Agatha christie



Pobieranie 1,09 Mb.
Strona8/19
Data24.10.2017
Rozmiar1,09 Mb.
1   ...   4   5   6   7   8   9   10   11   ...   19

Herkules Poirot przyglądał się temu spokojnemu mężczyźnie o ciemnej cerze i miłym niskim glosie.

Szczupły i śniady, był wyraźnie zmęczony.

- Być może zna pan, panie Poirot, tygodnik "X-ray News"?

- Wpadł mi kiedyś w ręce - przyznał Poirot, rumieniąc się lekko.

- Więc orientuje się pan mniej więcej w jego zawartości - rzekł premier. - Prawie same oszczerstwa. Cięte felietony naszpikowane aluzjami do sensacyjnych tajemnic politycznych. Niektóre prawdziwe, niektóre nieszkodliwe... ale wszystko podane w pikantnym sosie. Czasami jednak... - przerwał, po czym ciągnął nieco zmienionym głosem: - Czasami to coś więcej.

Herkules Poirot nie odezwał się. Ferrier mówił dalej: - Od dwóch tygodni wspominają o bliskim ujawnieniu wielkiego skandalu w "najwyższych kołach politycznych". "Zdumiewające rewelacje o korupcji i nadużyciu władzy".

- Pospolity chwyt - wtrącił Poirot, wzruszając ramionami. - Tyle że kiedy już owe rewelacje ukazują się drukiem, zwykle rozczarowują amatorów sensacji.

- Te ich nie rozczarują - stwierdził sucho Ferrier.

- A więc pan wie, co to mają być za rewelacje? - zapytał Herkules Poirot.

- Nawet dosyć dokładnie.

Edward Ferrier zamilkł na chwilę, po czym mówił dalej. Dokładnie, metodycznie, przedstawił całą historię.

Nie była to historia budująca. Bezwstydne szykany, machinacje giełdowe, sprzeniewierzenia funduszy partyjnych. Zarzuty kierowano pod adresem byłego premiera, Johna Hammetta. Przedstawiały go jako nieuczciwego łajdaka, oszusta na gigantyczną skalę, który wykorzystując swoją pozycję, dorobił się olbrzymiej fortuny.

Gdy wreszcie spokojny głos premiera ucichł, minister spraw wewnętrznych jęknął.

- To potworne, potworne! - wyrzucił z siebie. - Tego, który redaguje tego szmatławca, tego Perry'ego, powinno się rozstrzelać!

- A te tak zwane rewelacje mają się ukazać w "X-ray News"? - zapytał Herkules Poirot.

- Tak.


- Jakie kroki proponuje pan poczynić w tej sprawie?

- Ich atak jest wymierzony w Johna Hammetta -odparł powoli Ferrier. - Może on wystąpić do sądu i skarżyć gazetę za oszczerstwo.

- Czy zrobi to?

- Nie.


- Dlaczego?

- Bardzo prawdopodobnie, że o to właśnie chodzi tym z "X-ray News". Byłaby to dla nich kolosalna reklama. Broniliby się rzetelnością zawodową i tym, że ich stwierdzenia są prawdziwe. Cała ta sprawa nie schodziłaby z centrum uwagi publicznej.

- Gdyby jednak wyrok okazał się dla nich niekorzystny, to kary byłyby nader surowe.

- Ale wcale nie musi być dla nich niekorzystny - stwierdził Ferrier powoli.

- Dlaczego?

- Doprawdy, moim zdaniem... - wtrącił sir George afektowanym tonem, lecz Edward Ferrier mówił już dalej: - Dlatego, że to, co zamierzają wydrukować... to prawda.

Z piersi sir George'a wydarł się jęk oburzenia 'na tak nieparlamentarną szczerość premiera.

- Edwardzie, mój drogi! - zakrzyknął. - Chyba nie przyznajemy...

Przez zmęczoną twarz Edwarda Ferriera przemknął cień uśmiechu.

- Niestety, George, są takie chwile, kiedy trzeba wyjawić całą prawdę. To właśnie jest taka chwila.

- Rozumie pan, panie Poirot, że wszystko to jest wyłącznie między nami - zawołał sir George. - Ani słowo...

- Pan Poirot rozumie - przerwał mu Edward Ferrier.

- Ale być może nie rozumie czego innego - ciągnął powoli. - Chodzi tu o przyszłość partii ludowej. John Hammett, panie Poirot, był uosobieniem partii ludowej. Symbolem tego, co partia nasza reprezentuje wobec narodu - przyzwoitości i uczciwości. Nikt nie posądza nas o błyskotliwość. Błądziliśmy i zbaczaliśmy z drogi. Ale, jak każe tradycja, zawsze dawaliśmy z siebie wszystko i zawsze przyświecała nam podstawowa zasada uczciwości. Nasze nieszczęście polega na tym, że ten, kto był naszym przywódcą, ten uczciwy człowiek z ludu par excellence, okazał się jednym z największych oszustów naszego pokolenia.

Sir George znów jęknął.

- Pan o tym nic nie wiedział? - zapytał detektyw. Przez zmęczoną twarz znów przemknął nikły uśmiech.

- Może pan nie uwierzy, panie Poirot, ale byłem równie nieświadomy, jak wszyscy inni. Nigdy nie mogłem zrozumieć dziwnej rezerwy, z jaką moja żona odnosiła się do swojego ojca. Teraz już rozumiem. Znała jego prawdziwą naturę.

Przerwał, a po chwili mówił dalej: - Kiedy prawda zaczęła wychodzić na jaw, byłem przerażony, nie wierzyłem w to. Wymogliśmy na moim teściu, aby ustąpił ze stanowiska podając jako powód zły stan zdrowia, i przystąpiliśmy do, że tak powiem, generalnych porządków.

Sir George jęknął.

- Stajnie Augiasza!

Poirot drgnął.

- Obawiam się, że zadanie to okaże się dla nas zbyt herkulesowe - powiedział Ferrier. - Kiedy fakty przedostaną się do wiadomości publicznej, cały kraj zaleje fala potępienia. Rząd upadnie. Zostaną rozpisane wybory powszechne i według wszelkiego prawdopodobieństwa Everhard i jego partia powrócą do władzy. Zna pan program Everharda.

- Podżegacz! - wykrztusił sir George. - Nic tylko podżegacz!

- Everhard jest zdolny, ale nierozważny, wojowniczy i zupełnie pozbawiony taktu. Jego stronnicy są niezdecydowani i nie nadają się do piastowania funkcji rządowych... praktycznie mielibyśmy w kraju dyktaturę.

Herkules Poirot pokiwał głową.

- Gdyby tylko udało się wyciszyć tę sprawę... - kwiknął sir George.

Premier powoli potrząsnął głową. Był to gest porażki.

- Nie wierzy pan, że uda się to wyciszyć? - powiedział detektyw.

- Zwróciliśmy się do pana jako do ostatniej deski ratunku, panie Poirot - rzekł Ferrier. - Moim zdaniem to zbyt poważna sprawa, zbyt wiele osób o niej wie, by udało się ją utrzymać w tajemnicy. Mówiąc bez ogródek, mamy do wyboru dwie metody: użycie siły albo przekupstwo... ale nie ma raczej szans, żeby się to powiodło. Minister spraw wewnętrznych porównał nasze kłopoty do oczyszczania stajni Augiasza. Ta sprawa, panie Poirot, wymaga energii wezbranej rzeki, wyzwolenia potężnych sił przyrody... inaczej mówiąc - cudu.

- Innymi słowy, potrzebny tu Herkules - dorzucił Poirot z zadowoleniem kiwając głową. - Przypominam, że mam na imię Herkules.

- Czy potrafi pan czynić cuda, panie Poirot? - zapytał Edward Ferrier.

- To przecież dlatego posłał pan po mnie, czyż nie? Myślał pan, że potrafię?

- Tak, to prawda... Uświadomiłem' sobie, że tylko jakiś fantastyczny i zgoła nieszablonowy pomysł może rokować szansę ratunku.

Zamilkł na dłuższą chwilę, po czym rzekł:

- Ale może pan podchodzi do tej sprawy z punktu widzenia etyki, panie Poirot? Skoro John Hammett był oszustem, należy zburzyć legendę Johna Hammetta. Czy można budować uczciwy dom na nieuczciwych fundamentach? Nie wiem. Wiem jednak, że chciałbym spróbować.

Uśmiechnął się z nagłą goryczą. Polityk chce się utrzymać na stołku... jak zwykle z najszlachetniejszych pobudek.

Herkules Poirot powstał.

- Monsieur, moje doświadczenia z lat pracy w policji nie pozwalają mi mniemać zbyt wysoko o politykach. Gdyby John Hammett nadal piastował urząd, nie kiwnąłbym nawet palcem, nawet najmniejszym palcem. Wiem coś jednak o panu. Pewien wielki człowiek, jeden z największych naukowców i umysłów epoki, powiedział mi, że jest pan człowiekiem przyzwoitym. Zrobię, co w mojej mocy.

Skłonił się i wyszedł z pokoju.

- Ze wszystkich impertynentów... - wybuchnął sir George, lecz Edward Ferrier przerwał mu z uśmiechem:

- To był komplement.


II
Na schodach Herkulesa Poirot zatrzymała wysoka, jasnowłosa kobieta.

- Czy mógłby pan zajrzeć do mnie, panie Poirot? - zapytała.

Detektyw ukłonił się i ruszył za nią. Zamknęła drzwi, wskazała mu fotel i poczęstowała go papierosem. Sama usiadła naprzeciwko.

- Widział się pan właśnie z moim mężem - odezwała się spokojnie. - Powiedział panu... o moim ojcu.

Poirot przyglądał jej się z uwagą. Była kobietą wysoką, wciąż jeszcze przystojną; twarz miała inteligentną, z charakterem. Pani Ferrier była postacią bardzo popularną. Jako żona premiera, naturalnie znajdowała się w centrum uwagi publicznej. Ale jeszcze większą popularnością cieszyła się jako córka swego ojca. Dagmar Ferrier była uosobieniem powszechnego ideału angielskiej kobiecości.

Była oddaną żoną, dobrą matką i podzielała zamiłowanie męża do życia na wsi. Swoje zainteresowania zwróciła w stronę tych dziedzin życia publicznego, które powszechnie uważa się za odpowiednie pole działania dla kobiet. Ubierała się dobrze, lecz nigdy ostentacyjnie modnie. Większość czasu i sił poświęcała działalności dobroczynnej na wielką skalę. Opracowała specjalne plany pomocy dla żon bezrobotnych. Szanowana przez cały naród, była chlubą i ozdobą partii.

- Z pewnością jest pani bardzo zmartwiona - rzeki Herkules Poirot.

- O tak, nawet pan sobie nie wyobraża jak bardzo. Bałam się tego od lat.

- Nie zdawała pani sobie sprawy, co się dzieje? - spytał Poirot.

Potrząsnęła głową.

- Nie, nie miałam pojęcia. Widziałam tylko, że mój ojciec nie jest... nie jest taki, za jakiego wszyscy go mają. Już od dziecka wiedziałam, że... że jest oszustem.

Jej głęboki głos był pełen goryczy.

- Przez małżeństwo ze mną Edward... Edward straci wszystko.

- Czy ma pani jakichś wrogów, madame? - zapytał spokojnie detektyw.

Spojrzała na niego, zaskoczona.

- Wrogów? Nie sądzę.

- A ja myślę, że tak - oświadczył Poirot z zadumą. Po chwili mówił dalej: - Czy jest pani odważna, madame? Toczy się wielka kampania... przeciwko pani mężowi... i przeciwko pani. Musi się pani przygotować do obrony.

- Nieważne, co ze mną! - zawołała. - Ważne, co z Edwardem!

- Jedno związane jest z drugim -stwierdził Poirot.

- Proszę pamiętać, że jest pani żoną Cezara.

Widział, jak rumieniec odpływa z jej twarzy. Nachyliła się ku niemu.

- Co pan chce przez to powiedzieć?


III
Percy Perry, redaktor "X-ray News", siedział za biurkiem, paląc papierosa.

Był to mały człowieczek o twarzy łasicy.

- Wywleczemy wszystkie brudy, niech mają - mówił cichym służalczym głosem. - Wspaniale, to dopiero będzie zabawa!

Jego zastępca, szczupły młody człowiek w okularach, odezwał się z niepokojem:

- Nie jesteś zdenerwowany?

- Sądzisz, że wezmą się za ostro? To nie oni. Zresztą dobrze by na tym nie wyszli. Za dobrze się przygotowaliśmy... i w kraju, i na kontynencie, i w Ameryce.

- Pewnie siedzą jak na szpilkach - powiedział młody człowiek. - Myślisz, że nic nie zrobią?

- Wyślą kogoś z jakąś gładką bajeczką... Rozległ się dzwonek telefonu. Percy Perry podniósł słuchawkę.

- Kto? Dobra, przyślij go tu.

Odłożył słuchawkę i wyszczerzył zęby.

- Wzięli sobie tego nadętego belgijskiego detektywa. Idzie tu właśnie. Będzie chciał się z nami dogadać.

Wszedł Herkules Poirot. Nienagannie ubrany, w butonierce miał białą kamelię.

- Miło mi pana poznać, panie Poirot - odezwał się Percy Perry. - Wybiera się pan na gonitwę w Ascot? Nie? Przepraszam.

- Pan mi pochlebia - odrzekł Herkules Poirot. - Człowiek chciałby dobrze wyglądać. Jest to szczególnie ważne - niewinnym wzrokiem obrzucił twarz i niechlujny ubiór redaktora - jeżeli ma się niezbyt wiele wrodzonych atutów. - Co pana do mnie sprowadza? - zapytał krótko Perry.

Poirot pochylił się, poklepał go po kolanie i oświadczył z promiennym uśmiechem:

- Szantaż.

- Szantaż? O co panu chodzi, do diabła?

- Słyszałem - powiedział mi to mały ptaszek - że czasami, gdy miał pan opublikować jakieś kompromitujące informacje w swoim jakże spirituel piśmie, pańskie konto wzrastało o wcale miłą sumkę... natomiast informacje te nigdy się nie ukazały.

Poirot odchylił się do tyłu i z zadowoleniem pokiwał głową.

- Zdaje pan sobie sprawę, że pańskie aluzje to właściwie potwarz?

Detektyw uśmiechnął się z pewnością siebie.

- Jestem pewien, że pan się nie obraził.

- Owszem, obraziłem się! Jeśli chodzi o szantaż, to nie ma dowodów, że kiedykolwiek kogoś szantażowałem.

- Ależ nie, tego jestem pewny. Pan mnie źle zrozumiał. Ja panu wcale nie grożę. Był to tylko wstęp do prostego pytania. Ile?

- Nie wiem, o czym pan mówi - odrzekł Percy Perry.

- O sprawie wagi państwowej, monsieur Percy.

Wymienili znaczące spojrzenia.

- Jestem reformatorem, panie Poirot. Chcę doprowadzić do oczyszczenia polityki. Jestem przeciwnikiem korupcji. Czy wie pan, w jakim stanie jest polityka w tym kraju? Ni mniej, ni więcej, tylko stajnie Augiasza.

- Tiens!* - mruknął Herkules Poirot. - Pan także używa tego określenia.

- A do oczyszczenia tych stajni - ciągnął dziennikarz - potrzeba oczyszczającej fali opinii publicznej.

Herkules Poirot wstał.

- Gratuluję poglądów - powiedział. - Szkoda jednak, że nie odczuwa pan braku gotówki.

- Zaraz, chwileczkę - wtrącił pośpiesznie Percy Perry. - Nie mówiłem, że...

Ale Herkules Poirot był już za drzwiami. Później tłumaczył się, że nie lubi szantażystów.


IV
Everitt Dashwood, pogodny młodzieniec z redakcji "The Branch" wesoło poklepał Herkulesa Poirot po plecach.

- Są brudy i brudy, mój drogi - oświadczył. - Tyle że moje brudy to czyste brudy.

- Nie porównywałem pana, bynajmniej, do Percy'ego Perry.

- Cholerna pijawka! Czarna owca naszego zawodu. Chętnie byśmy go wszyscy utrącili, gdyby się tylko dało.

- Tak się składa, że pracuję w tej chwili nad pewną drobną sprawą związaną z uniknięciem skandalu politycznego - powiedział detektyw.

- Czyszczenie stajni Augiasza, co? - wtrącił Dashwood. - To za dużo jak na pana, mój drogi. Jedyna nadzieja to zmienić bieg Tamizy tak, żeby zmyła gmach parlamentu.

- Jest pan cynikiem - stwierdził Poirot, kiwając głową.

- Znam świat, to wszystko. - Myślę, że jest pan człowiekiem, jakiego mi potrzeba - oświadczył Poirot. - Jest pan z natury lekkomyślny, koleżeński i lubi pan rzeczy nietypowe.

- A zakładając, że to prawda?

- Chciałbym wprowadzić w życie pewien plan. Jeżeli się nie mylę, to zdemaskujemy sensacyjny spisek. Będzie to, przyjacielu, wymarzony materiał dla pańskiej gazety.

- Czemu nie? - odrzekł Dashwood radośnie.

- Chodzi tu o nieprzyzwoity spisek wymierzony w pewną kobietę.

- Coraz lepiej. Seks zawsze ma wzięcie.

- Więc niech pana siada i słucha.


V
Ludzie gadali.

W oberży "Pod Gęsią i Piórami" w Little Wimplington.

- Nie, ja w to nie wierzę. John Hammett zawsze był uczciwym człowiekiem, o tak. Nie tak, jak ci inni od polityki.

- To samo mówią o wszystkich kanciarzach, zanim ich się nie rozgryzie.

- Powiadają, że na tej nafcie z Palestyny zarobił tysiące. A to był normalny szwindel.

- Oni wszyscy tacy sami. Parszywi oszuści, sztuka w sztukę.

- Everhard by czegoś takiego nie zrobił. On jeszcze ze starej szkoły.

- Coś mi się jednak nie wydaje, żeby John Hammett był taki zły. Nie należy wierzyć w to, co piszą w gazetach.

- Żona Ferriera to jego córka. Czytałeś, co tam o niej piszą?

Pochylili się nad wymiętoszonym egzemplarzem "X-ray News".

Żona Cezara? Jak się dowiadujemy, pewną damę z wysokich kół politycznych widziano niedawno w bardzo dziwnym miejscu. Razem z jej żigolo. Oj, Dagmar, jak mogłaś być taka niegrzeczna?

- Pani Ferrier nie jest taka - odezwał się nagle powolny, typowo wiejski głos. - Żigolo? To przecież jeden z tych wszawych makaroniarzy.

- Z kobietami nigdy nie wiadomo - rzekł inny. - Ja tam uważam, że one wszystkie to nic dobrego.
VI
Ludzie gadali.

- Ależ kochanie, uważam, że to szczera prawda. Naomi słyszała o tym od Paula, a on od Andy'ego. Ona jest zupełnie zdeprawowana!

- Ale zawsze przecież była taka skromnie ubrana, taka na miejscu.

- Zwykły kamuflaż. Powiadają, że to nimfomanka. Masz pojęcie! To wszystko jest w "X-ray News". No, może nie dosłownie, ale to można wyczytać pomiędzy wierszami. Nie mam pojęcia, skąd oni się dowiadują takich rzeczy.

- A co myślisz o politycznej stronie tego skandalu? Mówią, że jej ojciec zdefraudował fundusze partyjne.
VII
Ludzie gadali.

- Nawet mi się nie chce o tym myśleć, pani Rogers. Ja zawsze uważałam, że pani Ferrier to taka porządna kobieta.

- Myśli pani, że to rzeczywiście prawda?

- Właśnie mówię, że nie chce mi się nawet o niej myśleć w ten sposób. Przecież zaledwie w czerwcu otwierała bazar w Pelchester. Stałam tak blisko niej, jak do tej kanapy. I miała taki miły uśmiech.

- Prawda, ale ja stale powtarzam, że nie ma dymu bez ognia.

- Oczywiście, to prawda. Wygląda na to, pani kochana, że nikomu już nie można wierzyć!


VIII
Edward Ferrier, z pobladłą i napiętą twarzą, mówił do Poirota:

- Te ataki na moją żonę! To obelżywe... po prostu obelżywe! Zamierzam podać tego złośliwego szmatławca do sądu.

- Odradzałbym to panu - rzekł Herkules Poirot.

- Ale trzeba położyć kres tym ohydnym kłamstwom.

- Czy jest pan pewien, że to kłamstwa?

- Do diabła, oczywiście, że tak.

- A co na to pańska żona? - zapytał Poirot z przekręconą na bok głową.

Przez chwilę Ferrier był wyraźnie zaskoczony.

- .Mówi, że najlepiej nie zwracać na to uwagi... Ale ja nic potrafię... Wszyscy o tym gadają.

- Właśnie, wszyscy gadają - przyznał detektyw.


IX
Po pewnym czasie wszystkie gazety zamieściły krótką lakoniczną notatkę:

Pani Ferrier przeżyła lekkie załamanie nerwowe, w związku z czym udała się na wypoczynek do Szkocji.

Domysły, pogłoski... nawet stuprocentowe informacje, że pani Ferrier nie pojechała do Szkocji, że nigdy tam nie była.

Opowieści, skandaliczne opowieści o tym, gdzie naprawdę jest pani Ferrier...

I znowu ludzie gadali.

- Mówię ci, Andy ją widział na własne oczy. W tej odrażającej knajpie! Była pijana, a może pod wpływem narkotyków... i z tym swoim Okropnym żigolakiem z Argentyny, Ramonem. Masz pojęcie? Więcej plotek.

Pani Ferrier uciekła z argentyńskim tancerzem. Widziano ją w Paryżu, naszpikowaną narkotykami. Zażywa je od lat. Pije jak ryba.

Stopniowo praworządni obywatele Anglii, którzy początkowo nie wierzyli w te opowieści, zwrócili się przeciwko pani Ferrier. Wyglądało na to, że coś w tym musi być! Taka kobieta nie była odpowiednią partią dla premiera. "To nierządnica, po prostu nierządnica!"

Następnie pojawiły się zdjęcia. Pani Ferrier sfotografowana w Paryżu - leżąca w nocnym lokalu, obejmująca ramiona śniadego, niesympatycznie wyglądającego młodego człowieka.

Inne zdjęcia - na wpół rozebranej na plaży, z głową na ramieniu tego lwa salonowego. Poniżej podpis: "Pani Ferrier dobrze się bawi..."

Dwa dni później "X-ray News" oskarżono o oszczerstwo.

Rozprawę otworzyło przemówienie oskarżyciela, sir Mortimera Inglewooda, odznaczonego tytułem Doradcy Królewskiego. Był pełen godności i słusznego oburzenia. Pani Ferrier to ofiara nikczemnego spisku, spisku, który można porównać jedynie ze słynną sprawą naszyjnika królowej, znaną czytelnikom Aleksandra Dumasa. Tamten spisek uknuto, by obniżyć prestiż królowej Marii Antoniny w oczach narodu Francji. Podobnie i ten spisek zaplanowano z zamiarem poniżenia szlachetnej i prawej kobiety, zajmującej w swym kraju pozycję żony Cezara. Sir Mortimer z goryczą wyrzekał na faszystów, którzy uciekając się do najpodlejszych machinacji usiłują podważyć demokrację. Następnie przeszedł do powoływania świadków.

Pierwszym z nich był biskup Northumbrii, doktor Henderson.

Był on jedną z najbardziej znanych osobistości Kościoła anglikańskiego, człowiekiem wielce prawym i świątobliwym. Ten doskonały kaznodzieja o otwartym umyśle, tolerancyjny, cieszył się miłością i szacunkiem wszystkich, którzy go znali.

Zajął on miejsce dla świadków i po złożeniu przysięgi oświadczył, że w omawianym czasie pani Edwardowa Ferrier przebywała z nim i jego żoną w ich pałacu. Ponieważ była przemęczona pracą na polu działalności dobroczynnej, zalecono jej dłuższy wypoczynek. Wizytę trzymano w tajemnicy, by uniknąć kłopotów z przedstawicielami prasy.

Następnie zeznawał wybitny lekarz, który oświadczył, że zalecił pani Ferrier wypoczynek i oderwanie się od wszelkich kłopotów.

Miejscowy lekarz ogólny zeznał, że opiekował się panią Ferrier w pałacu.

Kolejnym świadkiem była Thelma Andersen.

Kiedy zajęła miejsce dla świadków, przez salę sądu przebiegł szmer poruszenia. Wszyscy od razu zauważyli, jak bardzo przypomina ona panią Ferrier.

- Nazywa się pani Thelma Andersen?

- Tak.

- Jest pani obywatelką Danii?



- Tak. Pochodzę z Kopenhagi.

- Pracowała tam pani w kawiarni?

- Tak jest.

- Proszę nam opowiedzieć własnymi słowami, co się zdarzyło osiemnastego marca bieżącego roku.

- Przy moim stoliku usiadł jeden pan, Anglik. Powiedział mi, że pracuje dla angielskiej gazety "X-ray News".

- Jest pani pewna, że wymienił tę właśnie nazwę... "X-ray News"?*

- Tak, jestem pewna, bo na początku pomyślałam, że to jakieś czasopismo dla lekarzy. Ale nie, okazało się, że nie. Potem on mi powiedział, że jest pewna angielska aktorka, która szuka "zastępstwa", i że ja właśnie jestem w jej typie. Nieczęsto chodzę do kina, wiec nie znałam tego nazwiska, które mi podał, ale on powiedział, że ta aktorka jest bardzo sławna, a że się źle czuje, chce znaleźć kogoś, kto będzie się pokazywał publicznie zamiast niej, i że jest gotowa dobrze za to zapłacić.

- Ile pani zaproponował ten pan?

- Pięćset funtów angielskich. Na początku nie mogłam uwierzyć, myślałam, że to jakiś dowcip, ale on mi od razu wypłacił połowę. No więc zaraz wymówiłam pracę u siebie.

Ciągnęła opowieść. Zabrano ją do Paryża, zaopatrzono w eleganckie stroje i przydzielono jej eskortę.

- Bardzo miły Argentyńczyk... pełen szacunku, uprzejmy.

Było jasne, że ta kobieta dobrze się ubawiła. Samolotem zabrano ją do Londynu, gdzie jej śniady kawaler oprowadził ją po kilku nocnych lokalach. W Paryżu sfotografowano ich razem. Przyznała, że niektóre z tych lokali nie były takie, jak należy... Po prostu, nie były przyzwoite! Tak samo jak niektóre z tych zdjęć. Ale powiedziano jej, że to jest konieczne dla reklamy, a senior Ramon przez cały czas był bardzo na miejscu.

W odpowiedzi na pytanie odparła, że nigdy nie padło nazwisko pani Ferrier i że nie miała pojęcia, iż to właśnie ta dama, którą, miała udawać. Nie chciała uczynić nic złego. Okazane jej fotografie zidentyfikowała jako zdjęcia, które zrobiono jej w Paryżu i na Riwierze.

Absolutna uczciwość Thelmy Andersen nie budziła żądnych wątpliwości. Najwyraźniej była to miła, choć niezbyt mądra kobieta. Teraz, kiedy wszystko zrozumiała, jej zmartwienie było widoczne dla każdego.

Obrona była nieprzekonująca. Z uporem wypierano się wszelkich kontaktów z kobietą nazwiskiem Andersen. Zdjęcia, o których mowa, przysłano do ich redakcji w Londynie, gdzie uznano je za autentyczne. Przemówienie końcowe sir Mortimera wywołało entuzjazm. Przedstawił on cała historię jako nikczemny spisek polityczny, uknuty w celu zdyskredytowania premiera i jego żony. Nieszczęsna pani Ferrier zyskała powszechne współczucie.

Wyrok, z góry przesądzony, ogłoszono w nie dającej się opisać atmosferze. Wysokość odszkodowania ustalono na zawrotną kwotę. Opuszczając gmach sądu, pani Ferrier wraz z mężem i ojcem została powitana entuzjastycznymi okrzykami zgromadzonego tłumu.


XI
Edward Ferrier serdecznie uścisnął dłoń Poirota.

- Dziękuję panu tysiąckrotnie, panie Poirot. No, to już koniec. z "X-ray News". Obrzydliwy szmatławiec. Są zniszczeni raz na zawsze. I dobrze im tak za ten niegodziwy spisek. I to przeciwko Dagmar, najlepszej istocie pod słońcem. Bogu dzięki, że udało się panu ujawnić to obrzydliwe oszustwo... Ale co panu nasunęło pomysł, że oni korzystają z dublerki?

- To wcale nie nowy pomysł - przypomniał mu Poirot. - Zastosowano go z powodzeniem w sprawie Joanny de la Motte, kiedy wcieliła się ona w postać Marii Antoniny.

- Wiem. Muszę jeszcze raz przeczytać Naszyjnik królowej. Ale w jaki sposób znalazł pan tę kobietę?



1   ...   4   5   6   7   8   9   10   11   ...   19


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna