Biuletyn bezpłatny



Pobieranie 196,33 Kb.
Strona1/2
Data30.05.2018
Rozmiar196,33 Kb.
  1   2

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI” NR 88, 1 LUTY 2004 R.



Biuletyn bezpłatny. Czytelniku, po przeczytaniu zrób kopię i przekaż następnym!

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI



NR. 88 1. II. 2004 r.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, WARSZAWA.


W numerze: 1) Wiadomości; 2) Zapiski o przeklinanym narodzie; 3) Smętek; 4) Potomek mińskich rabinów; 4) Ukryte oblicze terroryzmu – część III; 5) Ostatnie słowo Miloszewicia;





Niemiecki „Der Spiegel doniósł, że Izrael posiada o-koło 200 wysokiej klasy głowic atomowych, dysponuje bro-nią masowej zagłady od 1969 roku, a fakt ten jest znany, akceptowany i przemilczany przez kolejne rządy USA. Za-grożenie użyciem tej broni szybko wzrasta. Rząd Szarona zlecił przeróbkę okrętów podwodnych tak, aby nadawały się one do transportu ładunków nuklearnych i miały zamonto-wane wyrzutnie rakiet. A w lipcu 2003 r. izraelski gabinet zlecił ekspertom Mossadu opracowanie planów zniszcze-nia irańskich obiektów, w których, zdaniem wywiadu izra-elskiego Iran może opracowywać lub przechowywać broń nuklearną. („Nasz Dziennik”, 13 październik 2003 r.)

# # #


Projekt badawczy „HAARP” istnieje!. Zobaczcie, co można wyczytać na stronie „Zbrojnej Polski”: Anteny na A-lasce. Jednym z bardziej kontrowersyjnych programów ba-dania metod zmiany pogody jest finansowany przez USAF i US Navy projekt HAARP (skrót od angielskiego: High Frequ-ency Active Auroral Research Program). 180 anten nadaj-ników wysokich częstotIiwości radiowych zajmuje 15 hekta-rów dzikiego regionu Alaski. Ich potencjalna moc nadawcza jest olbrzymia. Rząd USA twierdzi, że nadajnik HAARP ma moc 3,6 mln watów (komercyjne stacje radiowe zwykle mają góra 20,000 watów). Jednak specjalci z US Air Force chcą, zwiększyć jego moc do 100 milionów watów. W ostatnich kil-ku latach podawano różne oficjalne wyjaśnienia dotyczące programu HAARP. Przedstawiciele administracji federalnej twierdzili, że służy on badaniu sposobów odbudowy warstwy ozonowej, a później, iż jest to program testowania nowych środków łączności z atomowymi okrętami podwodnymi. Jed-nak ekolodzy uważają, że celem HAARP jest sterowanie pogodą przez podgrzewanie ziemskiej jonosfery. Pojawiły się nawet plotki..., że pierwsze eksperymenty w programie HAARP mogą być odpowiedzialne za wzrost niestabil-ności pogody na calym globie w ostatnich latach. Jak ta diabelska machina mogłaby działać? Otóż wystarczyłoby, aby Iecący na dużej wysokości samolot rozpylał np. cząstecz-ki polimerów. Z nadajnika HAARP wypromieniowano by od-powiednio dużej mocy mikrofale, ogrzewając rozsiane poli-mery, a co za tym idzie - wyższą warstwę atmosfery. W ten sposób zmieniłaby się jej temperatura i gęstość, a więc i kie-runek oraz rodzaj prądów powietrznych. To już znacząco wpłynęłoby na pogodę. Inne techniki zmiany pogody zawie-rają plany „Thunderstorm Solar Power Satelite” - systemu, który ma m.in. zapobiegać tworzeniu się tornad. Wiele osób uważa modyfikowanie pogody za niebezpieczne. Biologicz-ne następstwa takich działań mogą destabilizować ziemski ekosystem.

http://fakty.interia.pl/news?sid=1943409&cinf=457486 ― (28.XII.03 r.)

# # #

Znany z narodowych poglądów prezydent Szczecina Marian Jurczyk nie zgodził się, na sprzedaż Niemcom Szczecińskiej Energetyki Cieplnej. „Żeby utrzymać wartości narodowe nie możemy sobie pozwolić na wyprzedaż ziemi, banków i zakładów strategicznych. Nie możemy sprzedawać PKP, zakładów energetycznych i energetyki cieplnej”.

(Szczecin, 16 listopad 2003 r.)

-------------------------------------------------------------------------------------------------



ZAPISKI O PRZEKLINANYM NARODZIE – 2

W wyborach Polacy nie wnikają w metryki pochodzenia kandydatów na których głosują, dlatego zawsze są przegrani.
Od pewnego czasu krąży po Polsce powiedzonko (w okresie wyborów zwłaszcza): „nieważne kto będzie rządził, żyd czy Murzyn, byle mnie było dobrze”. I w nadziei tego „dobrze” większość wyborców nie sprawdza pochodzenia kandydatów czy też nie przywiązuje do tego odpowiedniej wagi. W rezultacie obiecanych mieszkań jak nie było, to i nie będzie, a o pracy można realnie myśleć na niebiańskich polanach, bo tam prawdopodobnie manny wystarczy dla wszystkich. Nam tu na dole przedstawiciele rządowi wycis-kają każdy grosz, nicują stare ustawy i nijak nie mogą od-czepić się od naszych kieszeni. Sami pozostają na niewy-obrażalnych dla nas dietach i pensjach, nakazując kolejne cięcia budżetowe. Sęk w tym, że ten budżet to nie jakaś zjawa, ale nasze codzienne życie. Wszechpotężna Rada Polityki Pieniężnej za samo istnienie i szkodzenie Polsce nadal jest sowicie opłacana z naszych kieszeni bez naszej zgody. Właściwie cały aparat władzy RP działa bez zgody społeczeństwa. Większość Polaków jest wyznania chrześci-jańskiego i tu też wyraźnie widać brak zgody na profanacje religijne, które przybrały na sile. Na protesty nie reagują or-gany tzw. sprawiedliwości i taka pseudoartystka spokojnie robi swoją kupę na Krzyżu Chrystusa. Samo powieszenie na Nim męskich organów rozrodczych sztuką nigdy nie bę-dzie, chyba że to są okazy talmudyczne (?). Dla ścisłości należy dodać, że chrześcijanie lubują się w sztukach pięk-nych, czego dowodem jest cała kultura europejska, wszel-kie zbiory malarstwa figuratywnego, antycznych rzeźb i lite-ratury klasycznej. W naszych muzeach naprawdę jest co oglądać i czym się zachwycać. Trudno nam wyobrazić so-bie muzea pełne odchodów ludzkich i zwierzęcych i części rozrodczych homo sapiens w różnych konfiguracjach. Zas-tanawiające jest, dlaczego potomkowie Sema tak się lubu-ją w dolnych partiach ciała i ekskrementach. Być może ich inny, nierozpuszczalny w krzyżówkach kod genetyczny nie dopuszcza do rozwoju zmysłu piękna natury i estetyki. Niem-niej jednak podejmowane przez nich działania winny spot-kać się z ostrym sprzeciwem, albowiem jest to „twórczość” wychodkowa i tam jej miejsce. Oczywiście w prywatnych zbiorach „koneserów”!

Podczas jednej z prób „uszczęśliwiania na siłę” żydow-scy „artyści” zrobili podobną wystawę w Moskwie, ale tam mają młodzież narodową, która rozsiekała eksponaty geni-talne na symbolach religijnych. Powstałe „aj waj” uciszyli pisarze narodowi rosyjscy, albowiem wystosowali list do prokuratury, że młodzież ma prawo do walki o swoje prze-konania religijne. I proszę sobie wyobrazić (bo dla nas to cud), że ich prokuratura zwolniła dzielnych chłopaków. O naszych młodych narodowcach jakoś cicho. Część z nich u-lokowała się w kaplicach Lefebrystów wysłuchując kazań w łamanej polszczyźnie, jako że Polaków tam niewielu wśród kapłanów. Podobno dwóch! Pewien przedwojenny narodo-wiec, pan M., który próbował uczestnictwa w Mszy Tryden-ckiej u Lefebrystów (odebranej nam przez masonerię Koś-cioła), oburzył się, że kazanie do polskiej młodzieży wygła-sza Niemiec. Świat stanął na głowie, ale przecież nikt nie zaciągnął polskiej młodzieży na wykłady księdza Anzelma czy Johana. Był to wybór świadomy, dlatego nie ma kto dziś rozgonić skandalicznych wystaw i występów. Dlatego również, że nie mamy prezydenta na miarę Putina, który interes swego narodu stawia ponad wszystko. Dziś wyraź-nie widać, jak to jest z tym rządzeniem żyda czy Murzyna – każdy reprezentuje wyłącznie racje swego klanu.

(Bożena Szaniec - „TP” nr 39)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Legenda warmińsko-mazurska

JAK PRZEBRZYDŁY SMĘTEK, PRZEBRAŁ SIĘ ZA

GLOBALISTĘ I WYLAZŁSZY Z TRZCIN POD

BISZTYNKIEM, DOBRYCH LUDZI NA ZŁĄ DROGĘ

WODZI I PSIE ŁAJNO JAKO MARCEPAN SPRZEDAJE
Motto: Gdy Boga nie ma - wszystko wolno (robić)

Fiodor Dostojewski – pis. ros. 1821-1881.


Twierdzą niektórzy że Smętek to diabeł kaszubski, myl-nie przypisywany Warmii i Mazurom ale nie wierzcie temu. Tak twierdzą eksperci, którzy Warmiaka od Kaszuba nie odróżniają.

Smętek od tysiąca lat „bruździ” Warmiakom i Mazurom a kto posłuch mu daje to ze smętną miną na tym wychodzi i stąd zapewne – Smętek. Zajmuje się on głównie zwalcza-niem dobrego.

Dawno, dawno temu, usiłując ogromnym głazem znisz-czyć kościół w Bisztynku, upuścił z diabelskich łap kamień przytaszczony aż z Afryki, który do dziś tkwi opodal stacji kolejowej. Takoż było i w Tychowie, tylko kamień ze Skan-dynawii pochodził.

Teraz czasy zmieniły się, Smętek zmądrzał, wycwania-czył się, ucywilizował, już nie usiłuje burzyć ani zbeszczesz-czać budynków sakralnych (nie licząc Urbana), ale bierze się za Kościół jako wspólnotę wiernych, upatrując tu wroga swych niecnych zamiarów. Tak więc przemycił się był z ma-zurskich ostępów, do Gazety Olsztyńskiej a to podobno cy-rografa i z telewizją oraz niemal ze wszystkimi kobiecymi czasopismami, gdzie swoje delegatury umieścił.

Nie trzeba chyba nikomu udowadaniać że informacja jest śmiertelnie niebezpieczną bronią, niejednego już poło-żyła trupem a ilu znokautowała – policzyć się nie da (cho-ciaż Smętek pewnie taką diabelską statystykę prowadzi). Ostatnio zostałem przezeń, rażony omal nie przypłacając tego omdleniem.

Niespodziewany ten cios, spadł na mnie w czasie czy-tania artykułu w magazynie Gazety Olsztyńskiej „Reporterz 31.10.2003, pod znamiennym i intrygującym tytułem „Wię-cej SEKSU”, autorstwa Pana Marka Książka.

Żeby nie zanudzać nikogo opisywaniem tego co On raczył napisać, załączam kserokopię tego dramatycznego apelu w całości.



WIĘCEJ SEKSU!

Przy różnych okazjach powtarzam za nieznanym auto-rem, że prowincja to nie miejsce zamieszkania, a sposób myślenia. Nie gwarantuje to jednak alibi dla prowincjona-lizmu tylko z tego powodu, że ktoś żyje na prowincji w sen-sie geograficznym. Można np. mieszkać w Olsztynie i odwie-dzać „Zakątki Europy” (to taki nowy lokal otwarty ostatnio z udziałem prezydenta miasta), a jednocześnie przejawiać skłonności do rasizmu wobec sąsiadki, która wychowuje dziecko zrodzone ze związku z Murzynem.

Trzymając się swej definicji prowincjonalizmu mogłem przypuszczać, że golizna w wydaniu damskim nie zgorszy już nawet mieszkańców, bo ja wiem, na przykład Giław czy Klebarka Wielkiego. I oto czytam, że w powiatowym Nowym Mieście, a jakże, Lubawskim, wybuchła prawdziwa burza erotyczna. Wietrząc sensację rzuciłem się na wiadomość jak sroka na kawałek sera, a tu erotyzmu jak na lekarstwo. Po prostu na słupach ogłoszeniowych pojawiły się plakaty reklamujące pokaz erotyczny organizowany. Nie, nie, w żad-nym tam ratuszu, gimnazjum czy przedszkolu, a zwyczajnie, w jednej z lokalnych dyskotek. Plakaty z rozebraną niewias-tą podobno wzbudziły kontrowersje. Niech tam, może jakaś babcia splunie na widok gołej panienki albo kleryk skrom-nie spuści oczy. Ale fakt ten potępił sam starosta, który jak Zeus gromowładny zagrzmiał, że trzeba „podjąć zdecydo-wane kroki...” Jak powiedział tak sprawą zajęła się policja. No bo co ma robić, skoro złodzieje nie kradną bo akurat o-glądają pokazy erotyczne.

I to jest pozytywny morał tej opowiastki: więcej seksu, mniej przestępstw! (Marek Książek)

Autor zaczyna od wystawienia negatywnej cenzurki pro-wincjonalizmowi. Nie zajmuje się jednak zupełnie wyjaśnie-niem istoty zjawiska, poprzestając na zasygnalizowaniu a-nalizy (podział) po czym „ni z gruszki ni z pietruszki” prze-chodzi do oceny zjawiska rasizmu. Panu Książkowi wydaje się chyba że skoro On twierdzi, iż prowincjonalizm jest „be”, to tak jest i koniec – kropka, zaś jego autorytet jest wystar-czającym gwarantem wiarygodności.

Bard rewolucji sowieckiej – Majakowski, pisał „...partia i Lenin, bliźnięta, bracia...”, zaś skojarzenie Pana Książka, można zapisać jako: ...prowincjonalizm i rasizm, bliźnięta, bracia...

Jako przykład ofiary rasizmu, podaje sąsiadkę, której udało się urodzić synka Bambo. Faktycznie jest ona ofiarą, lecz nie rasizmu ale tolerancji. Czarnoskóry amant, korzys-tając z pełnej tolerancji przyszłej matki, obiecał ożenić się ale zadanie wykonał tylko w połowie.

Kiedy mały Bambo wyjdzie na podwórko, to trudno bę-dzie nie zauważyć odmieńca, trudno też mieć pretensje do innych dzieci że wytykają murzynka palcami, tak jak trudno mieć pretensje do czarnoskórego dzieciaczka, bo nie on wybierał sobie miejsce na tym świecie. Kiedy do akwarium wpuścimy raka, to wszystkie ryby będą szydziły z odmień-ca. To nie sąsiedzi rasiści, zafundowali taki psi los małemu murzynkowi, to jego mama-tolerantka, zgotowała mu status odmieńca. Tata buja w szerokim świecie siejąc tolerancję, zaś mama z synkiem-murzynkiem, jako modelowa rodzina przyszłości, na razie są ofiarami apelu M. Książka „Więcej seksu”, jeszcze zanim ten apel został wyartykułowany.

Dalej Autor niemiłosiernie „daje po kościach” tym, któ-rzy gorszą się damską golizną w Nowym Mieście Lubaw-skim, odpuszczając to „haniebne” znamię prowincjonaliz-mu, mieszkańcom Giław i Klebarku Wielkiego ( za co ci po-winni mu dziękować i pomnik postawić). Nie wiem jak Autor odnosi się do problemu golizny w swojej rodzinie, bo chyba ma rodzinę (pod warunkiem że wzorem kultury zaatlantyc-kiej, urodził się już dorosły). Ale może choć ma żonę, może narzeczoną. Czy bez zmrużenia oka pozwoliłby swej oblu-bienicy, na taniec na golasa przy drążku, po niedzielnej mszy, na rynku Nowego Miasta? Może ma dorastającą córeczkę, jeśli tak to czy przygotowuje ją do takich „pow-szednich” zachowań?

Kiedyś w telewizji, pewien redaktorek, pienił się że ktoś tam nie pozwolił swej córce „wyjść za mąż” za Araba. Odszukałem go telefonicznie i zapytałem czy ma córkę. Nie miał a na pytanie czy gdyby miał, nie pozwoliwszy mi do-kończyć zdania rzucił słuchawkę. Morał z tego taki, że naj-łatwiej ordynuje się cudzymi wartościami i włościami.

Tylko jeszcze jedna uwaga do tego, kobieta odarta z ubrania traci swą tajemniczość, kobieta do końca od-kryta, ma wartość erotyczną zwykłej szufelki.

Pan Książek dziwi się, że Pan Starosta powiatu nowo-miejskiego, potępił agresywną inwazję nagości z innego świata. Zdziwienie rzecz cenna, już Arystoteles twierdził że „u początku filozofii leży zdziwienie” i powinno skutkować poznaniem prawdy, chociaż niektórzy poprzestają tylko na pozorach. Może jednak lepiej się nie dziwić?

Pan Starosta nie został wybrany ani przez miłośników, ani przez wykonawczynie „striptizu” i wcale nie musi reali-zować ich postulatów. Nie dziwi mnie to że Autor, patrzy na problemy przez szparkę swoich namiętności a nam prowin-cjuszom zarzuca nietolerancję. Smuci mnie natomiast to, że sam jako przedstawiciel światowych elit, jak to zwykle bywa wśród misjonarzy tolerancji, nawet uncji tolerancji dla nas z siebie wykrzesać nie potrafi. W tolerancję jednokie-runkową po prostu nie bawię się.

I na koniec Pan Książek stawia, karkołomną tezę w sty-lu radzieckim – więcej seksu mniej przestępstw. Rany Bos-kie, jęknął ciemnogród i prowincja! Co ten facet wypisuje? To co? W celu likwidacji przestępczości nie trzeba miejsc pracy, szkół, policji, sądów, więzień, tylko wystarczy „skru-szyć okowy prowincjonalizmu krępujące seks”. Seks – to takie absorbujące zajęcie a jednocześnie tak nieskompli-kowane że nie trzeba kończyć żadnych szkół, nie trzeba dobrze się odżywiać, wygodnie mieszkać, elegancko ubie-rać – seks zamiast wszystkiego. Tak, tak, świat XXI wieku należy do jaskiniowców z laptopem pod pachą i komórką w ręce wolnej od maczugi, nie wspominając o życiu seksual-nym jaskiniowców stanowiącym wzorcowy model „neojas-kiniowca”.

Ludzkość w swym rozwoju zatoczyła koło i pospiesz-nie wyzbywa się wszystkiego co różniło ją od świata zwie-rzęcego, przez ostatnie ok. 10 tysięcy lat.

W USA na skutek natarczywej popularyzacji seksu, te-raz szkoli się pospiesznie terapeutów, leczących uzależnie-nia od seksu. A pan Książek nie bacząc na to że tamci już wyłażą z kałuży i próbują otrząsnąć błoto, proponuje nam właśnie za „liderami nowoczesności – plum”, później jakoś się oskrobiemy jako i oni.

Starałem się nie obrażać Autora, bo przecie nie jego osoba naraziła się moim poglądom ale jego poglądy. Mam bowiem świadomość że my ludzie, jesteśmy ulepieni nie z gliny a z wszelkich możliwych niedoskonałości, jakie Bóg miał „pod ręką”. Reasumując, do Pana Książka nie czepiam się, może być taki jaki jest i to jego ból, lecz jego prasowe wywody z 31.10.2003, są zwykłymi sloganami propagan-dowymi, nie okraszonymi choćby jednym argumentem.

Mam do niego żal, że nie zadał sobie trudu, aby uza-sadnić racje, dla których chce wszystkich przefasonować na swój obraz i podobieństwo. Ja wiem że jest to ulubione zajęcie autorytetów ale one (autorytety) przynajmniej poda-ją jakieś uzasadnienia.

Achtung, uwaga, wnimanije, alert! Smętek nie śpi i krą-ży nieustannie w poszukiwaniu ofiar. (Cezary Rozwadowski)

----------------------------------------------------------------------------------------------------------



POTOMEK MIŃSKICH RABINÓW

Generał Wesley Clark, wnuk Jakowa Niemirowskiego, całkiem znośnie rozmawia po rosyjsku i gotów jest wysta-wić swoją kandydaturę na prezydenta USA.” (aut. Daniel Pustylnik)

Były głównodowodzący sił NATO w Europie, cztero-gwiazdkowy amerykański gen. Wesley Clark, gotowy jest wystartować w wyborach USA z ramienia Partii Demokra-tycznej. „Myślę o tym” oznajmił generał dziennikowi „News-week”. Według słów Clarka, ostateczną decyzję w tej spra-wie zamierza podjąć w najbliższych paru miesiącach, jed-nak w kręgach zbliżonych do kierownictwa Demokratów, powiadają, że może to nastąpić już w krótce. O potencjalnej kandydaturze emerytowanego generała wypowiedział się exprezydent USA Bill Clinton, który ujawnił dziennikarzom, że, według jego mniemania kandydat nr 10 Partii Demokra-tycznej Wesley Clark byłby bardzo dobrym prezydentem.

Wesley Kenni Clark urodził się w 1944 roku. Jego dzia-dek Jakow Niemirowski, uciekł z carskiej Rosji w 1894-1895 roku przed żydowskimi pogromami najpierw do Szwajcarii, a później do USA, gdzie osiedlił się z rodziną w Chicago.

Wesley Clark pamięta swojego ojca, adwokata którego biuro obsługiwało związki chicagowskich korporacji prze-mysłowych (ojciec generała, adwokat Beniamin Kenni (syn Jakowa Niemirowskiego), umarł w wieku 51 lat na zawał serca, kiedy przyszłemu głównodowodzącemu sił NATO w Europie było wszystkiego pięć lat). Matka Wesley, Wene-ta, wkrótce po śmierci męża powtórnie wyszła za mąż za Wiktora Clarka. O swoim żydowskim pochodzeniu Wesley Clark dowiedział się po 20 roku życia jak i o tym że Wiktor Clark był jego ojczymem. Tak że jeszcze w młodości gene-rał Clark dowiedział się że jest potomkiem „pokolenia rabi-nów” z Mińska (dokładnie tak powiedział w telefonicznym wywiadzie dziennikarce „Forward”, Iw Kessler). Do tego cza-su podtrzymuje on przyjacielskie stosunki z wielką żydow-ską rodziną imigrantów z Gruzji, która przedostała się do Kaliforni. Dla porządku, generał całkiem znośnie mówi po rosyjsku.

Swój pierwszy stopień otrzymał w Akademii Wojsko-wej West-Point w 1966 roku (Akademię Clark skończył z wyróżnieniem) a stopnie naukowe z filozofii, polityki i eko-nomii zdobywał na uniwersytecie Oxfordzkim gdzie uczył się, otrzymywał prestiżowe stypendium Rodsa (jak i Bill Clinton). Uczestniczył w kampanii wojennej w Wietnamie, gdzie był ciężko ranny, uhonorowany został dwoma odzna-czeniami „Purpurowe serce” i „Srebrna gwiazda”. W latach 80-tych był dyrektorem narodowego centrum przygotowań wojennych w Fort-Irwin, w stanie Kalifornia. Tu szkolili się amerykańscy żołnierze którzy później walczyli w Zatoce Perskiej. Później Clarka przenieśli do Sztabu Generalnego, gdzie od kwietnia 1994 roku do czerwca 1996 kierował Oddziałem Planowania, do jego obowiązków należało roz-pracowanie w aspekcie wojskowym porozumienia z Deyton związanych z ustabilizowaniem sytuacji w Bośni. W 1996 roku Clark nie bez protekcji prezydenta Billa Clintona a przy sprzeciwie większości w Pentagonie został wyznaczony na Szefa Sztabu Południowego Dowództwa USA z kwate-rą w Panamie. W lipcu 1997 roku Clark objął (posterunek) stanowisko Głównodowodzącego Zjednoczonych Sił Zbroj-nych w Europie z siedzibą w Brukseli.

A co myśli generał Clark, wnuk rosyjskiego żyda, na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie? W spotkaniu z dzien-nikarzami podkreśla on, jeśli Palestyńczycy w swoim prze-ciwdziałaniu Izraelowi czują sympatię (wsparcie) świata a-rabskiego, to oni werbują nie tylko mężczyzn ale i dzieci gotowe w dowolnej chwili wyjść na ulice. W dyspozycji izra-elskich służb specjalnych znajduje się wiele dowodów na to że wyżsi funkcjonariusze palestyńskiej służby bezpieczeń-stwa uczestniczą w przygotowaniu na wielką skalę akcji na terytorium Izraela. Sam Arafat stale podburza swoich ludzi do akcji przeciw ludności cywilnej (dosłownie pokojo-wej ludności) Izraela. W trwającym konflikcie, generał Clark sądzi że Izrael potrzebuje aby drogą zbrojną złamać opór i przejąć kontrolę nad terytorium autonomii palestyńskiej. Jed-nak prognozować długości palestyńskich działań partyzan-ckich nie sposób. Dywersyjno-uderzeniowe działania małych grup mogą okazać się daleko bardziej dezorganizujące niż rakietowe uderzenia Syryjczyków.

Setki wyszkolonych i znakomicie przygotowanych sym-patyków współczujących im, są gotowi przyjść im z pomo-cą.

Szczególna asymetria sytuacji według Wesley Clarka zawiera się w tym że nieporównywalne bojowe możliwości stron dziwnym sposobem wyrównywane są politycznie. W rezultacie dla Izraela każde uliczne starcie musi być takty-cznie uzasadnione i nosić charakter obronny choć arabo-wie wprost zagrażają życiu izraelitów. Dla Izraela każdy ran-ny, także wśród Palestyńczyków – to strata. Dla Palestyń-czyków każda strata to strategiczny sukces, każde starcie okazuje się starciem z najeźdźcą, pozwalające zwiększyć nacisk na Izrael, nie tylko w świecie arabskim ale i w ONZ.

Wybór strategi z uzbrojonym przeciwnikiem – uważa Clark – jest prawem każdego państwa. Obecne środki sto-sowane przez Izrael przeciw terrorystom, trudno nazwać odpowiednimi, należy je oceniać jako niedostateczne bo terroru przeciąć nie udaje się. Tak, Arabów ginie więcej niż żydów i to należy uznać za normalne. Czy ktoś sądzi że straty policyjne rozpędzające tłum muszą być równe po obu stronach? Sądząc po judeofobii nie tylko w świecie arabskim i muzułmańskim ale i w innych krajach, podsu-mowuje gen Clark, nie jednemu pokoleniu izraelitów przyj-dzie jeszcze żyć z mieczem u boku.

Morton Abramowicz z którym Clark pracował w Kosowie a teraz po prostu weteran, zostawiwszy swoje wcale nie li-che stanowisko w Departamencie Stanu (Gosdiepartament), nazwał generała prawdziwym bojownikiem, zaznaczywszy przy tym że „wojskowe doświadczenie Clarka daje mu prze-wagę w tej dziedzinie w której inni kandydaci Demokratów to całkowici profani (dyletanci).

(Tłumaczenie art. z rosyjskojęzycznego żydowskiego tygodnika „Forward”, nr 408, 19-25 wrzesień 2003 r. - tłumaczył Cezary Rozwadowski)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------




  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna