Apolonia Starzec



Pobieranie 217,27 Kb.
Strona4/6
Data16.04.2018
Rozmiar217,27 Kb.
1   2   3   4   5   6

Side A


20.03.2006.


A.S.: Zaczął od czarnej roboty chłopak, który miał jedwabne warunki w domu, ale już wyćwiczony w obozie, pracował ciężko i o własnej ciężkiej robocie jakoś stanął na nogi. Poznał Jemenkę i to była jego pierwsza wielka miłość. Ta mu dodała wiary w życie, wiesz? Zakochał się w niej i mają cudowną rodzinę. I ma dużo dzieci, w Izraelu mieszkają, ona Jemenka, piękna, cudowna, dziewczyna, która tam zamieszkała, zgrabna, mówię ci, jak rzeźbiona. I wybrała sobie jego, no biały wiesz, dlatego. Ona nie jest czarna. Ona jest. I cudowne po dzień dzisiejszy małżeństwo i to było jego szczęście, które go spotkało po tych ciężkich trudach, ciężkiej fizycznej pracy w Izraelu, zanim się dorobił. Nie ma, nie obfituje w bogactwa. Ale jest szczęśliwym ojcem, dziadkiem, żyje. Jest już chory na serce, no jest dużo młodszy ode mnie, bo ja byłam jego nauczycielką, jak u nich mieszkałam, to mu trochę korepetycji dawałam. Już wtedy byłam, prawda, dojrzała. Przerwane studia. Jednym słowem wspaniały chłopak. No zmienił się całkowicie, „Mietek pamiętam, byłeś złośliwy, niedobry byłeś...” „No byłem niedobry.” Wąs zapuścił, mały ślad, ale to nie przeszkadzało mu, że ta dziewczyna się w nim zakochała i była cudowna małżeństwo. (...) już jest teraz na emeryturze w tej chwili. (...) I chciał tam umrzeć. Nie mając nigdy nic wspólnego z żydostwem. Tak ze od razu powiedział, zdecydował, myśmy mu tu proponowały i ja i siostra, „zostań, tu cię urządzimy”, chłopak bez niczego, wiesz, tak jak stał z obozu. Tyle, co się go trochę ubrało. Ale on nie chciał słyszeć o zostaniu tutaj.

M.C.-T.: Ale z rodziny pani taty czy ktoś przeżył? Z pani ojca rodziny?

A.S.: Nie, ten Samsonowicz, ale to była daleka rodzina. Dalekie pokrewieństwo.

M.C.-T.: A pani tę rodzinę znała, wujków pani miała jakiś? Ciotki jakieś?

A.S.: Więcej byłam przywiązana do rodziny mamy, wiesz, bardziej przywiązana, z nimi, z tamtymi, niż z tymi. Oni chyba wszyscy zginęli w tym Radomsku. Bo na przykład jeden, który był w Sosnowcu, w tym w Łodzi, z rodziną, miał żonę i jednego syna, Felek mu na imię, to zostali, w tym, przyjechali tutaj w czasie i zginęli razem z ojcem, wtedy, kiedy były, wykańczali Radomsko. Kiedy w Radomsku. Jest tam cmentarz, prawda, jest tam pomnik, prawda.

M.C.-T.: To był brat ojca?

A.S.: Brat ojca. Brat ojca. A z resztą nie mam żadnej. Miałam kontakt z rodziną mamy raczej. A ten Zygmunt, więc on był, Zygmunta też, Zygmunt wtedy też przyjechał, on tu przyjechał innym razem. Zygmunt przyjechał wtedy z Francji, przypadkowo, jak ja rodziłam starszego syna. W 1947 roku, wozili mnie z porodówki, wiesz, na salę, i patrzę, idzie mój maż w towarzystwie jeszcze jednego pana. Okazuje się, ten pan przyjechał z Francji. Był u siostry, i przyszedł, prawda, mnie odwiedzić. Pierwsze, pierwszy gość po urodzeniu mego syna. Tak że takie były zetknięcia z rodziny mamą większe miałam. Później z rodziny mamy też prawda, siostra mamy, bo było ich trzy siostry, i siostra mamy była też prawda, ożeniona z jakimś Sandomierskim, w Radomsku.

M.C.-T.: A jak miała na imię?

A.S.: Sala. Siostra Sala. I była, prawda, wyszła za mąż za Sandomierskiego. I no mówię ci, tak najmniejsze miałam kontakty z nimi. A druga siostra Cesia mieszkała w Będzinie. I wyszła za mąż też za jakiegoś, ale chasyda. I ten syn, który tutaj stoi, pochodzi od tej rodzina, ja tam nie, oni przyjeżdżali, on przyjeżdżał do nich, na wakacje, ten Zygmunt, który Ci pokazałam, ten, o, przyjeżdżał do nas, na wakacje, a ja czasami pojechałam tam. Tam zobaczyłam to getto żydowskie, w tym Będzinie. Wiesz, ta moja ciotka nosiła perukę, ten jego ojciec nosił brodę, Jego też przeszedł przez cheder, ten chłopak ten, i bardzo religijna, żydowska rodzina. Zupełnie inna. Ten chłopak też był trochę, był trochę uwięziony.

M.C.-T.: Ale on był…

A.S.: On był synem tych, tej cioci prawda, pobożnej bardzo. I zobaczyłam kawałek żydowskiej dzielnicy w Będzinie. U tej Cesi. I przypadek jest taki, ze ten jego ojciec, a mąż siostry mamy, wiesz, się nazywał Zeligier. Bez „n”, Zeligier, podobne nazwisko. Tak, ze pamiętam, on z przyjemnością do nas przyjeżdżał, bo przynajmniej mógł się, trochę wolności złapać, nie siedzieć w tym, ze tak powiem, chederze. I troszeczkę powąchać innego świata. A ja tam jechałam, no bo wypadało do cioci czasem zajrzeć. Nie mogłam tam wytrzymać. Nie mogłam tam wytrzymać. Wiesz, te przepisy, ten sposób bycia tutej o tej porze to, o tamtej porze co innego, u mamy było inaczej zupełnie, wiesz. No, ale te kontakty były między dziećmi, aha, on jeszcze miał, ten Zygmunt, miał jeszcze siostrę, która też, której też było na imię Pola, też po tej samej babci. No bo on był najstarszym wnukiem, ja byłam najstarszą wnuczką. On się przede mną urodził. Tak że myśmy we dwoje że tak powiem, w tym samym czasie się rodzili. On chłonął ten, co prawda, jemu brakowało, tego kontaktu z kulturą polską, a ja uciekałam od tej kultury, którą on był chowany. Mi tam strasznie to wszystko raziło i denerwowało.

M.C.-T.: A oni mówili w jidysz?

A.S.: Po żydowsku mówili. Bo on mówił doskonale po polsku, ten, bardzo zdolny chłopka, ma jakieś, wiesz, wykształcenie też. Ale nie o to chodzi. To Ci mówię, w rodzinach różnie bywa. Więc ona wyszła za mąż, ta Cesia, dwie siostry były, te siostry to pamiętam. A siostra rodziny to też tam było dwóch synów, ale ich nie pamiętam już, nie pamiętam. Bo już wtedy w domu nie byłam. Byłam po moim wyjeździe na studia, a to była najmłodsza siostra.

M.C.-T.: Sala.

A.S.: I zginęli wszyscy.

M.C.-T.: Tak, ta Sala?

AS.: Sala. Czy kto jeszcze jest, nie wiem. Ale dość postępowa raczej, wiesz?

M.C.-T.: A chciałam zapytać a czy pani babcia nosiła perukę?

A.S.: Babcia? Myślę, że tak. To jest chyba peruka, myślę, ze tak. Wtedy były takie czesania modne, a ona była modnie uczesana, chyba już niemłoda wtedy, ale strój też taki. Z tej epoki.

M.C.-T.: No tak, bo to jest zdjęcie, kiedy to.

A.S.: Też tam widzisz jak.

M.C.-T.: Tak, ale tu nie ma daty.

A.S.: Nie ma daty? To jest też fotokopia.

M.C.-T.: Tak. Nie wiem, kiedy to mogło być zrobione.

A.S.: Będzin, tak, napisane Będzin. Zaorski jakiś.

M.C.-T.: Tak.

A.S.: To nie wiem. To jest chyba też, bo niektóre zdjęcia mam od tego Zygmunta z Francji, które zdołałam, że tak powiem, otrzymać. Mam rodziców tego Mietka tam, wszystkich innych, własnych nic nie miałam, wszystko w getcie, nie w getcie, w Radomsku zostało spalone. Dokumenty, wszystkie te zdobyte już po wojnie. A ten wuj Zygmunt, to mówię Ci, ze tak prawda, umarł niedawno. We Francji. Miał żonę, prawda, pierwsza jego żona, z kwiatka na kwiatek. Bardzo przystojny, kochał dziewczyny. I taki obieżyświat, jak ja nazywam, świat cały zwiedził. Tak, że różne to były, prawda. I najstarszy to był Bernard, to był taki pater familias faktycznie tej reszty, jak tak podpalali papierosy w święta jakieś, był sygnał: „uciekać z tego pokoju”, rozumiesz, to on dawał wtedy, był kierownikiem, ja nie wiem. W każdym razie takie drobiazgi, ale pamiętam, byłam mała. Do freblówki już chodziłam w Radomsku, nie było przedszkola, freblówka tak zwana. A później chodziłam do gimnazjum Tak, że to ze strony matki jakoś bardziej, bardziej przywiązane byłyśmy. Nie, siostra już mniej, tylko ja raczej. Tyle jeszcze, ze potem mieszkałam w tym domu, wiesz, to ten Bernard mieszkał w tym domu, i z tego domu zabrali tą całą rodzinę, dowiedziawszy się od sąsiadki przypadkiem, wpadłam dowiedzieć się, a może ktoś żyje. Ona mówi: „Zaraz, niech pani poczeka, zaraz Mietek przyjdzie.” I przyszedł, bardzo dobry chłopak. Takie to było złośliwe. Ale to kalectwo to zrobiło.

M.C.-T.: No dobrze, to ja myślę, że może na dzisiaj to będzie wszystko. (...)
Tape 4

27.03.2006.



1   2   3   4   5   6


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna