Akademia obrony narodowej



Pobieranie 0,63 Mb.
Strona3/4
Data24.02.2019
Rozmiar0,63 Mb.
1   2   3   4
Rys. 1. Etniczno-językowy podział Ukrainy
To zróżnicowanie doskonale oddają wyniki wyborów organizowanych w niepodległej już Ukrainie po roku 1991. Niemal zawsze prorosyjskie, konserwatywne opcje polityczne otrzymywały większe poparcie w obwodach wschodnich i południowych, zaś kandydaci i partie prozachodnie, bardziej liberalne wygrywały w okręgach zachodnich i centralnych9. Słusznie zatem wskazuje Agnieszka Korniejenko, że nie ma na Ukrainie wizji modelu jednego państwa z precyzyjnie obranym kierunkiem politycznego zaangażowania w aspekcie międzynarodowym. Obie ukraińskie mentalności mają wspólny problem: brak powszechnie akceptowanej, kanonicznej wersji własnej historii, w oparciu o którą można by zbudować tożsamość nowoczesnego obywatela10. To, co głównie jednoczy wschód z zachodem kraju, to chęć posiadania własnej ojczyzny, dającej możliwości względnego samostanowienia i świętowania własnych rocznic11. Biorąc powyższe pod uwagę, trudno nie zgodzić się z poglądem, że Ukraina jest w pewnym sensie tworem sztucznym, o nieprzystających do siebie elementach etnicznych i ideologicznych, które dzieli nie tylko mentalność, ale także pamięć historyczna i odrębność religijna. Społeczeństwu ukraińskiemu brakuje w pewnym sensie wspólnoty dziejów i jednoznacznej koncepcji ich oceny12. Nie dziwi zatem także postawa wschodu względem Euromajdanu13 i brak akceptacji dla sposobu zmiany władzy – to w głównej mierze południowy-wschód wybrał Janukowycza i swojego prezydenta chciał bronić.

Strukturalne źródła i przyczyny konfliktu na Ukrainie wynikają także ze słabości władzy centralnej i ukraińskich struktur siłowych. Częściowo wynika to z krótkiego okresu funkcjonowania Ukrainy jako niepodległego państwa, przez co mechanizmy państwa demokratycznego nie zdążyły się jeszcze w pełni ukształtować. Można jednakże postawić tezę, że podstawowa przyczyna słabości władzy wynika z mentalności przywódców ukraińskiego państwa po 1991r., dla których (w większości) działalność polityczna stanowiła sposób na bogacenie się poprzez korupcyjne układy


z biznesem i zorganizowaną przestępczością. Rządy pierwszego prezydenta niepodległej Ukrainy, Leonida Krawczuka, kiedy ukraińska niezależność jeszcze się do końca nie wyklarowała, a sama władza działała dość niepewnie, nie przyniosły prężnego rozwoju ukraińskiej państwowości. Później nastąpiły dwie – jak to określa A. Korniejenko – smutne kadencje prezydentury Leonida Kuczmy, w czasie których rozrosły się oligarchiczne klany, „przedsiębiorcy” w cudowny sposób zbudowali swoje fortuny, a równocześnie po redakcjach grasowały instrukcje cenzury – słynne „temnyki”
i ginęli dziennikarze (sprawa Georgija Gongadzego
14): tak wyglądał debiut Ukrainy na europejskiej scenie15. Za kadencji Kuczmy zespolenie władzy
z biznesem stało się bardziej niż oczywiste. Za bezcen sprywatyzowano majątek państwowy. Urosła na nim ukraińska elita finansowo-przemysłowa, która z kolei zaczęła kupować swoich deputowanych, a następnie – widząc, że posłowie ci bronią bardziej własnych interesów, niż interesów opłacających ich elit – sama zaczęła przymierzać się do foteli politycznych, dających korzyści nawet większe niż samo prowadzenie biznesu. Stworzone mechanizmy polityczno-ekonomiczne dawały wręcz niegraniczone możliwości ekspansji grupom finansowo-przemysłowym tworzonym i skupionym wokół struktur władzy. Bezkarne pranie pieniędzy na masową skalę oraz korupcja16 ugruntowały się na trwałe w realiach ukraińskiego państwa17. Wszelkie zmiany polityczne służyły wtórnemu podziałowi zasobów finansowych w państwie podzielonym na sfery wpływów pomiędzy oligarchami. Nie zmieniła tego tzw. pomarańczowa rewolucja18, która wybuchła po sfałszowanych wyborach w 2004 r., choć pokładano w niej ogromne nadzieje na zmianę systemu politycznego Ukrainy. Okazała się jednak wielkim rozczarowaniem i jeszcze mocniej pogłębiła podział sceny politycznej oraz samego społeczeństwa19. Charakter systemu politycznego powodował, że do kręgów władzy próbowało dostać się coraz więcej lokalnych biznesmenów, pseudopolityków, a nawet przedstawicieli świata przestępczego. W wyborach parlamentarnych w 2002 roku uczestniczyły 33 partie i stowarzyszenia, w wyborach 2006 roku było ich już 45. Tworzyły one zaskakujące bloki polityczne i koalicje, których spójnikiem nie był zbliżony program polityczny, ale chęć odsunięcia rywali od władzy i przejęcia ich ekonomicznych stref wpływów. Przez to często dochodziło do szybkiego rozpadu nowo utworzonych rządów, częstych zmian na szczeblu szefa rządu i ministrów oraz braku kontynuacji określonej linii politycznej do momentu jej ustabilizowania20. W takich warunkach konsolidacja władzy i jej umocnienie, wprowadzenie jakichkolwiek znaczących reform oraz przeciwdziałanie zagrożeniom, takim jak separatyzm, jest niemożliwe do realizacji.

Trzeba przy tym jednak dodać, że przekazanie częściowej władzy oligarchom w niektórych obwodach Ukrainy przez nowy rząd w kwietniu


i maju 2014 roku zatrzymało rozprzestrzenienie się nastrojów separatystycznych na kolejne części Ukrainy. Ihorowi Kołomojskiemu w Dniepropietrowsku i Serhijowi Tarucie w Charkowie udało się zaprowadzić przy pomocy prywatnych środków finansowych względny spokój. Ta sama taktyka nie przyniosła niestety powodzenia w Doniecku, gdzie przez brak zdecydowania i odpowiedniego zaangażowania Rinat Achmetow21 nie dość, że nie zapobiegł separatyzmowi, to jeszcze sam stał się persona non grata
w całym Donbasie22.

Za kolejną przyczynę o charakterze strukturalnym należy uznać słabość ukraińskich struktur obronnych. Stan ukraińskich sił zbrojnych (SZU) w momencie wybuchu konfliktu odpowiadał w zasadzie stanowi systemu politycznego. Statystycznie silne i teoretycznie uzbrojone po zęby SZU od samego początku ponosiły całe serie klęsk w starciu ze znacznie słabszymi (mimo wydatnego rosyjskiego wsparcia) siłami separatystów. Stan morale najlepiej oddaje skala dezercji, szczególnie w pierwszym etapie konfliktu. Media donosiły o masowych dezercjach całych batalionów23. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko ujawnił, że po przeprowadzeniu pierwszej fazy mobilizacji zdezerterowało 30% zmobilizowanych żołnierzy24, pojawiły się także informacje o przejściu wyższych rangą oficerów na stronę separatystów25. Można przypuszczać, że znana zarówno separatystom, jak i Rosjanom faktyczna słabość ukraińskiego systemu obronnego ułatwiła podjęcie decyzji o przyjęciu rozwiązania siłowego w tym konflikcie.

Ukraińskie siły zbrojne zostały utworzone wraz z ogłoszeniem przez Ukrainę niepodległości 24 sierpnia 1991 r. na bazie jednostek sił zbrojnych byłego Związku Radzieckiego rozmieszczonych na terytorium Ukrainy. Należy podkreślić, że w dobie zimnej wojny terytorium to było jednym
z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów ZSRR. Ulokowane były tam 3 okręgi wojskowe: Przykarpacki OW, Odeski OW i Kijowski OW. O ile pierwsze dwa z nich były okręgami mało znaczącymi26, o tyle Kijowski OW był jednym z najsilniejszych i zarazem najważniejszych ze strategicznego punktu widzenia OW w całym ZSRR, czemu odpowiadał potencjał ilościowy i jakościowy27. Od momentu utworzenia Ministerstwa Obrony Ukrainy
i przyjęcia w podporządkowanie jednostek byłego ZSRR kolejni ministrowie obrony (zmieniający się bardzo często) przedstawiali własne plany ograniczenia liczebności i modernizacji SZU, przez co brakowało zasadniczej ciągłości kierunków transformacji armii. Można ocenić, że udała się jedynie redukcja ilościowa – stopniowo liczebność zmniejszała się z około 800 tys. do 310 tys. w 2000 r., niecałych 130 tys. w 2013 r., aż do nieco ponad 106 tys. żołnierzy na początku 2014 r.28 Należy jednak zaznaczyć, że wskazane deklarowane stany liczbowe nie odpowiadały stanowi faktycznemu SZU, których skalę rozkładu opisują eksperci z Ośrodka Analiz Strategicznych: do wojny obronnej […] Ukraina przystępowała rozbrojona, z niedużą, źle uzbrojoną, skorumpowaną i zdemoralizowaną armią29. Gdy w marcu 2014 r. konflikt wkroczył w fazę zbrojną, okazało się, że wbrew wielkim liczbom, Ukraina może rzucić do boju jedynie około 10 tys. żołnierzy30, uzbrojonych w zdewastowany poradziecki sprzęt. Większość uzbrojenia lotnictwa i broni pancernej nadawała się do remontu lub rozbiórki na części zamienne31, np. na około 50 myśliwców Su-27 sprawnych było jedynie kilkanaście, na 25 samolotów bojowych z krymskiej bazy Belbek do służby nadawało się tylko 432. Stopień wyszkolenia żołnierzy także był fatalny. Mimo, że około 70% kadry stanowili żołnierze zawodowi/kontraktowi, to należy wskazać, że w ciągu ostatnich dwóch dekad na Ukrainie nie zrealizowano żadnych dużych manewrów wojskowych, a środki na szkolenie ograniczano praktycznie z każdym rokiem. W wojskach pancernych tylko około 20% załóg miało odpowiednie przeszkolenie, w lotnictwie mniej niż 10%33.

Degradację sił zbrojnych Ukraina zawdzięcza krótkowzrocznym, skorumpowanym politykom i nie mniej skorumpowanym wyższym rangą oficerom. Status pozablokowy i „wielowektorowa” polityka zagraniczna (lawirowanie między Rosją a Zachodem – tzw. doktryna Kuczmy, którą kolejne rządy – świadomie lub nie – kontynuowały) miały teoretycznie zapewnić Ukrainie bezpieczeństwo, dlatego wydatki na obronność stopniowo redukowano. W efekcie oscylowały one w 2013 r. w okolicach 1% PKB, a budżet na 2014 r. także zakładał podobny poziom wydatków. Z przeznaczonej kwoty większość inwestowano w służby specjalne i Wojska Wewnętrzne MSW34. Na ich priorytetowy charakter wskazuje także fakt, że


w czasie prezydentury Janukowycza zniesiono całkowicie obowiązek powszechnej służby wojskowej w siłach zbrojnych MON, ale utrzymano go dla WW MSW.

Jeszcze gorszy od stanu osobowego i sprzętowego był stan morale SZU i mobilizowanych rezerwistów. Wspomniane już przypadki masowych dezercji można uzupełnić jeszcze o przykład żołnierzy stacjonujących na Krymie, gdzie spośród przeszło 15 tys. tylko 3 tys. zdecydowało się kontynuować służbę w SZU, reszta przeszła albo do cywila albo do armii rosyjskiej. Mimo stosunkowo dużych sił Krym oddano bez podjęcia walki, a bierność w szczególności kadry dowódczej sugeruje dość oczywiste wnioski o stanie SZU. Powszechnym zjawiskiem są próby uniknięcia mobilizacji przez rezerwistów, którzy w tym celu stosują łapówki, ukrywają się lub uciekają z kraju, także do… Rosji. Dodatkowo negatywnie na stan morale, a przede wszystkim destrukcyjnie na koncepcje prowadzenia działań przeciwko separatystom, wpływał niespotykany chyba w historii poziom infiltracji SZU przez rosyjskie służby specjalne. To prawdopodobnie silna rosyjska agentura nie dopuściła do zorganizowania oporu na Krymie, być może także powodowała odwlekanie w czasie decyzji o podjęciu działań zbrojnych przeciwko separatystom na wschodzie. Jak wskazuje C. Kosior, do historii przejdzie sprawa adm. Denisa Bierezowskiego. Mianowany dowódcą ukraińskiej Floty Czarnormorskiej w sobotę, w niedzielę przeszedł na stronę Rosji. Albo więc dobrze krył się ze swoją zdradą (trudno uwierzyć, że kupiono go dopiero po nominacji) przed zwierzchnikami, albo – co gorsza – ktoś w Kijowie dobrze o tym wiedział i przeforsował kandydaturę35.

Jedną z najważniejszych przyczyn o charakterze strukturalnym jest postawa Rosji względem Ukrainy. Polityka Moskwy względem części sąsiadów od dawna ma charakter destabilizujący, czego skutkiem była między innymi pamiętna wojna w Gruzji z 2008 roku, a obecnie konflikt zbrojny na Ukrainie. Jak wskazuje Andrzej Makowski, w rosyjskiej polityce zagranicznej, zwłaszcza militarnej, występują dwa silne elementy: swoiście pojęty mesjanizm (misja historyczna) oraz imperializm obronny36. Pierwszy z nich był szczególnie widoczny w bolszewickiej i stalinowskiej idei niesienia, nawet siłą, „zbawiennego” socjalizmu. Później tendencja ta nieco osłabła, ale wiara w rosyjskie przywództwo ideologiczne, polityczne i ekonomiczne, jeśli nie globalne, to przynajmniej w byłej strefie wpływów radzieckich, jest nad wyraz widoczna. Imperializm obronny przejawia się z kolei w dążeniu do obrony interesów rosyjskich poprzez rozszerzanie zarówno swojego terytorium (stąd aneksja Krymu), jak i strefy wpływów (stąd dalsze zaangażowanie na wschodzie Ukrainy, ale także militarna obecność np. w Syrii). Rosja bez wątpienia liczyła na to, że ład poziomnowojenny będzie nową edycją koncertu mocarstw, w nieco zmienionym układzie: USA, UE i Rosja, gdzie dominacja Moskwy miała sięgać co najmniej obszaru WNP. Tymczasem działania państw zachodnich w byłej Jugosławii, Iraku, Afganistanie, propozycje rozszerzenia NATO i UE o państwa byłego ZSRR, także działania na globalnym rynku surowców energetycznych uderzające w Rosję, uświadomiły moskiewskim przywódcom, że pozycji i przywództwa Rosji nie traktuje się do końca poważnie. Stąd prawdopodobnie decyzja o podjęciu siłowych rozwiązań w Gruzji i na Ukrainie, a także zaangażowanie w Syrii, służące demonstracji rosyjskiej siły z jednej strony i uniemożliwiające rozszerzenie zachodniej strefy wpływów z drugiej. Można postawić tezę, że działania Rosji na Ukrainie ukazują nie tyle jej siłę, ile słabość Zachodu.

Doskonale opisuje tę sytuację A. Makowski: obecną sytuację można scharakteryzować następująco: Zachód nie wyobraża sobie, co jeszcze może zrobić Rosja, natomiast Rosja doskonale wie, czego Zachód nie zrobi. Trzeba przyznać, że taki stan rzeczy stwarza niebezpieczną asymetrię37. W kontekście Gruzji i Ukrainy Rosja pokazała, że jest gotowa posunąć się do użycia jawnej przemocy zbrojnej, natomiast Zachód udowodnił, że nie jest do tego zdolny w obronie państw, które starał się wciągnąć we własną orbitę. Nie może zatem budzić zdziwienia niepokój państw bałtyckich, względem których istnieje możliwość (choć mało prawdopodobna), ze względu na stosunkowo dużą populację rosyjskojęzyczną, realizacji scenariusza ukraińskiego w celu ich destabilizacji. Jak wskazuje J. Hyndle-Hussein, państwa bałtyckie od dawna dostrzegają próby ingerencji Rosji w ich sprawy wewnętrzne38. Kwestia Ukrainy stwarza niebezpieczny precedens, wpływający bardzo niekorzystnie na stan bezpieczeństwa państw bałtyckich, ale także Polski, względem której działania rosyjskie także nie należą do przyjaznych, choć oczywiście skala zagrożenia w obu wypadkach jest znacząco różna.

Bardzo ciekawe, chociaż wymagające podjęcia głębszych badań, jest uzasadnienie postawy rosyjskiej względem sąsiadów przedstawione przez ekonomistę Michała Stopkę. Na podstawie obserwacji dynamiki zmian PKB Rosji (rys. 4.2.) stwierdził on, że Moskwa wszczyna konflikty w okresach, kiedy dynamika PKB wykazuje tendencje spadkowe.

O ile na podstawie poniższego rysunku uzasadnienie takie może budzić pewne wątpliwości w wypadku wojny z Gruzją, o tyle wydaje się uzasadnione w wypadku Ukrainy. Rosyjska gospodarka uzależniona jest od światowych cen ropy i gazu ziemnego. M. Stopka stawia tezę, że w okresach spadku cen tych surowców Rosja prowokuje konflikty zbrojne w celu ich podwyższenia i pobudzenia własnej gospodarki39. Przyjmując takie założenie, można znaleźć także uzasadnienie ekonomiczne zaangażowania Rosji w konflikcie syryjskim. Należy jednak podkreślić, że weryfikacja postawionej tezy wymagałaby szerszych badań o charakterze ekonomicznym, wykraczającym poza zakres niniejszej pracy, aczkolwiek jest ona bez wątpienia ciekawym głosem w dyskusji nad przyczynami konfliktu na Ukrainie.



Ź


ródło: M. Stopka, Prawdziwe przyczyny konfliktu Rosja-Ukraina i skutki dla polskiej gospodarki i giełdy, http://www.michalstopka.pl/przyczyny-i-skutki-konfliktu-rosja-ukraina-polska-gospodarka-i-gielda/ [dostęp: 24.05.2016]

Rys. 2. Wykres dynamiki PKB Rosji w latach 1996-2013
W aspekcie przyczyn ekonomicznych dodać należy także jeszcze kwestię niskiego standardu życia większości Ukraińców oraz ogromne rozwarstwienie społeczne. Dla przeciętnego mieszkańca Ukrainy, obserwacja działań skorumpowanych elit politycznych jest powodem do frustracji, która odpowiednio pobudzona bywa przyczyną radykalizacji nastrojów społecznych. Tak w najprostszy sposób można opisać mechanizm prowadzący do Euromajdanu, a następnie do separatyzmu donbaskiego.

Można zgodzić się z M. Urbańskim i innymi komentatorami postępowania rosyjskiego, którzy wskazują, że podstawowym celem Moskwy jest stworzenie i podtrzymanie negatywnych tendencji wewnętrznych w takich państwach jak Ukraina czy Gruzja, aby je marginalizować i uniemożliwiać integrację z Zachodem. Osamotnione i słabe, same w naturalny sposób wrócą na rosyjską orbitę wpływów. M. Urbański działania te nazywa geopolityczną ripostą Rosji w Europie – ripostą na marginalizację Rosji po rozpadzie ZSRR. Moskwa, widząc wewnętrzne niepokoje w państwach swojej dawnej strefy wpływów, wykorzystuje słabość rządów, zawirowania polityczne, rozłamy społeczne, uaktywnienie mniejszości tęskniących za wielką Rosją, w przypadku zaś Ukrainy – jej para-demokrację – próbuje niskim kosztem zdobyć to, co kiedyś utraciła za sprawą rozpadu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich40. Podobne zdanie wyraża A. Korniejenko, wskazując, że scenariusz ukraiński przypomina to, co wydarzyło się już w Abchazji, Osetii Południowej, a jeszcze wcześniej w Naddniestrzu, gdzie Rosja osiągnęła zakładane cele polityczne – trwale zdestabilizowała Gruzję i Mołdawię oraz na stałe zainstalowała u ich granic swoje siły zbrojne. Tę samą rolę spełnia Krym, gdzie baza morska w Sewastopolu, już nie dzierżawiona, ale ulokowana na „własnym” terytorium, doskonale nadaje się do realizacji celu trwalej destabilizacji, a oderwanie chociażby jednego kawałka wschodniej Ukrainy dałoby pretekst do podobnych działań w przyszłości, jednocześnie pokazując światu jak nietrwałym i niejednorodnym bytem jest Ukraina. W takich warunkach jej rozpad prawdopodobnie zostałby przez opinię międzynarodową łatwo zaakceptowany, podobnie jak szybko zaakceptowano aneksję Krymu.

Można przy tym także wskazać, że niekonsekwentna i niezdecydowana polityka państw zachodnich także w pewnym sensie przyczyniła się do wybuchu konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy, a na pewno nie doprowadziła do jego deeskalacji przed rozpoczęciem działań zbrojnych. Przy okazji po raz kolejny uwidocznił się fakt, jak bezwartościowe i kruche potrafią być zachodnie „gwarancje bezpieczeństwa”, umowy i porozumienia międzynarodowe gwarantowane przez Zachód. O ile pogardy dla międzynarodowych uregulowań można było się spodziewać ze strony Rosji,
o tyle wydawało się, że Zachód przywiązuje do tego większą wagę. Niestety jednak po raz kolejny okazało się, że partykularne interesy poszczególnych aktorów biorą górę nad jakimikolwiek „gwarancjami”. W kontekście konfliktu ukraińskiego mowa oczywiście przede wszystkim o tzw. memorandum budapesztańskim o gwarancjach bezpieczeństwa, które złamała Rosja41, a które nie pociągnęło za sobą żadnych znaczących reakcji pozostałych sygnatariuszy – gwarantów bezpieczeństwa Ukrainy. Przystępując do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej Ukraina przekazała Rosji całość posiadanego potencjału atomowego, zobowiązała się także bezwzględnie do nieprzyjmowania, nieprodukowania i nienabywania broni jądrowej. W zamian USA, Rosja i Wielka Brytania (później pod tym dokumentem podpisały się także Francja, Kanada i Chiny) obiecały Ukrainie m.in. poszanowanie niepodległości, suwerenności, nienaruszalności granic, powstrzymywanie się od użycia siły lub groźby jej użycia, powstrzymywanie się od przymusu ekonomicznego itd.42 USA zaprosiły także Ukrainę do udziału w programie Partnerstwo dla Pokoju i do współpracy z NATO, z perspektywą przystąpienia do Sojuszu. Rosyjskie „gwarancje bezpieczeństwa” były jednak od samego początku iluzoryczne43, zważywszy na stałą obecność militarną na Krymie czy też permanentną infiltrację władz i sił zbrojnych przez rosyjskie służby specjalne. „Powstrzymywanie się od przymusu ekonomicznego” brzmi jak kiepski żart, kiedy spojrzy się na politykę uzależniania i manipulowania surowcami energetycznymi, co dobitnie pokazały kryzysy lat 2004 czy 2008-2009. Stosunek Rosji do memorandum najlepiej obrazuje wypowiedź premiera Dmitrija Miedwiediewa
z 24 maja 2014 r.: Rosja nigdy nie gwarantowała integralności terytorialnej Ukrainy, jako że takie gwarancje nie są w mocy żadnego państwa. […] To, co zdarzyło się na Krymie, to sprawa absolutnie odmienna. To sam naród, uznając się za niezależną część Ukrainy, wystąpił z inicjatywą przeprowadzenia referendum, a potem na tym referendum podjął decyzję o opuszczeniu państwa – stwierdził Miedwiediew w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji Rossija-144.

Konflikt na wschodzie Ukrainy dobitnie wskazał na słabość OBWE, której mechanizmy zapobiegania konfliktom nie odpowiadają współczesnym realiom. Słusznie wskazała A. Korniejenko, że z ukraińskiego punktu widzenia mapa drogowa OBWE dla Ukrainy jest jak rozmowa ślepego z głuchym – w kontekście współczesnych relacji ukraińsko-rosyjskich realizacja warunków, mających prowadzić pragmatycznym szlakiem od logiki eskalacji ku logice kooperacji, a mianowicie: rezygnacji z przemocy, rozbrojenia, dialogu oraz przeprowadzenia wyborów prezydenckich na Ukrainie, pozostaje w sferze pobożnych życzeń (poza wyborami, które się odbyły i zostały uznane przez społeczność międzynarodową). OBWE nie posiada odpowiednich instrumentów wymuszania na państwach zachowań ukierunkowanych na deeskalację konfliktu oraz nie jest traktowana poważnie w swych działaniach, o czym świadczy porwanie jej obserwatorów przez separatystów w Słowiańsku w kwietniu 2014 r.



Także reakcję Unii Europejskiej na konflikt ukraiński należy traktować jako nieskuteczną i spóźnioną, a co najważniejsze – bardzo ograniczoną. Jak podkreśla K. Sobczyk, kryzys na Ukrainie i powstały w efekcie konflikt zbrojny były do pewnego stopnia spowodowane siłą oddziaływania Unii Europejskiej (w tym także Polski, jako przykład sukcesu)45. W pewnym sensie potencjał cywilizacyjny UE przyciągnął wektor polityczny Ukrainy, oferując wizję atrakcyjnej drogi rozwoju. Zabrakło jednak działań stanowczych, dostosowanych do ukraińskich realiów, gdzie zmianom należy poddać cały system polityczno-ekonomiczny, aby kwestia integracji była realna. Państwa członkowskie UE nie są ani chętne, ani gotowe do spełniania rozbudzonych tą siłą oddziaływania ukraińskich nadziei, mając świadomość nieuniknionej konfrontacji z Federacją Rosyjską, która wyjątkowo twardo broni wpływów na Ukrainie. Podobne zdanie wyrażają J. Felsztyński i M. Stanczew wskazując, że władze UE zapewniły Ukraińców, że popierają eurointegracyjny kurs Ukrainy, podkreśliły jednak, że nie jest ona jeszcze gotowa na wejście do Unii. Ukrainie pozostawało tylko rzucić się w „braterskie objęcia” rosyjskiego niedźwiedzia46. Nie da się ukryć, że jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy. Uzależnienie wielu sektorów gospodarki Ukrainy od Rosji powoduje, że łatwiej jest jej wrócić na orbitę rosyjską, niż wydostać się z niej do zachodniej strefy wpływów, która stawia wygórowane – jak na ukraińskie warunki – wymagania. Unia domaga się przede wszystkim reformy ukraińskiego systemu politycznego, gospodarki, finansów, podjęcia zdecydowanej walki z korupcją, wprowadzenia standardów demokratycznych oraz ochrony praw człowieka. Jednak podjęte programy pomocowe okazały się nieadekwatne do potrzeb, a w postrzeganiu części elit politycznych i wschodniego społeczeństwa – na tym etapie mniej atrakcyjne niż propozycje rosyjskie47. Poza tym, jak wynika z raportu brytyjskiej komisji parlamentarnej, UE nie zdawała sobie sprawy z tego, jak głęboka jest wrogość Rosji wobec planów Brukseli dotyczących pogłębienia relacji z Ukrainą. Według raportu stosunki między UE a Moskwą od dawna opierały się na „optymistycznym założeniu”, że Rosja zmierza w kierunku systemu demokratycznego. UE, a w konsekwencji także Wielka Brytania, są winne temu, że weszły w ten kryzys jak lunatycy – oświadczył szef komisji ds. Unii Europejskiej Izby Lordów Christopher Tugendhat48. Trudno się z tymi słowami nie zgodzić.

Słusznie podkreśla K. Sobczyk, że reakcja Unii na wydarzenia na Ukrainie, szczególnie w obliczu bezpośredniego zaangażowania rosyjskiego, prowokacyjnych działań militarnych wymierzonych już nie tylko w Ukrainę, ale w jedność Europy, a także ogólnej ostrej antyzachodniej retoryki Putina (wyrażonej nie tylko działaniem, ale także zmianami w oficjalnych dokumentach strategicznych), pozostawia wiele do życzenia i stanowi spore rozczarowanie. Unia pokazuje, że nie jest gotowa na konfrontację z Rosją, a już na pewno nie w obronie Ukrainy49. Znamienne jest ograniczenie działań instytucji wspólnotowych w miarę eskalacji konfliktu i przybierania jednoznacznego charakteru rosyjsko-ukraińskiego – przedstawiciele UE byli w widocznym zakresie zaangażowani jedynie w trakcie trwania protestów na Majdanie, później inicjatywa przeszła na przywódców części państw członkowskich, przede wszystkim Francji i Niemiec. Prawdopodobnie jedynym udanym działaniem UE w tym konflikcie była misja mediacyjna ministrów spraw wewnętrznych Polski, Francji i Niemiec, podjęta 19 lutego 2014 r., w momencie największej eskalacji przemocy ze strony służb rządowych względem protestujących na Majdanie. Mogła mieć ona istotny wpływ na podjęcie decyzji o podpisaniu porozumienia między stronami, upadek reżimu oraz deeskalację sytuacji w Kijowie, chociaż kluczowym czynnikiem był raczej twardy opór Ukraińców na ulicach stolicy i wybuchy niezadowolenia w innych miastach. Późniejsze działania były już spóźnione, ograniczone i z ukraińskiego punktu widzenia służyły raczej usankcjonowaniu rosyjskich zdobyczy oraz próbie załagodzenia konfliktu poprzez „nieprowokowanie” Putina – stąd oba porozumienia mińskie (podpisane zresztą bez przedstawicieli UE) w zasadzie nie dawały możliwości rozwiązania konfliktu i obligowały stronę ukraińską do ustępstw godzących w jej suwerenność. Nieco ostrzejsza reakcja Zachodu nastąpiła jedynie po zestrzeleniu, prawdopodobnie przez prorosyjskich separatystów przy pomocy dostarczonego z Rosji zestawu rakietowego Buk, samolotu pasażerskiego Boeing 777 linii lotniczych Malaysia Airlines, lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Mimo iż zdarzenie to było raczej tragiczną pomyłką (zginęło 198 osób, w tym liczni obywatele państw europejskich) niż działaniem zaplanowanym, to jednak nieco zmieniło podejście państw członkowskich UE i umożliwiło nałożenie ograniczonych rocznych sankcji sektorowych, dotyczących przemysłu energetycznego i zbrojeniowego oraz wybranych firm państwowych i banków50. Należy jednak podkreślić, że ograniczenie tych sankcji jedynie do nowych umów dwustronnych, z pominięciem już zawartych stanowiło wyraz ochrony partykularnych interesów poszczególnych państw (takich jak Francja, która jeszcze wtedy planowała dostarczenie Rosji okrętów desantowych klasy Mistral), przez co sankcje te nie wpłynęły w znaczący sposób na ograniczenie zdolności rosyjskich do dalszych agresywnych działań na Ukrainie. Osobną kwestią, choć nie mniej istotną z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski, jest problem ogólnej nieskuteczności Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony w rozwiązywaniu nagłych kryzysów na peryferiach Europy – konflikt ukraiński pokazał, jak wiele jeszcze jest do zrobienia w kwestii wypracowania mechanizmów decyzyjnych do użycia twardych instrumentów polityki zagranicznej UE w sytuacjach nieoddziaływujących bezpośrednio na wszystkich członków wspólnoty. Nasilający się w poszczególnych krajach członkowskich trend do renacjonalizacji bezpieczeństwa w kwestii ukraińskiej doprowadził do wyraźnych podziałów wewnętrznych i różnic, co do skali reakcji względem Rosji. Niektóre państwa (Niemcy, Francja, Włochy, Austria, Grecja, Czechy, Słowacja i Węgry) w różnych okresach wyrażały niechęć, co do pogłębiania sankcji w obawie o zagrożenie własnych interesów ekonomicznych i energetycznych. W takich okolicznościach podjęcie skutecznych działań wspólnotowych przeciwko agresywnej postawie rosyjskiej było niemożliwe.

Naczelną przyczyną o charakterze koniunkturalnym konfliktu zbrojnego w Donbasie była generalna zmiana nastrojów społecznych, będąca wynikiem całego szeregu zdarzeń, począwszy od wstrzymania procedury związanej z podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE, do aneksji Krymu przez Federację Rosyjską. Bez wdawania się w szczegóły poszczególnych zdarzeń, które w literaturze przedmiotu są obszernie opisane51, należy zaznaczyć, że konflikt zbrojny w Donbasie jest wynikiem zderzenia eurorewolucji na zachodzie z tzw. rosyjską wiosną na wschodzie Ukrainy. Słusznie zauważa Konrad Świder, że niemalże od początków protestów w ramach tzw. Euromajdanu aż do momentu wybuchu konfliktu zbrojnego, głos ludności wschodnich obwodów Ukrainy wydawał się lekceważony, szczególnie w odbiorze państw zachodnich. Z przekazu medialnego zdawała się wydobywać narracja wskazująca, jakoby głosy dobiegające z kijowskiego Majdanu Niepodległości były głosem całego narodu ukraińskiego, co było całkowicie błędne. Południowy wschód kraju obawiał się działalności Prawego Sektora52 i Swobody53 w swoich regionach i nie godził się na nią. Reakcją na tak postrzegane zagrożenie stała się mobilizacja środowisk separatystycznych, wspieranych przez Rosję. Ludność Donbasu, z której wywodził się obalony prezydent Janukowycz, w większości była przeciwna euroatlantyckim aspiracjom Ukrainy. Górnicy i hutnicy Donbasu obawiali się zachodniej konkurencji, deindustrializacji regionu, utraty miejsc pracy oraz pogorszenia stosunków z Rosją, która dla wschodnich Ukraińców nie jest krajem obcym54, ponieważ większość pamięta czasy ZSRR i darzy Rosję wielkim sentymentem. Do wielu trafia rosyjska propaganda stawiająca Zachód w roli agresora, winowajcy „zamachu stanu” na Ukrainie. Po wydarzeniach na Krymie w marcu 2014 r. na wschodzie zaczęto mówić o zagrożeniu banderowskim, powołując się na liczne oświadczenia Swobody i Prawego Sektora, że po Kijowie pójdą na wschód. J. Felsztyński i M. Stanczew wskazują, że detonatorem wybuchu rosyjskiej wiosny na południowym wschodzie stało się przyspieszone zniesienie przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawy o językach regionalnych, która rosyjskojęzycznym Ukraińcom praktycznie uniemożliwiała posługiwanie się rosyjskim jako językiem oficjalnym. Nieprzemyślana decyzja parlamentarzystów w sensie dosłownym spowodowała wybuch na Krymie oraz na południowym wschodzie i „rosyjska wiosna” rozlała się po Ukrainie przede wszystkim pod wygodnym dla Rosji hasłem obrony języka rosyjskiego i ludności rosyjskojęzycznej przed „banderowcami, którzy zagnieździli się w Kijowie”55. Po tym radykalne elementy na południowym wschodzie, inspirowane i wspomagane przez Moskwę, rozpoczęły protesty i rozruchy pozornie identyczne, jak te na zachodzie w trakcie „eurorewolucji”. Poza manifestacjami dochodziło do blokad i zagarnięć siedzib administracji obwodowej, gmachów służb bezpieczeństwa i MSW, jednak pomimo podobieństwa protesty na wschodzie stopniowo nabierały innej treści – nie chodziło już o sprzeciw czy zmianę władzy, a zaczęły pojawiać się głosy o oderwaniu od Ukrainy i przyłączaniu do Rosji. Ta zmiana to bez wątpienia wynik rosyjskich działań, które całkowicie zinfiltrowały wschodnie środowiska opozycyjne56. Stopniowo sytuacja zaczęła się zaostrzać i wymykać spod czyjejkolwiek kontroli. Dochodziło do bójek i pierwszych potyczek, antyrządowe siły zaczęły organizować się w paramilitarne formacje, uzbrajane i wyposażane ze źródeł „niewiadomego pochodzenia”. Droga do konfliktu zbrojnego stanęła wtedy otworem.

Być może eskalacji konfliktu udałoby się jeszcze wtedy uniknąć (w marcu-kwietniu 2014 r.), gdyby reakcja nowych ukraińskich władz była bardziej zdecydowana. Niestety dla Ukrainy nowe władze, które na początku marca miały jeszcze charakter tymczasowy57 i nie zdążyły się ukonstytuować, stanęły przed poważnymi dylematami, które utrudniły podjęcie decyzji o rozpoczęciu zbrojnego oporu na Krymie i w Donbasie. Ze względu na charakter konfliktu nie do końca było wtedy wiadomo, kto jest jego stroną, jaki jest jego status (separatyści, agresja zewnętrzna, a może zwykle niepokoje społeczne?) oraz jakie są zamiary przeciwników58. Wszystkie te dwuznaczności wynikały z charakteru konfliktu i sposobu jego prowadzenia przez stronę rosyjską, który odbiegał od klasycznego czy nawet asymetrycznego modelu rozwoju konfliktu. Nie mając pewności co do przeciwnika, jego sił i zamiarów, zwlekano z podjęciem działań zbrojnych. Oczywiście zwłoka ta wynikała także ze wspomnianego już, tragicznego stanu sił zbrojnych, które nie były zdolne do podjęcia skutecznych działań, czego świadomość mieli wszyscy uczestnicy konfliktu, oraz z działalności rosyjskiej agentury na Ukrainie, której przypisuje się skuteczne blokowanie przede wszystkim wszelkiego oporu na Krymie.



W tym kontekście należy przyznać rację J. Felsztyńskiemu i M. Stanczewowi, którzy stwierdzają, że zaangażowanie rosyjskie na wschodzie Ukrainy w znacznej mierze było wynikiem tego, że Ukraina oddała Krym bez walki. Autorzy stawiają tezę, że obrona półwyspu i tak nie zapobiegłaby jego stracie (ze względu na zbyt dużą ogólną dysproporcję sił), ale ruchy separatystyczne na wschodzie nie rozpoczęłyby się tak łatwo i szybko, nie ugrzązłby w nich cały Donbas59. Oczywiście co do słuszności tej tezy możemy jedynie domniemywać, jednak wątpliwości nie budzi jedna kwestia – wcześniejsza reakcja na zagrożenia, przed aneksją Krymu, dałaby możliwość przeprowadzenia skutecznej mobilizacji i odtworzenia zdolności ukraińskich struktur obronnych do prowadzenia działań zbrojnych przed zorganizowaniem się i umocnieniem struktur separatystycznych w Donbasie.

Operacja zajęcia Krymu przez Rosję w istotny sposób zmieniła charakter konfliktu z czysto politycznego na polityczno-militarny. Z formalnego punktu widzenia operacja ta nie spełnia wymagań definicyjnych konfliktu zbrojnego (a tym bardziej wojny), ponieważ nie doszło do zjawiska zorganizowanej walki zbrojnej (dochodziło jedynie do niewielkich incydentów zbrojnych). Na Krymie bez wątpienia jednak mieliśmy do czynienia z zastosowaniem siły militarnej przeciwko integralności terytorialnej Ukrainy na stosunkowo dużą skalę60, była ona jednak używana w różnych odmianach działań pośrednich – w różnej bliskości do działań bezpośrednich61. Trudno jednoznacznie określić moment rozpoczęcia operacji przez stronę rosyjską, jednak ze względu na tempo i przebieg operacji dość oczywiste jest, że została ona znacznie wcześniej zaplanowana, przygotowana i uruchomiona. Umownie jednak można przyjąć, że jej początki sięgają 21 lutego 2014 r., kiedy to przewodniczący Rady Najwyższej Krymu, Władimir Konstatinow, poinformował bezpośrednio po powrocie z Moskwy, że w przypadku zmiany władzy w Kijowie Krym może opuścić granice Ukrainy, a parlament „zmuszony będzie” znieść postanowienia z 1954 r. o włączeniu Krymu w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad62. Kiedy następnego dnia stało się jasne, że prezydent Janukowycz opuścił Kijów, Rada Najwyższa Ukrainy kilka minut po godzinie 17 przegłosowała odsunięcie go od władzy, co nie zostało dobrze przyjęte na Krymie. Począwszy od 23 lutego nasiliły się demonstracje prorosyjskiej ludności, najpierw w Sewastopolu (zakończyły się oświadczeniem o przejęciu przez separatystów władzy w mieście), następnie w Kerczu (gdzie merem miasta był obywatel Rosji Oleg Osadczij) i innych miastach Krymu. Prorosyjskie ugrupowanie Blok Rosyjski ogłosiło początek formowania oddziałów samoobrony. 25 lutego na Krym przyjechała delegacja rosyjskiej Dumy, która przywiozła ze sobą obietnicę szybkiego zjednoczenia z Federacją Rosyjską oraz rozpoczęła organizowanie wydawania obywatelom Krymu rosyjskich paszportów. Następnego dnia rozpoczął się przerzut żołnierzy i funkcjonariuszy GRU do bazy w Sewastopolu63. 27 lutego jednostki zdelegalizowanego po masakrze na Majdanie Berkutu opanowały główne punkty graniczne na Przesmyku Perekopskim, przejmując tym samym kontrolę nad lądowym ruchem granicznym między Krymem a Ukrainą kontynentalną64. Doszło zatem do blokady półwyspu w celu uniemożliwienia przerzucenia drogą lądową dodatkowych ukraińskich oddziałów na Krym, czego Kijów i tak nie miał zamiaru robić. Siły ukraińskie na półwyspie liczyły wtedy ponad 15 tys. żołnierzy, ale większość miała nastawienie prorosyjskie. Z kolei siły rosyjskie w pierwszej połowie marca liczyły już ponad 20 tys. żołnierzy65 (głównie ze składu Floty Czarnomorskiej, brygady desantowo-szturmowej oraz oddziału/pododdziału specjalnego), wspieranych przez ochotników jednostek samoobrony w sile około 6,5 tys. osób.

Po rozpoczęciu blokady prorosyjskie grupy zbrojne rozpoczęły zajmowanie budynków parlamentu i rządu Autonomicznej Republiki Krymu (ARK). Parlament przyjął uchwałę o rozpisaniu referendum w sprawie przyszłości Krymu, wybrano nowego premiera ARK, a nad budynkami rządowymi zawisły rosyjskie flagi. Jednocześnie począwszy od 27-28 lutego konflikt wszedł w nową fazę – pojawili się nieoznakowani żołnierze (tzw. zielone ludziki), których umundurowanie i wyposażenie wskazuje jednoznacznie na armię rosyjską, czemu Moskwa zdecydowanie66 zaprzeczyła. 28 lutego rosyjscy żołnierza zajmują wojskowe lotnisko w Sewastopolu. Władze Ukrainy oceniają to działanie jako „zbrojną interwencję okupacyjną”. Tego samego dnia wojskowi w mundurach rosyjskiej Floty Czarnomorskiej otoczyli ukraiński posterunek graniczny w pobliżu portu w Sewastopolu67. Dopiero po tych wydarzeniach 2 marca 2014 r. ukraiński rząd ogłosił mobilizację, żadnych konkretnych działań jednak nie podjęto, zaś 12 marca p.o. prezydenta O. Turczynow rozwiał wszelkie wątpliwości w tej kwestii, oświadczając, że ukraińska armia nie będzie się angażować na Krymie, a jej potencjał zostanie skoncentrowany na obronie wschodnich obwodów państwa i granicy z Rosją. De facto był to akt kapitulacji Ukrainy względem Rosji w sprawie Krymu. Do 10 marca siły rosyjskie i samoobrony Krymu zablokowały jednostki ukraińskie w 7 garnizonach oraz sztab ukraińskiej floty czarnomorskiej. Dodatkowo przejęto kontrolę nad 11 posterunkami granicznymi, a także nad stacjami telewizyjnymi w Symferopolu i Jałcie. Następnie po ogłoszeniu przez lokalne władze informacji o rozpoczęciu formowania sił zbrojnych Autonomii Krymu, żołnierze rosyjscy w mundurach bez odznaczeń przejęli pełną kontrolę nad lotniskiem w Symferopolu68. Dalej wydarzenia potoczyły się już błyskawicznie – 11 marca połączone zgromadzenie radnych Rady Najwyższej ARK i Rady Miejskiej Sewastopola przyjęło deklarację niepodległości Republiki Krymu69, 16 marca przeprowadzono „referendum niepodległościowe”70, 17 marca podano jego wyniki, a już 18 marca na Kremlu został podpisany traktat o włączeniu Republiki Krymu i Sewastopola do Federacji Rosyjskiej. 21 marca postanowienia traktatu weszły w życie i jeszcze tego samego dnia dokonano zmian w konstytucji Federacji Rosyjskiej, dopisując do niej dwa nowe podmioty – Republikę Krymu i miasto federalnego znaczenia Sewastopol, oba włączając do nowo utworzonego Krymskiego Okręgu Federalnego71. Błyskawiczne tempo działania władz rosyjskich wskazuje po pierwsze na doskonałe przygotowanie do aneksji, która musiała zostać zaplanowana znacznie wcześniej72, po drugie na pewne obawy co do reakcji międzynarodowej – zdecydowano o postawieniu społeczności międzynarodowej przed faktem dokonanym zanim ta podejmie zdecydowane kroki względem Rosji.

W zasadzie dopiero po faktycznej utracie Krymu premier Arsenij Jaceniuk oświadczył, że konflikt wkroczył w fazę wojskową, a minister obrony zezwolił wojskom na użycie broni, w rzeczywistości jednak do żadnych działań z użyciem broni nie doszło73. Bezkrwawe poddanie Krymu stanowi dowód na słabość Ukrainy, brak koncepcji obrony przed agresją, a także milczącą zgodę na to, że Krym można postrzegać jako terytorium bardziej rosyjskie niż ukraińskie. Moskwa na przeprowadzenie operacji wybrała bardzo korzystny czas – okres rozprężenia władzy po Euromajdanie, chaosu organizacyjnego na szczeblach administracji centralnej i lokalnej, zmian na kluczowych stanowiskach w państwie oraz eskalacji konfliktu wewnątrzukraińskiego (wschód-zachód). Do tego doszła wspomniana już słabość sił zbrojnych i całego systemu obronnego. Rosja, anektując Krym, rozwiązała szereg problemów natury strategicznej, poprawiła m.in. swoją sytuację strategiczną na Morzu Czarnym (koniec troski o dzierżawę baz, koniec ograniczeń w rozbudowie potencjału floty czarnomorskiej, ograniczenie do minimum ukraińskiego potencjału morskiego itd.) oraz arbitralnie „rozstrzygnęła” problem rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Azowskim74. Z militarnego punktu widzenia istotne jest szczególnie przejęcie większości potencjału ukraińskiej floty – Rosja zajęła 51 okrętów, pozostawiając Ukrainie 10. Operacje przejęcia baz i sprzętu miały wyjątkowo specyficzny charakter – uczestniczyły w nich połączone siły samoobrony, regularnych oddziałów rosyjskich (w niektórych atakach używane były transportery opancerzone i śmigłowce) oraz nieuzbrojonych cywilów. 28 marca rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu zameldował75, że wszystkie bazy wojskowe na Krymie znajdują się pod rosyjską kontrolą, a wszyscy żołnierze wierni Ukrainie opuścili terytorium półwyspu76.

Reakcja społeczności międzynarodowej, szczególnie Unii Europejskiej na aneksję Krymu okazała się bardzo ograniczona. Konflikt na Ukrainie i postawa Rosji wpływa bezpośrednio na stan bezpieczeństwa Unii jako całości, tym bardziej zastanawiający jest fakt bardzo ograniczonej reakcji77 i braku zgodności co do jednolitej strategii względem tego konfliktu, czy konkretniej – względem Rosji. Na łamach niemieckiego tygodnika „Die Welt” stwierdzono, że Europejczycy stoją w kącie jak zagubieni widzowie, podczas gdy pod drzwiami UE rozgrywa się największy dramat od czasów rozpadu Jugosławii. UE sprawia wrażenie „kurnika”. „Europa Wschodnia


i Szwecja domagają się maksymalnej twardości (wobec Rosji), kraje na południu Europy nie chcą mieć z tym nic wspólnego, Wielka Brytania lawiruje, a kraje takie jak Niemcy i Francja znalazły się pomiędzy liniami frontu” – czytamy w „Die Welt”
78. Jak podkreślają komentatorzy, Putin dobrze wie o tym, co dzieje się w Europie. W swoich działaniach stale, co najmniej o krok, wyprzedza USA i UE. „Dotychczas Putin nie cofnął się nawet o milimetr. Wschodnia Ukraina ulega erozji, Europejczycy się temu przyglądają, a rosyjski naród zbiera się wokół prezydenta” – konkluduje niemiecka gazeta79. Słusznie zauważa A. Korniejenko, że w kontekście konfliktu na Ukrainie, odległość od granic Federacji Rosyjskiej jest odwrotnie proporcjonalna do przejawianych obaw co do własnego bezpieczeństwa, a tym samym do podejmowania znaczących kroków i reakcji. Poza tym Putin ma w Europie swoich „przyjaciół”, osoby jawnie lobbujące na rzecz Rosji. Putin zwerbował takiego rzecznika swoich interesów, jak były kanclerz Gerhard Schröder, który stał się jego nieformalnym obrońcą i ambasadorem nie tylko w Niemczech. […] Dobrym przykładem jest Francja, gdzie Marine Le Pen otwarcie podziwia rosyjskiego prezydenta, powołując się na jego sądy jak na autorytet, mimo że o Putinie można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że szanuje i poważa Europę i jej model rozwojowy80.

W okresie kryzysu krymskiego we wschodnich obwodach Ukrainy nasiliły się antyrządowe, prorosyjskie wystąpienia ludności, których model rozwojowy przypomina wydarzenia na Krymie. Stąd teza, że były one inspirowane i organizowane przy wsparciu (a nawet z inicjatywy) Moskwy jest wysoce prawdopodobna. Można założyć, że bezkrwawe i szybkie zajęcie Krymu dało Rosji asumpt do pójścia za ciosem w dalszym destabilizowaniu Ukrainy. Eskalacja nastrojów separatystycznych, pozostająca w bezpośrednim związku z aneksją Krymu, doprowadziła na początku kwietnia do wybuchu prorosyjskiej rebelii. Schemat działania przypominał scenariusz krymski: pojawienie się zielonych ludzików oraz grup zbrojnych (nie)wiadomego pochodzenia tworzących samozwańczą tzw. samoobronę81, zajęcie przez „nieznanych sprawców” Rad Obwodowych, siedzib Służby Bezpieczeństwa lub budynków MSW, zarekwirowanie broni i ogłoszenie samozwańczych władz, w których imieniu działają oddziały samoobrony. Media donosiły o profesjonalnym przygotowaniu organizacyjnym uzurpatorów, o działaniach, na które początkowo nie było reakcji ze strony ukraińskich służb porządkowych czy wojska. Zgodnie z tym scenariuszem 7 kwietnia, dzień po masowych demonstracjach w Doniecku, separatyści z organizacji Ludowa Milicja Donbasu proklamowali powstanie Donieckiej Republiki Ludowej (DRL), a 27 kwietnia w podobnych okolicznościach proklamowano „niepodległość” Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL).

11 maja w obu zbuntowanych obwodach odbyło się propagandowe referendum niepodległościowe, nieuznawane przez władze ukraińskie i społeczność międzynarodową82. Dopiero po tych wydarzeniach Kijów zdecydował się na ogłoszenie rozpoczęcia operacji zbrojnej wymierzonej w separatystów, zatem powstanie tych tzw. republik separatystycznych należy traktować jako przyczynę okazjonalną konfliktu zbrojnego na Ukrainie83.

Po tych wydarzeniach społeczność międzynarodowa podjęła pewne kroki w celu deeskalacji napięcia, teraz już nie tylko wokół Krymu, lecz przede wszystkim w Donbasie. 17 kwietnia w Genewie szefowie dyplomacji Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Unii Europejskiej przyjęli wspólną deklarację zawierającą listę kroków, które miały prowadzić w stronę zakończenia konfliktu84, miała ona jednak charakter bardzo ogólnikowy, dający stronom konfliktu szerokie pole interpretacji zapisów, w tym kluczowego sformułowania „wszystkie strony” konfliktu. Prawdą jest, że żaden z uczestników tego spotkania od momentu rozpoczęcia nie wiązał z nim wielkich nadziei na znaczące pozytywne efekty. Dokument z Genewy nie oznaczał przełomu w kryzysie na Ukrainie ani nie świadczył, że jego sygnatariusze porozumieli się w sprawie normalizacji sytuacji. Tym samym porozumienie nie miało realnego wpływu na dalszy rozwój kryzysu na wschodzie Ukrainy. Co więcej, podpisane porozumienie było w zasadzie wyłącznie rosyjskim sukcesem. Po pierwsze, zawarto w nim rosyjską interpretację konfliktu w Donbasie jako konfliktu wewnątrzukraińskiego (Rosja nie została uznana jako strona, mimo ewidentnego zaangażowania politycznego85 i militarnego), po drugie – zobowiązano rząd w Kijowie do nieużywania siły wobec uzbrojonych separatystów, a Zachód do wpływania na rząd ukraiński w tym kierunku. Rosja, jako sygnatariusz tego porozumienia, nieuwzględniony jako strona konfliktu, zyskała możliwość ingerowania w proces ukraińskiej reformy w roli swoistego recenzenta. Jednakże największym sukcesem Rosji na tym etapie wydaje się całkowite pominiecie w treści porozumienia kwestii Krymu, co zostało odebrane jako wyraz akceptacji społeczności międzynarodowej dla aneksji, nawet sama Ukraina wydawała się powoli godzić z tym faktem. Z punktu widzenia Moskwy oznacza to uznanie, że kwestia statusu półwyspu jest zamknięta i jego rewizja nie warunkuje zakończenia konfliktu. W dokumencie nie znalazł się także podnoszony przez zachodnią i ukraińską dyplomację postulat wycofania rosyjskich wojsk skoncentrowanych na granicy rosyjsko-ukraińskiej86, co później wpłynęło na przebieg działań zbrojnych w Donbasie i niepowodzenie operacji przeciw separatystom. Rosja skrzętnie wykorzystała krótki rozejm zawarty na czas rozmów w Genewie do przegrupowania sił i umocnienia pozycji separatystów tak, aby łatwiej mogli uzyskać wsparcie rosyjskich grup dywersyjno-zwiadowczych, operujących w strefie przygranicznej. Zatem rozmowy w Genewie okazały się całkowitą porażką społeczności międzynarodowej, która tylko poprawiła położenie rosyjskie na poziomie strategicznym.



Podsumowując, z polemologicznego punktu widzenia przyczyny konfliktu zbrojnego na Ukrainie mają złożony i wielowymiarowy charakter, daleko wykraczający poza kwestię rezygnacji z podpisania umowy stowarzyszeniowej i Euromajdan. Powyższe rozważania nie wyczerpują problemu, stanowią jedynie jego zarys, ogólne ujęcie czynników wiodących do wybuchu konfliktu zbrojnego w Donbasie.


1   2   3   4


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna