Astronomowie odkryli setki czarnych dziur



Pobieranie 0,71 Mb.
Strona1/3
Data18.04.2018
Rozmiar0,71 Mb.
  1   2   3

01.11.2007

Astronomowie odkryli setki czarnych dziur


Setki czarnych dziur, które zostały ostatnio odkryte w odległych galaktykach pyłowych przez orbitalne obserwatoria Spitzer i Chandra, mogą być częścią długo poszukiwanej brakującej populacji tych egzotycznych obiektów.

Odkrycie to wskazuje na to, że w młodym Wszechświecie istniały setki milionów czarnych dziur, co ponad dwukrotnie przewyższa dotychczas zaobserwowaną liczbę tych obiektów w odległości wielu miliardów lat świetlnych.

Mark Dickinson z National Optical Astronomy Observatory w Tucson powiedział: - We wczesnym Wszechświecie aktywne, supermasywne czarne dziury były dosłownie wszędzie. Dotychczas jednak widzieliśmy zaledwie wierzchołek góry lodowej. Obecnie dzięki obserwacjom Spitzera i Chandry góra lodowa ukazała nam swoje oblicze w całej okazałości.

Ostatnie odkrycie jest też pierwszym bezpośrednim dowodem na to, że większość, a być może wszystkie masywne galaktyki odległego Wszechświata we wczesnych etapach swego istnienia formowały w swoich jądrach monstrualne czarne dziury - wysokoenergetyczne obiekty utożsamiane z kwazarami. Struktury te są często niewidoczne z powodu otaczających je obłoków pyłu i gazu. Ujawniają one pośrednio swoją obecność przez promieniowanie podczerwone emitowane przez spływający na centralną czarną dziurę i nagrzewany do bardzo wysokich temperatur pył i gaz.

Obserwacje, prowadzone przez zespół pod kierunkiem Emanuele Daddi z Commissariat a l'Energie Atomique we Francji w ramach przeglądu nieba pod nazwą Great Observatories Origins Deep Survey, obejmowały 1000 masywnych, pyłowych galaktyk położonych w odległości od 9 do 11 miliardów lat świetlnych i będących w fazie intensywnego procesu gwiazdotwórczego. Do tej pory sądzono, że we wnętrzach tych obiektów o masach porównywalnych z masą Drogi Mlecznej nie ma kwazarów.

Dzięki bardzo czułym detektorom Spitzera udało się zarejestrować intensywne promieniowanie podczerwone w przypadku około 200 badanych obiektów. Promieniowanie to powstaje - jak już wspomniano wcześniej - w procesach zachodzących wokół centralnej czarnej dziury. Dodatkowo promieniowanie kwazara nagrzewa pył w otaczającym go kokonie materii, co powoduje dalszy wzrost mocy promieniowania podczerwonego.

Analiza danych dostarczonych przez Spitzera i Chandrę dała astronomom pewność, że obiektami, które są odpowiedzialne za obserwowane niezwykle intensywne promieniowanie X w badanych galaktykach są ukryte w obłokach pyłu i gazu kwazary. W ten sposób trwające od 30 lat poszukiwania brakującej populacji masywnych czarnych dziur zostały uwieńczone powodzeniem.

Odkrycie to ma bardzo istotne znaczenie dla lepszego zrozumienia procesu ewolucji masywnych galaktyk. Jeden z wniosków, jaki płynie z badań prowadzonych przez zespół pod kierunkiem Daddi dotyczy wpływu kolizji zachodzących między galaktykami na proces ich ewolucji.

Jak stwierdził jeden z autorów pracy, która ukaże się w listopadzie w "Astropsyhical Journal", David Alexander z Durham University: - Zdaniem teoretyków zderzenie galaktyk jest konieczne dla zainicjowania aktywności kwazara. Tymczasem wydaje się, że kwazary mogą być aktywne również w galaktykach, które w przeszłości uniknęły kolizji z innymi galaktykami.
Źródło: www.onet.pl

Syriusz mniej tajemniczy


Artystyczna wizja układu Syriusza - Syriusz A (z lewej) i Syriusz B (z prawej). Źródło: NASA

Najjaśniejsza gwiazda nieba, odległy o 8,6 lat świetlnych Syriusz odsłonił kolejną tajemnicę dzięki badaniom przeprowadzonym przez Axela Bonacica Marinovica z Uniwersytetu w Utrechcie w Holandii.

Znajdujący się w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa Syriusz jest układem podwójnym składającym się z jasnej gwiazdy ciągu głównego (Syriusz A) oraz białego karła (Syriusz B). Niektórzy naukowcy (Benest, Duvent) sugerują, że zaburzenia ruchu składników A i B wskazują na istnienie w układzie Syriusza trzeciej gwiazdy, jednak jej istnienie nie zostało do tej pory potwierdzone. O tym, że taki obiekt znajduje się w układzie Syriusza przekonani są także Dogonowie - członkowie rolniczego plemienia z Mali w Zachodniej Afryce, ale to już zupełnie inna historia.

Axel Bonacic Marinovic zajął się problemem bardzo wydłużonej orbity, po której Syriusz i jego mały towarzysz obiegają się wzajemnie. Kształt tej orbity znacznie różni się bowiem od zbliżonej do koła orbity, po której zdaniem teoretyków składniki układu powinny się obiegać w tym stadium ewolucji systemu.

Odległość pomiędzy Syriuszem A i Syriuszem B zmienia się od 1,2 miliarda do 4,7 miliarda kilometrów w trakcie trwającego 50 lat jednego obiegu składników układu wokół wspólnego środka masy. Takie wyniki nie zgadzają się z obliczeniami dotyczącymi ewolucji systemu wykonanymi przez astrofizyka Jamesa Lieberta z University of Arizona w Tucson.

Liebert twierdzi, że procesy zachodzące w układzie Syriusza w ciągu ostatnich 100 milionów lat wykluczają powstanie tak wydłużonej orbity, po której obecnie poruszają się jego składniki. Ponieważ Syriusz B był wcześniej czerwonym olbrzymem orbita, po której gwiazdy obiegały się nawzajem była ciasna do tego stopnia, że zewnętrzne warstwy atmosfery Syriusza A dotykały najwyższych warstw atmosfery towarzysza wywołując na nim efekty pływowe.

W modelu opracowanym przez Marinovica grawitacyjne perturbacje powstałe podczas największego zbliżenia Syriusza A do delikatnej otoczki czerwonego olbrzyma powodowały znaczne zwiększenie tempa utraty masy Syriusza B. Zdaniem Marinovica ten właśnie proces nierównomiernego tempa utraty masy spowodował stopniowe wydłużanie orbity układu.

Autor odkrycia uważa, że jego model pomoże rozwiązać podobne problemy związane z ekscentrycznością orbit wielu innych układów podwójnych zawierających białego karła.

Źródło: www.astronomia.pl


Jak załatać rozerwane ogniwo słoneczne w kosmosie?
Specjaliści z NASA gorączkowo opracowują plan naprawy jednej z trzech baterii słonecznych Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Zdjęcie uszkodzenia na panelu słonecznym Międzynarodowej Stacji Kosmicznej


Delikatny panel porwał się podczas rozwijania we wtorek wieczorem.

Awaria pozbawia stację części zasilania. Co gorsza, bateria może się jeszcze bardziej zniszczyć i wtedy trzeba będzie ją spisać na straty. Bez zasilania nie będzie zaś można podłączyć kolejnych modułów - w tym europejskiego laboratorium Kolumb, które ma zostać wyniesione na orbitę już za miesiąc.

Kilka dni temu astronauci z promu Discovery, którzy od tygodnia rozbudowują stację, natrafili na awarię innego panelu słonecznego. W ruchomym przegubie, który odpowiada za właściwe ustawienie baterii względem Słońca, znaleźli kawałki metalu. Ponieważ specjaliści w centrum kontroli lotów bali się, że opiłki mogą uszkodzić konstrukcję, nakazali załodze ISS zablokowanie jej. Bateria działa, ale nie mogąc podążać za Słońcem, dostarcza mniej energii. Ten problem na razie musi jednak poczekać.

W sobotę astronauci wyjdą na kolejny kosmiczny spacer i spróbują załatać rozerwany panel słoneczny. Zajmie się tym Scott Parazynski, Amerykanin polskiego pochodzenia. Dlaczego właśnie on? Nie tylko dlatego, że jest bardzo doświadczonym "kosmicznym spacerowiczem". Także dlatego, że jest wysoki, mierzy prawie 1,9 m, i ma duży zasięg ramion. A bateria znajduje się na samiutkim końcu stacji. Astronauci wymontują więc z promu specjalny dźwig i zamontują go na czubku stacyjnego żurawia używanego do przenoszenia ładunków. Parazynski stanie na szczycie tej skleconej na potrzeby akcji konstrukcji. Nie powinniśmy się jednak o niego obawiać. Podobny manewr był już wcześniej stosowany przez połączone załogi promów i stacji.

W poniedziałek Discovery odcumuje od ISS, a w środę wróci na Ziemię.
Źródło: www.gazeta.pl



  1   2   3


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna