii i innych, jak powiedział jeden z deputowanych ludowych ‘nie bardzo przyjemnych rzeczach’ potrzebna jest przede wszystkim nam samym66 . Bardzo podobnie sformułował zadanie, które stoi przed Ukraińcami komentator „Lwiwśkiej hazety”, Andrij Pawłyszyn: my jako naród powinniśmy znaleźć odwagę, by spojrzeć w oczy historii, nauczyć się z tą prawdą żyć, powinniśmy pokonać demony ksenofobii w swoim sercu, uświadomić sobie grzeszność natury ludzkiej, w tym również i własnej. Wszystko to będzie kluczem do wyższego stopnia autorefleksji. Refleksje i dyskusja społeczna na temat „Wołynia” przyniosą korzyść przede wszystkim nam, narodzonym po wojnie, wychowanych w obłudzie totalitaryzmu i powołanych, by dokonać przełomu na rzecz demokracji – bo jeżeli nie my, to kto? Kiedyś polska reżyserka Ewa Szpringer powiedziała mi: „Nasze pokolenie musi zakończyć tę wojnę!”. Myślę, że już czas67 . Wtórował mu redaktor naczelny czasopisma „JI” Taras Wozniak: [Na czym polega] Nasze zadanie? Na przyznawaniu się do ukraińskości czarnej i białej, wielkiej i bolesnej i na nie zbaczaniu z drogi, która prowadzi do prawdziwej zmiany przede wszystkim samych siebie68 . Z kolei Bohdan Ołeksiuk przestrzegał przed szukaniem innych, poza Ukraińcami i Polakami, winnych tragedii sprzed 60 lat: Przywódcy polskiego i ukraińskiego podziemia nie mogli nie rozumieć, że na polsko – ukraińskim konflikcie skorzystają Niemcy i Sowieci i dlatego będą się go starać rozdmuchiwać. Dlatego dziś pragnienie, by szukać winnych, tego co się wydarzyło wśród Niemców lub enkawudzistów jest świadectwem braku odwagi, by wyznać swoje błędy i swoją własną winę69 . W skomplikowanym kontekście ukraińskich dyskusji o własnej przeszłości70 wezwania do dokonania historycznego obrachunku godne są najwyższego szacunku. Jednak znacznie powszechniejsza jest postawa zrzucania odpowiedzialności za koleje własnej historii na innych. Postawę tę trafnie scharakteryzował Mykoła Żułynski: Dla Ukrainy problem historycznej pamięci i historycznej winy jest nadzwyczaj skomplikowany, niejednoznaczny i bolesny. Jeszcze nie jesteśmy na tym poziomie autorefleksji, na jakim można oceniać i osądzać siebie, a nie szukać winnych wśród tych, którzy nas poniżali i prowokowali do konfliktów71 . Przy takim stanie świadomości nie powinno dziwić, że częściej niż o historycznym rachunku sumienia, ukraińscy publicyści pisali o tym, że wina za wydarzenia na Wołyniu obciąża obie strony sporu72, lub że ukraińscy nacjonaliści postępowali słusznie73, a nawet, że: Wydarzenia na Wołyniu 11 lipca 1943 były logicznym następstwem walki narodowo – wyzwoleńczej narodu ukraińskiego pod przywództwem OUN - UPA74 , lub też, iż fakt, że do antypolskiej akcji UPA doszło na ziemiach ukraińskich, automatycznie znosi kwestię jej zbrodniczości oraz unieważnia problem ukraińskiej odpowiedzialności za nią75.
II

Jak już wspomniałam drugim segmentem „wołyńskiej” debaty na Ukrainie, była dyskusja dotycząca przyczyn i formy obchodów 60 rocznicy rzezi na Wołyniu. Charakterystyczne, bo świadczące o głębokości kryzysu tożsamości historycznej Ukraińców, jest to, że dla ani jednej z wypowiadających się w tej sprawie (tzn. dlaczego Polska organizuje te obchody) osób I DLA MENE TEZH?, starania polskiej strony, by w 60 rocznicę rzezi na Wołyniu zorganizować żałobne uroczystości, nie był czymś zrozumiałym samo przez się. W ukraińskich interpretacjach polski zamiar obrastał w dodatkowe, najczęściej wrogie Ukrainie sensy.



Jednym z najczęściej powtarzanych wyjaśnień, było to mówiące, iż przygotowywane obchody są polską demonstracją siły. Dziennikarz gazety „Deń” Wikot Zamiatin komentując, istotnie mało dyplomatyczny, ton listu szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marka Siwca76 do szefa administracji prezydenta Ukrainy Wikotra Medwedczuka, pisał: Rozmowa prowadzona jest właśnie z pozycji nowej siły i właśnie to nadaje problemowi, który istnieje realnie, ale którym powinni zajmować się historycy, zabarwienia politycznego77. Jeszcze bardziej radykalne stanowisko zaprezentowała publicystka gazety „Ukrajina Mołoda”: Dzisiaj Polska jest niemal zintegrowana z zachodnim światem, nauczyła się przyjaźnić z USA i korzystać z tego. Polska jest znacznie potężniejsza i bardziej pewna siebie, aktywniej broni swych interesów na arenie międzynarodowej niż np. 5 lat temu. Dlatego właśnie Warszawa nie czyniła Kijowowi historycznych zarzutów i nie pragnęła szerokich i głośnych obchodów na poziomie państwowym w czasie poprzednich rocznic wołyńskiej tragedii, np. 55 – tej, choć popiół wołyńskich ofiar i wtedy nie mniej głośno stukał w jej piersi78. Ta „polska demonstracja siły” była dla części dyskutantów tym bardziej bolesna, że, w ich mniemaniu, Polska forsowała swoją wizję obchodów 60 – lecia tragedii, wykorzystując osłabienie Ukrainy na forum międzynarodowym i jej wewnętrzne kłopoty. Z takim oskarżeniem wystąpił m.in. były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk: Dlaczego (...) Polacy tak energicznie przygotowują się do obchodów 60 – lecia tragedii? (...)Myślę, że polskie ugrupowania prawicowe wyczuły, że Ukraina dzisiaj jest osłabiona – politycznie i ekonomicznie. Że ma wiele problemów. Że podświadomie pragnie, by ktoś był jej przewodnikiem79 . Również w kłopotach wewnętrznych, tym razem Polski, powodów organizowania obchodów dopatrywał się deputowany z Wołynia, Serhij Szewczuk: Sytuacja polityczna w Polsce jest bardzo napięta, są skandale w rządzie związane z korupcją, wzrasta bezrobocie, oszustwa ze strony Unii Europejskiej, która wiele obiecała, a dała mniej. Niektórzy wyjście z tej sytuacji widzą w rozduwaniu szowinizmu. Prócz tego Polskę czeka referendum unijne. A jego rezultaty mogą być zaskakujące. Dlatego wszystko, co wiąże się ze wschodem pokazuje się w negatywnym sensie, a związane z Unią, Zachodem – w pozytywnym80. Według innych uczestników dyskusji nagłośnienie dramatu wołyńskiego miało służyć niedopuszczeniu do przyjęcia przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawy uznającej UPA za stronę walczącą w II wojnie światowej. Wedle różnych autorów Polska była inicjatorem lub instrumentem tej „antyukraińskiej” prowokacji. Tak m.in. interpretował kwestię obchodów były wicepremier Mykoła Żułynski: Dopiero co dało się odczuć w Radzie Najwyższej zmianę klimatu: można było już postawić kwestię uznania UPA za stronę walczącą, przygotowano odpowiednią ustawę.... I raptem pojawia się problem wołyńskich wydarzeń. I - co ważne – główny akcent stawia się na „zbrodniach OUN – UPA”. (...)[chodzi o to, by] uniemożliwić Ukrainie wymierzenia historycznej sprawiedliwości, tzn. uznać UPA za stronę walczącą81. Podobne stanowisko prezentowała redakcja skrajnie prawicowej lwowskiej gazety „Za Wilnu Ukrajinu” i jej goście zaproszeni do dyskusji na temat rehabilitacji UPA82. O ile redakcja zdawała się podkreślać samodzielność Polski w tych działaniach83, to jeden z uczestników dyskusji, przewodniczący Towarzystwa Nadsannia, Wołodymyr Sereda uważał, że polskie działania są wynikiem rosyjskiej prowokacji: Wydaje mi się, że właśnie Moskwa miała wielki wpływ na polskie społeczeństwo działając tam na rzecz rozniecania antyukraińskich nastrojów pod pretekstem 60 – tej rocznicy tak zwanej rzezi wołyńskiej (...). W ten sposób wykorzystano Polskę dla przeprowadzenia prowokacji politycznej, dywersji (...), która miała miejsce pod pretekstem obchodów wołyńskich wydarzeń 84 . Z kolei inny uczestnik tej dyskusji, Wołodymyr Wiatrowycz, uważał, że uznanie UPA za pełnoprawnych kombatantów zaowocowałoby zasadniczą zmianą oceny, tego, co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 r.: uznanie narodowo – wyzwoleńczej walki UPA postawiło by kropkę nad „i” i odnośnie problemu stosunków między Ukraińcami a innymi narodami (...) byłoby jasno powiedziane, że walka przeciw Polakom prowadzona była nie na podłożu etnicznym, lecz przeciw nim jako okupantom, to znaczy [była to walka] o terytorium85 .

W najbardziej skrajnych komentarzach dopatrywano się w polskich obchodach tragedii wołyńskiej przejawu polskiego imperializmu i rewizjonizmu: Mamy podstawy, by przypuszczać, że tegoroczna ‘wolyniana’ to tylko preludium do podstawowego problemu, który, wedle zamysłu szowinistycznych sił Polski, ma być ‘z czasem rozwiązany’. Chodzi o powrót do przedwojennej wschodniej granicy86 . Interesujące, iż koncepcja obchodów 60 rocznicy antypolskiej akcji UPA jako przejawu polskiego rewizjonizmu nieodmiennie przez ukraińskich autorów łączona była z „niemiecką intrygą”. Przy czym według jednych Niemcy w sposób pokojowy wyprą Polaków z „byłych ziem odzyskanych”, zmuszając ich z kolei do upomnienia się o byłe „kresy wschodnie”87, według innych - Niemcy wyrazili zgodę na rozpętanie antyukraińskiej histerii w nadziei, że w ten sposób przybliży się moment przyłączenia polskich ziem poniemieckich do państwa niemieckiego: Polska, zgodnie z gorzką konstatacją współczesnych Polaków – tych, którzy uświadamiają sobie, co się dzieje, przeżywa ‘trzecią niemiecką kolonizację’, w czasie której na problematykę polskiej narodowo – wyzwoleńczej walki w czasie II wojny światowej nałożono tabu, a na falę antyukraińskiej ksenofobii otrzymano ciche niemieckie pozwolenie i wsparcie. Zachodnie ziemie współczesnej Polski znalazły się pod niemieckim dyktatem gospodarczym, bo jeszcze żarzy się myśl o polskim Drang nach Osten z odrodzeniem Polski w granicach z 1939 r., co swoją drogą stworzy możliwość przywrócenia niemieckich granic na wschodzie z tego samego okresu88 . Choć w przywołanym tekście Daszkewycz najwięcej miejsca przeznacza na opisanie złowrogiej dla Ukrainy roli Niemiec i Polski, to nie ulega dla niego wątpliwości, iż de facto współcześnie doszło do odnowienia „antyukraińskiego sojuszu trzech okupantów” rodem z lat 40. Innym wariantem antyukraińskiej zmowy jest koncepcja, którą przedstawił były szef wojskowych służb specjalnych, Ołeksandr Skipalski. Sprowadza się ona do przekonania, że celem Polski i Rosji jest dokonanie rozbioru Ukrainy: jeden z rosyjskich instytutów geopolitycznych twierdzi, że Ukraina podzieli się po linii Dniepru na dwie części. Polacy, jako rozumni analitycy na wszelki wypadek starają się ‘zaklepać’ [dla siebie] terytorium Wołynia twierdząc, że, o proszę ‘tutaj cierpieliśmy, więc mamy historyczne prawo do tej ziemi (...) Tam są nasze groby’. Oto jaki następstwa będą miały tak zwane obchody [wołyńskie] czy jednostronne przeprosiny Ukrainy. Polskie stanowisko jest następujące: ‘jeżeli Ukraina tak łatwo przeprasza, to tak samo łatwo odda Wołyń, Donbas odda Rosji, Bukowinę – Rumunii”89 .

W ukraińskiej dyskusji pojawili się również autorzy, którzy snuli analogie między tragedią wołyńską a sprawą Jedwabnego. Szczególnie związek między tymi wydarzeniami wyakcentowali Wołodymyr Pawliw i Myrosław Marynowycz. Tekst Pawliwa wyraźnie został napisany pod wpływem artykułu Sławomira Sierakowskiego90 i podobnie, jak w pierwowzorze, pobrzmiewają w nim nihilistyczne nuty. Nie tylko nie ma w nim próby ogarnięcia tragedii sprzed sześćdziesięciu lat, ale trudno dopatrzyć się w nim nawet elementarnego szacunku dla ofiar: W przededniu 60 – ej rocznicy ‘tragedii wołyńskiej’ Polacy dwukrotnie znaleźli się w roli ‘katów’[Akcja „Wisła” i Jedwabne], więc przyszedł również czas na ‘ofiary’91 . Zupełnie inaczej jest z tekstem Myrosława Marynowycza. Czyni on wysiłek, by jego refleksja nad wołyńskim dramatem była uczciwa i pogłębiona. Stanowisko Marynowycza (byłego dysydenta, obecnie prorektora Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu, człowieka obdarzonego olbrzymim autorytetem moralnym) na temat obchodów wołyńskich jest dla polskiego czytelnika wyjątkowo interesujący, bowiem z jednej strony mamy do czynienia z autorem, który niejednokrotnie udowodnił, iż jest otwarty na racje „innych”, oraz że stać go na krytyczny stosunek do własnego społeczeństwa i spuścizny historycznej92, z drugiej zaś strony otwarcie przyznaje się on do tradycji walk narodowo – wyzwoleńczych UPA. Jego ocena fragmentu historii Ukrainy, jaką jest tragedia wołyńska, jest ambiwalentny: We współczesnej polskiej recepcji historie wydarzeń na Wołyniu i Jedwabnem w pewien sposób się nakładają (...). Bardzo dobrze rozumiem to podświadome pragnienie Polaków, by znaleźć u innych narodów, szczególnie Ukraińców, fakty, które postawiłyby ich w sytuacji jednoznacznej winy. To znaczy w świadomości Polaków Wołyń ma być dla Ukraińców zjawiskiem równorzędnym do Jedwabnego dla Polaków. W polskiej świadomości jest logiczne, że Wołyń – to symbol zbrodni na Polakach. W tym nie ma niczego innego jak polarne widzenie historii. Dla Polaków Wołyń – to duplikat Jedwabnego, gdzie absolutną winę ponoszą Ukraińcy. Dla Ukraińców Wołyń – to symbol winy Ukraińców i Polaków93 . Choć nie jest to powiedziane wprost, to jednak w tekście Marynowycza można wyczuć, iż, według niego, obchody wołyńskie są dla Polaków jakimś rodzajem „rekompensaty” za wcześniejszą sprawę Jedwabnego.

Nic więc dziwnego, że kiedy dochodzi do - budzącej na Ukrainie najwięcej emocji - kwestii formy obchodów, co w kontekście ukraińskim sprowadzało się do dylematu: przepraszać czy nie przepraszać Polaków za rzeź na Wołyniu, Marynowycz odpowiada: jednostronne przeprosiny ze strony Ukrainy byłyby błędem, bowiem w ten sposób tryumf odniosłaby półprawda, która zniekształca historię94. W kontekście tego zdania trudno się oprzeć wrażeniu, że moralista ustąpił miejsca politykowi. Zwolennikiem obustronnych przeprosin był również Jurij Szapował. Przemawia za tym następująca konstatacja: nie może być usprawiedliwienia dla żadnej ze stron i [ówczesną przemoc] – jak każdą przemoc – należy potępić95. Podobną strategię prezentował publicysta „Postupu”, Ihor Melnyk: Oczywiście jakakolwiek zbrodnie przeciwko ludności cywilnej, nawet jeżeli dokonywano ich w imię najszlachetniejszych celów, powinny zostać potępione. Jednak nie powinna to być gra do ‘jednej bramki’, która z jednych czyni bohaterów, a z innych zbrodniarzy96

Zaskakującą propozycję w sprawie tego, kto ma przepraszać za rzeź na Wołyniu, przedstawił Serhij Szewczuk: ten konflikt rozpętali okupanci hitlerowscy i, z drugiej strony – totalitarny reżym sowiecki. Dlatego na pytanie kto ma przepraszać logiczna odpowiedzieć [brzmi]: przepraszać ma pan Putin, ponieważ Rosja jest prawną sukcesorką ZSRR i, wybaczcie, wielki pacyfista Schroeder. Obydwaj97 .

Wcale niemała część uczestników ukraińskiej dyskusji uważała, że Ukraińcy nie mają żadnego powodu, aby Polaków za cokolwiek przepraszać: Czy powinniśmy przepraszać za to, że nie daliśmy się wymordować na swojej własnej ziemi?98 . Żaden z okupantów nie ma prawa czegokolwiek od nas wymagać99, a ponadto Polacy powinni przeprosić: za wszystkie swoje bezprawia dokonane na okupowanych ziemiach ukraińskich od XIV wieku100 . Wołodymyr Serhijczuk, krytykując list lwowskich intelektualistów, pouczał jego sygnatariuszy, iż w swoim liście powinni byli napisać: Wybaczamy tym Polakom, którzy byli ślepym narzędziem w rękach własnych polityków, usiłując nie dopuścić do odrodzenia na odwiecznych ziemiach ukraińskich państwa ukraińskiego, chcieli natomiast w dalszym ciągu budować tu okupacyjną Rzeczpospolitą. Tym Polakom, którzy byli ślepym narzędziem na antyukraińskiej służbie u hitlerowców i bolszewików. Tym Polakom, którzy wypędzili w latach 1944 – 1946 Ukraińców z Chełmszczyzny, Podlasia, Nadsannia, Łemkowszczyzny. Tym Polakom, którzy przeprowadzili akcję ‘Wisła’101. Według ostatniego dowódcy UPA – Wasyla Kuka, ukraińskie przeprosiny byłyby wyrazem niedopuszczalnej słabości: Historia stosunków polsko – ukraińskich uczy, że pokojowe współistnienie z Polakami możliwe jest tylko wówczas, kiedy nie będziemy słabsi od nich. Kiedy nasze siły będą przynajmniej równe. Dlatego nikt z Ukraińców nie powinien przepraszać ani okazywać skruchy102 . Ideowi następcy Kuka nie mieli żadnych wątpliwości, że: Nie mamy powodów, by wstydzić się własnej historii103. Z kolei sygnatariusze listu „Wołyń pamiataje” uważali, że przeprosiny ze strony Kuczmy położyłyby kres równoprawnym stosunkom między Ukrainą a Polską.

Pomimo, że głosy „nieprzejednanych” były, być może, najlepiej słyszalne, to jednak w trakcie ukraińskiej debaty o wydarzeniach na Wołyniu pojawiły się też głosy zaskakujące w swojej wrażliwości na polską tragedię oraz odważnie próbujące się zmierzyć z własnym dziedzictwem historycznym. Na szczególną uwagę zasługują: Jarosław Hrycak, Myrosław Popowycz, Bohdan Ołeksiuk. Jarosław Hrycak uważał, że współcześni Ukraińcy powinni przeprosić za zbrodnie, których dopuścili się ich przodkowie, ponieważ: Między „nami” a „nimi” istnieje genetyczna więź [która sprawa, że] jesteśmy powiązani nitką moralnej odpowiedzialności. (...) Jeżeli emocjonalnie odczuwam dumę z najlepszych i najgodniejszych uczynków [członków mojej] grupy, dlaczego miałbym unikać moralnej odpowiedzialności za ich grzechy i zbrodnie? Bez uznania tej prostej prawdy będziemy skazani na przemilczenia i retuszowanie swojej historii. I dopiero wtedy, kiedy przyjmiemy ją do wiadomości formuła „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” nabierze głębokiej realnej treści104 . Myrosław Popowycz szczególny nacisk kładł na kwestię wenątrzukraińskiego rozrachunku z własną przeszłością. Dla niego w miejscach masowych rzezi: powinny zjawić się pomniki smutku, powinniśmy znosić tam kwiaty (...) Powinna to być, we własnym sumieniu, pokuta za grzechy105 . Do przeproszenia Polaków wzywał Bohdan Ołeksiuk: Niezaprzeczalnym faktem jest zagłada z rąk Ukraińców polskiej ludności cywilnej na ziemi, na której żyła od wieków. Brutalność, która miała tam miejsce jest niewątpliwa. Dlatego mamy za co przepraszać i teraz powinniśmy to uczynić106 . Ten sam autor w kolejnym swoim tekście bardzo mocno podkreślał: Dziś chodzi nie o Polaków, lecz o nas, o naszą świadomość. Usprawiedliwiając zbrodnie przeszłości, bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich możliwe powtórzenie się w przyszłości. Potępiając błędy własnej historii, postanawiamy/przyrzekamy [zarzekamy się] nie czynić już niczego [czegoś] podobnego. Czy możemy mówić o integracji z Europą, usprawiedliwiając czystki etniczne? Oczywiście, że nie!107 .

Ważnym głosem w dyskusji o ukraińskich obrachunkach z historią, który jednocześnie można potraktować jako swego rodzaju podsumowanie ukraińskiej dyskusji o Wołyniu jest tekst lwowskiego publicysty Oresta Drula „Wszystko jest bardziej skomplikowane”: Można dowodzić ‘nie my pierwsi zaczęliśmy’ lub ‘nam więcej uczyniono krzywdy’, tylko to [jest] niewdzięczny fundament dla wzajemnego wybaczenia: stereotypy zmieniają się nie poprzez buchalterię minionych krzywd, a poprzez zagwarantowanie, że w przyszłości nie powtórzą się etniczne krzywdy ????? czystki?. Naprawdę lepiej obchodzić nie 70 – lecie czystek etnicznych, lecz przygotować się do świętowania 70 – lecia bez etnicznych mordów. A gwarancją tego, iż ten stan będzie trwał sto, dwieście, tysiąc lat będzie nie pomnik, który nie pozwoli zapomnieć Polakom w Warszawie o wołyńskich wydarzeniach 43 – go, a prosty krzyż postawiony na polskim cmentarzu w wołyńskiej wsi z własnej woli tamtejszego chłopa – aby nie zapomnieć o płaczu niewinnych dzieci, które dzisiaj mogłyby przebaczać108.


***

W swoim tekście starałam się przedstawić wszystkie stanowiska, które pojawiły się w ukraińskiej dyskusji, wobec antypolskiej akcji UPA na Wołyniu oraz kwestii obchodów 60 rocznicy tych wydarzeń. Przywołałam jednak niewielką część tekstów, które w ciągu prawie roku pojawiły się na ten temat. Przedstawianie wszystkich nie miałoby większego sensu, bowiem lwia ich część, mimo, że pisana przez różnych autorów, była niezwykle do siebie podobna. Na przykład z bardzo bogatej „wołyńskiej” bibliografii tygodnika „Wołyń”109 w moim tekście przedstawiłam zaledwie kilka artykułów. Takich, które moim zdaniem najlepiej ilustrują poziom publicystyki tego czasopisma: niezmiennie niechętną, żeby nie powiedzieć nienawistną wobec Polski i Polaków. Między innymi specjalnością tego tygodnika było //Tygodnik ten zasłużył się w szczególności wprowadzeniem do obiegu publicznego zbitki frazeologicznej „okupacja polsko – niemiecka” na określenie lat II wojny światowej.

Bardzo często w ukraińskich tekstach pojawiał się zwrot „ukraińskie ziemie etniczne”. Posługiwanie się nim miało uniemożliwiać wszelkie dyskusje na temat ukraińskiej odpowiedzialności za mordowanie polskiej ludności cywilnej. Tym bardziej to niepokojące, że w szeregu tekstów ich autorzy przeprowadzali bardzo niebezpieczne utożsamianie walki o własne państwo z mordowaniem bezbronnych ludzi.

W ciągu miesięcy poprzedzających uroczystości w Pawliwce/Porycku dochodziło na Ukrainie do wydarzeń, które trudno inaczej określić jak szokujące. Takim wydarzeniem było np. odsłonięcie we wsi Bazaltowe (dawniej Janowa Dolina) tablicy pamiątkowej ku czci oddziałów UPA, które właśnie w tej miejscowości w kwietniu 1943 r. dopuściły się jednej z pierwszych masakr polskiej ludności cywilnej110.

Przez cały okres istnienia niepodległego państwa ukraińskiego problematyka polska nie była tak szeroko obecna w tamtejszych środkach masowego przekazu. Problem jednak polega na tym, że nigdy jeszcze tak dużo złego o Polsce i Polakach tam nie powiedziano i nie napisano, tak w perspektywie historycznej, jak i współczesnej. Przeciwnicy [polskiego stanowiska w sprawie] obchodów 60 rocznicy wołyńskiej tragedii, krytykując polską politykę w tym względzie, nie zawahali się zakwestionować całego dotychczasowego dorobku w stosunkach polsko – ukraińskich i przypisać całej „ukraińskiej” polityce Warszawy wrogie Ukrainie intencje111.

Dyskusja wołyńska pokazała też w nowym, niezbyt atrakcyjnym z polskiego punktu widzenia, świetle niemałą część elit politycznych nad Dnieprem. Symbolicznym tutaj był fakt, iż wspólna uchwała parlamentów Polski i Ukrainy w sprawie wydarzeń na Wołyniu w Radzie Najwyższej przeszła większością zaledwie



  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna